ZUS cię rozliczy. Za 10 lat!

ZUS cię rozliczy. Za 10 lat!

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

- Dopiero teraz sobie o mnie przypomnieli. Jakby czekali, żeby mi przysolić maksymalne odsetki - lamentuje pani X., która zamknęła działalność w grudniu 2001 roku i od tego czasu pracuje w... ZUS. Dokumentację firmy zniszczyła kilka lat temu, kierując się powszechną wówczas interpretacją przepisów.

KONTROWERSJE. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wzywa ludzi, którzy przed laty prowadzili działalność gospodarczą, do zapłacenia zaległych składek wraz z odsetkami

- ZUS aktywizuje się przed końcem okresu przedawnienia, który wynosi tu właśnie 10 lat - wyjaśnia Jeremi Mordasewicz, doradca Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" i jej przedstawiciel w radzie nadzorczej zakładu.
Dodaje, że "instytucja ma obowiązek wykrywać nieprawidłowości i nie może sobie pozwolić na przedawnienie roszczeń". - Mamy dwa miliony przedsiębiorców i siły ZUS są zbyt wątłe, więc niektóre kontrole dokonywane są po latach - tłumaczy.


Przedsiębiorcy odpowiadają, że - dzięki zakupionemu za miliardy systemowi informatycznemu - ZUS wie o nich wszystko. Gdyby chciał, mógłby od razu wyłapywać błędy. Twierdzą, że celowo "hoduje odsetki", które po latach bywają wyższe od składek. Próbuje w ten sposób, przynajmniej częściowo, załatać 60-miliardową dziurę w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury i renty.


- To insynuacja - oburza się Jacek Dziekan, rzecznik ZUS. Zapewnia, że "generalnie" zakład stara się egzekwować zaległości od płatników "sukcesywnie i na bieżąco".


Pan Mirosław z Krakowa prowadził przez trzy lata jednoosobową firemkę zajmującą się pośrednictwem ubezpieczeniowym. W 2001 roku miesiącami nie zarabiał ani grosza, więc zamknął działalność. Od tego czasu pracuje na etacie.


W decyzji z początku października 2011 ZUS twierdzi, że krakowianin nie zapłacił składek za październik i listopad 2001. - Przez 10 lat nie otrzymałem jakiejkolwiek informacji o rzekomym zadłużeniu. Dopiero teraz... - mówi pan Mirosław. Po tak długim czasie nie może wszystkiego pamiętać, ale jest pewien, że opłacił wszystkie składki; obowiązek wpłat na ZUS niezależnie od przychodów był głównym powodem likwidacji firmy. Problem w tym, że nie ma żadnych dokumentów. Dlaczego?


Do końca 2002 roku okres przedawnienia roszczeń ZUS wynosił 5 lat, przez taki czas trzeba było też przechowywać dokumentację. Z początkiem 2003 roku - a więc ponad rok po likwidacji firmy przez Mirosława - weszły w życie nowe przepisy, wydłużające okres przedawnienia do 10 lat. Powstał spór prawny, czy dotyczy to również wcześniejszych składek. Wielu ekspertów twierdziło, że nie. Orzekały tak również sądy. Mirosław zniszczył więc dokumenty po 6 latach. Podobnie zrobiło wielu przedsiębiorców.


Ale 2 lipca 2008 roku, w uchwale kończącej - po pięciu latach! - wspomniany spór, Sąd Najwyższy stwierdził, że należności, które nie uległy przedawnieniu do końca 2002 roku, zaczęły podlegać nowemu 10-letniemu okresowi przedawnienia. Dotyczyło to również składek Mirosława.


- Czuję się oszukany i osaczony jak bohater Kafki - żali się krakowianin. Poprosił banki o kopie przelewów składek, jakie - jest pewien - wykonał do ZUS. Banki odpowiedziały, że mają obowiązek przechowywania dokumentów do 5 lat wstecz...


W jeszcze gorszej sytuacji jest pani Halina: musi zapłacić kilkanaście tysięcy złotych składek po zmarłym ojcu, który też zlikwidował działalność gospodarczą w 2001 roku. - Nawet o tej działalności nie wiedziałam! - płacze kobieta.

Dopadnięci po latach


1 3 4 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo