ZUS zdolny do wszystkiego

Redakcja
(INF. WŁ.) Pani Krystyna S. z roku na rok czuje się coraz gorzej. Zarówno lekarz prowadzący, jak i lekarz zakładowy nie godzą się na jej powrót do pracy, natomiast i ZUS, i sąd odmawiają jej przyznania renty uznając, że może pracować. - Co mam robić?! - pyta zrozpaczona kobieta. Podobnych skarg na orzecznictwo zusowskie w ostatnim okresie napływa do redakcji "Dziennika" coraz więcej.

- Ta kobieta mdleje, przewraca się - niepokoi się pracodawca. Lecz lekarz orzecznik i sąd odmawiają jej przyznania renty.

   O dramacie pani Krystyny S. z Alwerni powiadomił nas jej pracodawca: - Ta kobieta mdleje, przewraca się. Po prostu nie nadaje się do pracy. Żyję w strachu, że jeśli coś się z nią stanie na terenie zakładu, będę za to odpowiedzialny - nasz rozmówca nie kryje zdenerwowania.
   Pani Krystyna, dziś 46-letnia kobieta, jako młoda dziewczyna zatrudniła się w jednym z krakowskich hoteli. Problemy ze zdrowiem pojawiły się około 30. roku życia. Obecnie leczy się na poważne schorzenie kardiologiczne, ciężką alergię, astmę, a także - co najważniejsze - ma uszkodzony kręgosłup.
   W 2002 roku, po przeprowadzeniu badań okresowych, lekarz nie zgodził się na jej powrót na dotychczasowe stanowisko w pralni. Pani Krystyna trafiła do Zakładu Medycyny Pracy, gdzie napisano: "zdolna do lekkiej pracy, w odpowiednim mikroklimacie".
   Wówczas szef przydzielił jej mniej męczące zadania, ale dolegliwości szybko zaczęły dawać o sobie znać. Kobieta trafiła na komisję ZUS w Chrzanowie, gdzie lekarz orzecznik skierował ją do sanatorium w Ustroniu Górskim. Po zakończeniu kuracji lekarze napisali: "przebieg rehabilitacji niepomyślny, należy wnioskować o rentę". Pomimo to ZUS uznał ją za zdolną do pracy. Pogląd ten podzielili biegli sądowi.

   30 października skończyło się jej półroczne zwolnienie lekarskie i następnego dnia pani Krystyna pojawiła się w swoim zakładzie. Do pracy nie została jednak dopuszczona, bo lekarz zakładowy nie wyraził na to zgody. - Co mam robić? Z czego będę żyła? - pyta zrozpaczona kobieta.
   Pytanie to postawiliśmy w chrzanowskim ZUS. - Nie wykluczam, że ta kobieta faktycznie jest niezdolna do pracy - zauważa orzecznik Józef Żak. - Może nie przedłożyła nam wystarczającej dokumentacji, potwierdzającej jej dolegliwości? My obserwujemy pacjenta bardzo krótko i zaświadczenia od lekarzy prowadzących są dla nas niezmiernie ważne - wyjaśnia. Dodaje, że przy obecnej mizerii finansowej służby zdrowia może się zdarzyć, że lekarze nie wysyłają pacjentów na wszystkie niezbędne badania, nie mogą oni zatem dostarczyć do ZUS wyników. - Myślę, że ta pani powinna raz jeszcze złożyć wniosek o rentę i zadbać o dostarczenie nam wszystkich zaświadczeń - konstatuje.

\\\*

   U Roberta M., dziś 49-letniego mężczyzny, choroba pojawiła się w latach osiemdziesiątych. Przestał jednak pracować dopiero 5 lat temu. Zażywa mocne, powodujące otępienie leki. Bez nich staje się bardzo agresywny.
   - Prawie cały czas leży, męczy go przejście do toalety. Interesuje go jedynie wycinanie kawałeczków z kolorowych gazet i układanie wycinanek. Dziś jest człowiekiem całkowicie infantylnym - opowiada jego żona, przekonana, że poprawa stanu zdrowia męża nie jest możliwa.
   Krakowski ZUS jest jednak odmiennego zdania. W październiku 1995 r. uznał Roberta M. za całkowicie niezdolnego do pracy, teraz jednak, kiedy 19 lipca br. mężczyzna ponownie stanął przed komisją lekarską, orzecznik stwierdził "częściową niezdolność do pracy". Oznacza to, że zamiast 660 zł będzie otrzymywał 505 zł, czyli - jak podkreśla żona, aż o 160 zł mniej - bo przecież w niepełnym wymiarze może pracować.
   - Mój mąż do pracy?! Przecież to nonsens! - unosi się żona pana Roberta. - Poprzednio męża badał psychiatra i nie miał wątpliwości, że człowiek ten nie może podjąć żadnej pracy. Teraz jednak trafił na lekarza innej specjalności, który skierował go jedynie na konsultacje psychologiczne - dodaje.

\\\*

   Janina F. ma dziś 45 lat i - jak opowiada - całe jej życie to pasmo nieustającej udręki. Gdy miała trzy lata, po szczepieniu przeciw chorobie Heinego-Medina, pojawiło się zapalenie mózgu, zaburzenia mowy i niedowład prawej części ciała. Wieloletnia rehabilitacja sprawiła, że choć nadal kuleje, samodzielnie chodzi i włada lewą ręką. Dzięki temu mogła przepracować 20 lat w DT Centrum.
   Ale w 1999 roku bóle kręgosłupa zaczęły się gwałtownie nasilać i dalsza praca okazała się niemożliwa. ZUS przyznał pani Janinie rentę tylko na rok. W 2000 r. uznał, że jej stan zdrowia poprawił się i może pracować. Sąd jednak był odmiennego zdania i przyznał jej świadczenie na 3 lata.
   W 2003 roku orzecznik ZUS ponownie odmówił jej prawa do renty. Tym razem sąd nie stanął po stronie kobiety. Dziś Janina F. nie ma już żadnych środków do życia.

\\\*

   Barbara Górska-Zachara, główny lekarz orzecznik ZUS w Krakowie, w żadnym wypadku nie zgadza się z zarzutem - najczęściej powtarzanym przez naszych Czytelników - że są badani pośpiesznie, niedokładnie i przez lekarzy innej branży medycznej, nie związanej z ich dolegliwościami.
   - Badanie każdego pacjenta trwa około pół godziny. To jest standard - zaznacza Andrzej Sztuk, orzecznik. Podkreśla, że w myśl przepisów, chorego nie musi badać specjalista z danej dziedziny; jeśli jednak pacjent np. ze schorzeniami psychiatrycznymi trafi na kardiologa, ten - w razie najmniejszych wątpliwości - wysyła go na konsultację do psychiatry lub psychologa. O tym, że orzecznicy w przypadkach uzasadnionych nie oszczędzają na konsultacjach, mają świadczyć statystyki: na około 2500-2600 orzeczeń rentowych miesięcznie przypada aż 1000 konsultacji. Barbara Górska-Zachara uważa, że wrażenie niedokładnego badania jest osobistym odczuciem ubezpieczonego. Statystyczny pacjent, przychodzący do ZUS choruje na kilka, kilkanaście schorzeń. Lekarz orzecznik bierze je pod uwagę łącznie, ale wypunktowuje te najpoważniejsze, które decydują o przyznaniu renty.
   Andrzej Sztuk, orzekający w ZUS od czterech lat, uważa, że zatrudnieni tutaj lekarze mają na ogół bogate doświadczenie kliniczne, uczestniczą też w szkoleniach organizowanych przez ZUS. - Niemniej, bywają przypadki, kiedy trudno nam podjąć decyzję. W takich sytuacjach zawsze konsultujemy się z innymi lekarzami, a jeśli wątpliwości pozostają, zawsze problem rozstrzygamy na korzyść pacjenta - przekonuje.
   Trudności pojawiają się częstokroć wtedy, gdy pacjent przychodzi bez dokumentacji, co bynajmniej nie należy do rzadkości. - Wówczas występujemy o nią do lekarzy prowadzących, _którzy czasami chętnie, a czasami z opóźnieniem przekazują nam dokumenty - Stanisława Wyka-Skrzyniarz nie ukrywa, że jest to bardzo poważna przeszkoda w pracy ZUS-owskich orzeczników.
   Rozmówcy "Dziennika" zgodnie odrzucają tezę, że schorzenia psychiatryczne nie rokują poprawy; z ich doświadczenia wynika, że przybywa osób, które wyleczyły się z takich dolegliwości.
- Miałem pacjenta, który po rehabilitacji psychiatrycznej w ośrodku w Gołdapi sam oświadczył, że czuje się już dobrze i chce wracać do pracy_ - relacjonuje Kazimierz Sobociński. W ZUS-ie panuje przekonanie, że dla osób z niektórymi schorzeniami psychiatrycznymi podjęcie pracy, nawet w bardzo ograniczonym zakresie, częstokroć okazuje się skuteczną terapią.
   Skąd zatem tyle uwag pod adresem orzecznictwa ZUS-owskiego? Przypuszczalnie również dlatego, że pacjenci nierzadko uważają, iż renta im się należy, bo mają trudną sytuację rodzinną bądź nie radzą sobie na coraz bardziej wymagającym rynku pracy. Tymczasem ZUS ubezpiecza tylko od niezdolności do pracy, nie zaś od trudnych sytuacji życiowych.

\\\*

   Na pierwszej stronie listu trumna z czarnym krzyżem, na drugiej - ostrzeżenie, że jeśli orzecznicy nie zmienią swego stosunku do chorych ludzi, drogo za to zapłacą; taka przesyłka nadeszła właśnie do jednego z lekarzy orzeczników w krakowskim ZUS-ie. Jest to anonim, powiadamianie prokuratury nie ma zatem sensu. - Niedawno, późnym wieczorem, zatelefonował do mnie jeden z kolegów pytając, co ma robić, bo właśnie ktoś zadzwonił wygrażając, że go zabije - główny lekarz orzecznik ZUS w Krakowie jest wyraźnie zaniepokojona. Czasem dochodzi też do rękoczynów: jeden z pacjentów przyszedł po informację z siekierą, ale na szczęście, nie zdążył jej użyć.

\\\*

   Liczba wniosków napływających do ZUS o przyznanie renty, maleje: w 2002 roku do ZUS w Krakowie napłynęło ich 54,5 tys., przed rokiem 52,4 tys. W przypadku orzeczeń wydawanych po raz pierwszy - rentę otrzymuje 70 procent starających się, w przypadku orzeczeń ponownych - 80 procent. Do sądu odwołuje się 9,7 procent tych, którym ZUS świadczenia nie przyznał i 34 procent spośród nich sprawę wygrywa.
DOROTA STEC-FUS

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
grere

gr

z
zalerzny

masz pieniąc dostaniesz puder na różyczkę,nie masz pieniąc dostaniesz pawulon .......

c
ciota

bolszewik ma ormo ma milicja ma a ludzie przez nich kopani ,,,

z
zalerzny

masz pieniąc dostaniesz puder na różyczkę,nie masz pieniąc dostaniesz pawulon .......

G
Grzegorz

Jeżeli ktoś jest niepełnosprawny leczy się bierze leki od lekarza ukierunkowanego w danej dziedzinie to rzecznik ZUS po otrzymaniu skierowania winien przyznawać rentę a nie ozdrawiać chorego człowieka,głupota działania.
Takie postępowanie jest niehumanitarne a wręcz szkodliwe społecznie.
Chorzy ludzie muszą pracować za psie pieniądze bo innych nikt im nie zapłaci a inni ,25 lat pracy i pełna wysoka emerytura pobierana przez 50 lat.
Utopijne zarządzanie w tym naszym biednym kraju.

Dodaj ogłoszenie