"Żona astronauty"

Redakcja
WŁADYSŁAW CYBULSKI

W niedługiej scence czteroosobowego przyjęcia tytułowa bohaterka filmu przysłuchuje się rozmowie dwóch mężczyzn. Porozumiewają się oni jakby niezrozumiałym dla niej szyfrem dla wtajemniczonych. Jej pozostaje tylko kobieca intuicja, podejrzliwość i przeczucie grozy, gdy obaj panowie: pilot astronauta i bogaty przedsiębiorca lotniczy snują niejasne plany skonstruowania specjalnego samolotu, który miałby szczególne znaczenie w przyszłej wojnie elektronicznej przeciwko wrogom (przeciwko komu?
- przeciwko wszystkim...). Towarzyska scenka jest krótka, niczym nie podkreślona; przez nieuwagę można by nawet przeoczyć zawartą w niej kluczową informację i wymowny sens.
 "Żona astronauty" jest thrillerem z gatunku tzw. fantastyki naukowej. Można to lubić lub nie, można wierzyć lub nie, uznać za futurystyczną wizję opartą na uczonych domysłach lub za naiwną bzdurę ufologiczną. Ale najlepiej przyjąć reguły tej umownej konwencji - skoro fantastyka, to fantastyka, to pseudonaukowa fikcja, iluzja pozorów, pomysłowa fantazja. W tym przypadku pomysł fabularny jest nieszablonowy, choć wszyscy oceniacze filmu uparcie powołują się na diaboliczny precedens "Dziecka Rosemary" Romana Polańskiego, ale to jednak zupełnie coś innego. Może nawet dziwić, że ta w końcu niepierwszoplanowa pozycja repertuaru kinowego wywołuje tyle nieporozumień i chęci dyskusji.
 Sprawia to przede wszystkim tajemnica, niedocieczona od samego początku do przewrotnego, dwuznacznego zakończenia. Oto dwaj piloci opuścili awaryjnie pokład kosmicznego pojazdu i na dwie minuty zerwał się ich kontakt z Ziemią. W ciemności i ciszy ("głośne nic") zetknęli się wtedy z czymś, o czym przerażeni nie chcą opowiadać - ze Śmiercią i Zagadką, z nieznanymi mocami, które zmieniły im osobowość i przetworzyły fizjologicznie. Żona astronauty usiłuje rozwikłać sekret tej przemiany, którą najdobitniej wyrażają dwie sceny erotyczne - jedna o charakterze lirycznym, druga o znamionach brutalnego gwałtu. Następuje zapłodnienie ("skrył się we mnie!"), które może służyć przedłużeniu bytów z kosmosu.
 Czy kobieta ma stać się narzędziem w ich mnożeniu (świetna scena z pigułkami aborcyjnymi)? Czy wchłonęła w siebie miazmaty, których efektem będą dzieci takie jak ojciec, tworzące potencjalny zalążek przyszłej ekipy gwiezdnych wojowników? Horror zyskał tutaj przestrzeń psychologiczną w przeżyciach bohaterki pomiędzy małżeńską miłością a niepewnością, przestrachem i ostateczną decyzją. Zagrała tę rolę bardzo ładna, o "porcelanowej" twarzy, bardzo zgrabna i atrakcyjna Charlize Theron
- amerykańska, choć wychowana w Afryce Płd., baletnica, modelka i aktorka, a zagrała znakomicie. Nie wiedzieć więc czemu nie wpadła nam w oko jej uroda i talent wcześniej, np. w "Adwokacie diabła", "Wielkim Joe" czy "Wbrew regułom".
 Partnerem jest dawno już przez nas zauważony - od "Co gryzie Gilberta Grape’a?" do "Dziewiątego kręgu" Polańskiego - Johnny Depp. Bardzo ciekawie poprowadzona rola - postać to przecież o zasadniczej funkcji, a jakby schowana nieco w cieniu, na uboczu. Długo nie pokazuje się z bliska jego twarzy, potem występuje on w czarnych okularach, a nawet w czarnych rękawiczkach. Bardzo łatwo było ulec pokusie zdemonizowania "zarażonego" w przestworzach kosmonauty albo też puścić perskie oko do widowni, ale na szczęście Depp na to nie poszedł. Twarz ma otwartą i jasny uśmiech, tylko w pochmurnych oczach kryje tajemniczość i jakby "pomiędzy wierszami", niewyraźnie ujawnia swą dziwną siłę.
 Film został zrealizowany bardzo przyzwoicie. Autorem zdjęć był jeden z najwybitniejszych operatorów, 5-krotnie nominowany do Oscara współpracownik Spielberga - Allen Daviau, i doskonałe to zdjęcia, zwłaszcza w wielkich zbliżeniach ust, oczu i rąk; gra rąk jest tu częstym językiem porozumienia, wahania, obrony. Następnie - wnętrza! Chłodne laboratoryjnie jak pomieszczenia NASA, nieprzytulne mieszkania nie do mieszkania, podziemny labirynt z szeregiem żelaznych drzwi i ulice oplecione metalowymi rusztowaniami
- klaustrofobię odczuwa się nie tylko wtedy, kiedy widzimy bohaterkę zatrzaśniętą w pułapce windy. Nie ostre incydenty i jawne efekty specjalne wyznaczają aurę dreszczowca, ale właśnie ów nastrój fatalnego zagrożenia.
 Reżyserował niebanalnie Rand Ravich, co jest o tyle warte podkreślenia, że to debiutant, zwłaszcza narastanie temperatury, stopniowanie napięcia powiodło mu się doskonale i kto wie, czy zalety warsztatu realizatorskiego nie okazały się większe od walorów scenariusza jego pióra o akcentach paranoicznych. A Johnny Depp, zapytany w wywiadzie o to, czy wierzy w istoty pozaziemskie, odpowiedział: "Jeśli wierzy się w ludzi, a przecież istniejemy, to czemu nie wierzyć, że gdzieś tam istnieją inne cywilizacje. Niekoniecznie muszą to być zielone ludziki. Trzeba być niezłym naiwniakiem, żeby uważać, że we wszechświecie istnieje tylko ludzka cywilizacja". Przykro to odczuwam, ale jestem takim naiwniakiem...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie