Znali się jeszcze z partyzantki...

Redakcja
Grób Józefa Kotła na cmentarzu w Proszowicach Fot. Aleksander Gąciarz
Grób Józefa Kotła na cmentarzu w Proszowicach Fot. Aleksander Gąciarz
Było jesienne niedzielne popołudnie 12 października 1947 roku. Przed restauracją przy głównej ulicy Proszowic stał zaparkowany samochód. We wnętrzu lokalu było gwarno. Nagle rozległ się huk wystrzału z pistoletu, po nim trzy kolejne.

Grób Józefa Kotła na cmentarzu w Proszowicach Fot. Aleksander Gąciarz

HISTORIA. W restauracji, nie licząc zaskoczonych i zapewne wystraszonych świadków, pozostał jeden trup i jeden ranny

Za moment z restauracji wybiegło dwóch mężczyzn. Jeden próbował siłą zatrzymać drugiego, ale ten wyrwał się i uciekł. Pościg, jaki chwilę później rozpoczęli milicjanci z miejscowego posterunku, nie dał rezultatu. Tymczasem w restauracji, nie licząc zaskoczonych i zapewne wystraszonych świadków, pozostał jeden trup i jeden ranny.

Koledzy z partyzantki

Józef Kocioł miał tego dnia odczyt w Proszowicach. Nie wiemy, o czym mówił, ale można się domyślać, że przekonywał ludzi do nowego ustroju. Po tym spotkaniu czekało go jeszcze zebranie w Klimontowie. Choć był osobą znaczącą, musiał podróżować na piechotę. Takie były czasy. Władza ludowa jeszcze nie zdążyła wyposażyć w samochody służbowe wszystkich swoich funkcjonariuszy. Choć niektórzy mieli już takie szczęście. Tacy jak Jan Maj.

Kocioł był krzepkim człowiekiem, ale już nie młodzieniaszkiem (dobiegał pięćdziesiątki). Tymczasem Maj powinien mieć wobec niego dług wdzięczności. Znali się jeszcze z czasów działalności w lewicowej partyzantce. Po wojnie, dzięki poparciu Kotła, Maj został przyjęty w szeregi Polskiej Partii Robotniczej. Dlatego, gdy zobaczył stojący na ulicy samochód i dowiedział się, że przyjechał nim Maj, postanowił poprosić go o wypożyczenie wozu i podwiezienie do Klimontowa. Do środka posłał niejakiego Pasternaka, by wywołał Maja. Ponieważ ten odmówił wyjścia na zewnątrz, Kocioł wszedł do restauracji. Przy jednym ze stolików zastał siedzących pięć osób. Poza Janem Majem byli tam Bolesław Konieczny, Adolf Duda, Janina Tarko-Sepielak i Stanisław Stało. Wszyscy wrócili właśnie z zebrania Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska z Klimontowa. Według sporządzonego później aktu oskarżenia zatrzymali się w restauracji, aby zjeść obiad. Według Kotła, pili wódkę. Jedno drugiego zresztą nie wyklucza.

Ja cię wykończę...

Kocioł powiedział, z czym przyszedł, ale Maj miał odpowiedzieć, by z nimi usiadł. Ten odmówił, tłumacząc się brakiem czasu. Rozmowa przerodziła się w kłótnię. Choć obaj kiedyś ze sobą współpracowali, ich drogi od jakiegoś czasu zaczęły się rozchodzić. Kocioł oskarżał Maja, że ten w czasie wojny współpracował z Niemcami, dzięki czemu dobrze mu się powodziło. Uważał, że Maj "zamiast pomagać biedocie sprzyja kułakom". Z kolei ten ostatni miał nazwać Kotła "bandytą". Tak był zresztą postrzegany nie tylko przez niego. Kto pierwszy w restauracji sięgnął po broń, to zależy od punktu widzenia. W akcie oskarżenia jest mowa, że to Kocioł "cofnąwszy się o dwa do trzech kroków w tył wyjął posiadany przez siebie pistolet TT, z którego oddał dwa strzały w kierunku ob. Maj, jeden strzał w kierunku ob. Tarko-Sepielak, a następnie widząc, że ob. Maj upadł z krzesła na podłogę oddał do niego czwarty strzał". Z pisma, jakie pozostawił Kocioł, przebieg wydarzeń wyglądał nieco inaczej: "Wtedy Maj powiedział "ja cię bandyto wykończę". Chwycił za pistolet, kierując broń do mnie. Widząc niebezpieczeństwo chwyciłem również za pistolet. Wtedy padły strzały, ja również pociągnąłem za język spustowy".

Polowanie na myśliwego

W wyniku strzelaniny Jan Maj zginął na miejscu, natomiast Adolf Duda został ranny w rękę. Kocioł tymczasem zaczął się ukrywać. Sytuacja była o tyle nietypowa, że w roli ściganego znalazł się człowiek, który do niedawna trząsł całą okolicą. Syn chłopa ze Szczytnik już w wieku 14 lat musiał zmierzyć się z dorosłością, gdy po śmierci ojca na niego spadł główny ciężar obrobienia kilku hektarów gruntu. Jako 19-latek został powołany do służby wojskowej na kresach wschodnich, gdzie spędził 5 lat. Zawsze przejawiał radykalnie lewicowe poglądy, będąc przy tym człowiekiem porywczym. To już przed wojną ściągnęło na niego kłopoty, gdy po manifestacji chłopskiej w Racławicach spędził sześć miesięcy w więzieniu. Podczas Kampanii Wrześniowej jego odział został rozbity, ale on wrócił do domu z bronią. Włączył się w ruch partyzancki w strukturach pepeesowskiej Gwardii Ludowej, od 1943 był dowódcą grupy dywersyjnej GL. Co ciekawe, nawet Józef Guzik, który swoją okupacyjną monografię "Racławickie wezwania" pisał z pozycji lewicowych w żadnym miejscu nie wspomina o udziale oddziału Kotła "Piotrowskiego" w potyczce z Niemcami. Jest tylko wzmianka, że w październiku 1943 roku trzyosobowy oddział Kotła został otoczony w domu we Wroninie przez policjantów grantowych i komendanta posterunku z Kocmyrzowa, Niemca. Poza tym nazwisko Kotła jest wymieniane m. in. w kontekście napadu na Jana Zielińskiego, dyrektora szkoły w Szczytnikach. Armia Krajowa wydała Kotła wyrok śmierci, którego jednak nigdy nie udało się wykonać.

Dzielił ziemię dworską

Po zakończeniu wojny i wejściu w życie dekretu o reformie rolnej Józef Kocioł został wyznaczony do podziału ziemi dworskiej między chłopów. Zawsze zresztą był gorącym zwolennikiem takiego rozwiązania. Później, gdy darowaną chłopom ziemię chciano im zabrać i stworzyć spółdzielnię, był jednym z najgłośniej przeciwko temu protestujących. Gdy władza zorganizowała zebranie wiejskie, aby przekonywać chłopów do "kołchozów" Kocioł rozgonił całe towarzystwo. Z drugiej strony jego osoba jest kojarzona z kilkoma przypadkami zabójstw. To jego ludzi obwiniano o uprowadzenie i zamordowanie Jana Twardowskiego z Woli Gruszowskiej, członka Armii Krajowej. Łączy się jego osobę również ze śmiercią innego AK-owca, Stanisława Gasa z Jakubowic. To sam Kocioł miał - najprawdopodobniej przypadkowo - śmiertelnie postrzelić w Proszowicach dziecko, niesione na rękach przez matkę.

Większość z tych wydarzeń tak naprawdę nie została nigdy dokładnie zbadana i wyjaśniona. W przypadku strzelaniny w proszowickiej restauracji sprawa była jednak nieco inna. Ofiarą była osoba znacząca, członek partii. Jednak Kotłowi udawało się pozostawać na wolności aż do 31 lipca 1950 roku. Został zatrzymany w momencie, gdy na własnym polu orał ściernisku pługiem zaprzężonym w dwa konie. Trzej funkcjonariusze UB z Miechowa najpierw zakradli się w jego pobliże, następnie postrzelili w nogę, a potem zakuli w kajdanki i na furmance zawieźli do domu, a potem do więzienia w Miechowie.

Koniec na Montelupich

Przeciwko Józefowi Kotłowi skierowano 5 pięć zarzutów: zabójstwo Jana Maja, próbę zabójstwa Janiny Tarko-Sepielak, zranienie Adolfa Dudy, nielegalne posiadanie broni, grożenie bronią funkcjonariuszom UB. Z aresztu na ulicy Montelupich napisał pismo do Komitetu Wojewódzkiego PZPR, przypominając swoją pracę dla Polski Ludowej i prosząc o sprawiedliwe osądzenie. Do rozprawy jednak nie doszło. 17 listopada 1951 roku Józef Kocioł powiesił się w więzieniu. Jego śmierć też okryta mgła tajemnicy. Kocioł nie był człowiekiem, którego łatwo było złamać. Jak miał potem opowiedzieć jeden ze współwięźniów, do takiego kroku pchnęły go bicie i tortury.

Grób Józefa Kotła znajduje się na cmentarzu w Proszowicach. Jest na nim informacja, że pochowany w tym miejscu był kawalerem m. in. orderu Virtuti Militari (poza tym miał Krzyż Walecznych i Krzyż Partyzancki). Spoczywa w pobliżu mogił żołnierzy Armii Czerwonej, którzy przynieśli Polsce ustrój, w który tak bardzo wierzył. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się grobowiec Jana Maja.

Aleksander Gąciarz

proszowicki@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie