Zmarł Marek Walczewski

Redakcja
Fot. tomasz Gzell (PAP)
Fot. tomasz Gzell (PAP)
Marek Walczewski miał 72 lata. To nie wiek, by umierać. Chyba, że się tak bardzo choruje i cierpi, jak on chorował i cierpiał. Alzheimer postępował, siał spustoszenie, co zauważyłam już siedem lat temu, gdy spotkałam się z aktorem. Wielkim aktorem, pełnym pasji i oddania zawodowi.

Fot. tomasz Gzell (PAP)

Był mistrzem dla wielu kolegów młodszego pokolenia, m.in. Wojciecha Malajkata i Zbigniewa Zamachowskiego, którzy zawsze mówili o nim i jego totalnym aktorstwie z podziwem, uznaniem i ciepłem.
- Największym i niewybaczalnym moim grzechem, było przerwanie gry na skrzypcach. A grałem dobrze, nawet koncertowałem, odnosiłem pierwsze sukcesy, bo ćwiczyłem po czternaście godzin na dobę. Może nawet zostałbym drugim Paganinim, gdyby nie opętała mnie kolejna pasja - szermierka - powiedział mi podczas naszego spotkania.
Był rodowitym krakowianinem, który po ukończeniu krakowskiej PWST i debiucie w 1960 r. w Teatrze im. J. Słowackiego w "Sławnej historii o Troilusie" związał losy z Krakowem na dwanaście lat. W "Słowaku" pozostał do 1964 r. Kolejną jego sceną był Stary Teatr, gdzie zagrał m.in. tytułową rolę w "Fantazym", Hrabiego Henryka w "Nie-Boskiej komedii", Bałandaszka w "Onych", Wierszynina w "Trzech siostrach". Zasłynął z postaci Leona w "Matce" i Scurvego w "Szewcach" - spektaklach Jerzego Jarockiego, które stworzyły wielkość Walczewskiego. Był niekwestionowaną gwiazdą krakowskich teatrów, również kabaretu Jama Michalika. W Krakowie po prostu chodziło się "na Walczewskiego.
W 1972 r. przeniósł się do Warszawy, występując najdłużej w Teatrze Dramatycznym - trzydzieści lat, a także w Ateneum i Studio. Jarocki obsadził go w "Królu Learze", Gustaw Holoubek w "Hamlecie", a Krystian Lupa w "Wymazywaniu". Walczewski niezwykle też cenił pracę z Jerzym Grzegorzewskim.
Był niezapomnianym Gospodarzem w filmowym "Weselu" Wajdy, czołowym aktorem wszystkich filmów Piotra Szulkina, ale potrafił także zaistnieć w komediach: "Vabanku 2" i "Kingsajzie" Juliusza Machulskiego.
Zagrał w wielu znakomitych filmach, a największą popularność przyniosły mu kreacje w "Ziemi obiecanej" Wajdy (1975 r.), "Śmierci prezydenta" Jerzego Kawalerowicza (1977 r.), "Dolinie Issy" Tadeusza Konwickiego (1982 r.) i "Cudzoziemce" Ryszarda Bera (1986 r.).
Lubił też pracę w sitcomie "13 posterunek" i drażnił go ironiczny stosunek wielu widzów do tego serialu. - Dla Marka aktorstwo jest namiętnością. Ma nieprawdopodobnie fantastyczną wyobraźnię, niezwykle rozwinięte poczucie abstrakcji i humoru - mówił o swym przyjacielu i profesorze Wojciech Malajkat. - Wojtkowi namalowałem obraz, który wisi w salonie państwa Malajkatów. Jeszcze kiedyś kupię skrzypce i znów zacznę grać. Ale Paganinim już nie zostanę - wyznał mi na zakończenie naszego spotkania w warszawskiej kawiarni. Potem nagle wstał i wyszedł.
Jolanta Ciosek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie