Żużel. Czarna seria trwa. Kiedy nastąpi kres?

Piotr Olkowicz
Janusz Kołodziej (kask biały) i Robert Lambert (żółty) to bez wątpienia jedni z najszybszych żużlowców.
Janusz Kołodziej (kask biały) i Robert Lambert (żółty) to bez wątpienia jedni z najszybszych żużlowców. Adam Jastrzebowski
Udostępnij:
Czarny sport ma to do siebie, że kiedy żużlowcy poczują, że już wjechali na dobre w sezon zaczynają poczynać sobie odważnie, bez bojaźni, trzymając gaz, jak to się popularnie mówi, aż pocą im się manetki w kierownicach motocykli. Wtedy zazwyczaj rozpoczyna się czarna seria, a poważne dzwony pączkują jeden po drugim i trudno to zatrzymać. Kibice zaczynają wtedy bać się włączać telewizor, a trenerzy drżą o zestawienie swoich zespołów na kolejne spotkania.

Tym razem czarna seria rozpoczęła się dwa tygodnie temu od bardzo poważnego crashu Piotra Pawlickiego i Nicki Pedersena. Pawlicki czuje się nieźle, czeka aż zrosną mu się obie połamane łopatki, a Nicki Pedersen po serii operacji i po połataniu jego połamanej miednicy, poskręcaniu jej śrubami wyszedł ze szpitala i to o dziwo na własnych nogach przy użyciu kul rehabilitacyjnych.
Wyjątkowo w czerwcu tego roku kontuzję imają się najmocniej żużlowców nacji duńskiej. To podczas środowego spotkania w tamtejszej lidze, jakby na rozgrzewkę, bo już w ich pierwszym wyścigu potwornie walnęli w płot Anders Thomsen ze Stali Gorzów i Mikkel Michelsen z lubelskiego Motoru. Ostatniego boli bardzo mocno kolano i to on jest największym przegranym, bo nie pojedzie w dzisiejszym spotkaniu na własnym torze przeciwko zdecydowanemu outsajderowi PGE Ekstraligi, czyli Ostrovii Ostrów Wielkopolski. Gorzej miała się sytuacja Andersa Thomsena bo ten leżał na torze w Vojens nieprzytomny przez kilka minut. Thomson nie wystąpi w niedzielnym spotkaniu swojej Stali przeciwko Sparcie Wrocław bowiem lekarze zalecili mu kilka dni odpoczynku w związku z potężnymi bólami głowy. Anders będzie próbował wrócić na tor już w środę by przybliżyć się do ustanowienia hat tricka czyli trzeciego kolejnego zdobycia tytułu indywidualnego mistrza Danii.

Wypadek goni wypadek

Poważne żniwo zebrał wypadek podczas czwartkowego turnieju jubileuszowego Taia Woffindena. W niegroźnej wydawało się sytuacji, kiedy zerwał się łańcuch w motocyklu prowadzącego Gleba Czugunowa za moment po jego plecach przejechał swoją maszyną będący tuż tuż Robert Lambert. Czugunow po tej kraksie czuje się nadspodziewanie dobrze, ma tylko problemy z barkiem i w niedzielę w Gorzowie naturalnie nie jedzie. Lambert na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń i nawet wygrał całe zawody poświęcone jubileuszowi dziesięciolecia startów w barwach Sparty Wrocław w wykonaniu trzykrotnego mistrza świata. Inną ofiarą tego wypadku był natomiast młody ambitny Matias Nielsen. Kolejny Duńczyk nie ominął plątaniny latających motocykli i z podejrzeniem uszkodzenia kręgosłupa został odwieziony do szpitala. On również nie wystąpi w spotkaniu Motoru z Ostrovią, a przecież jeszcze tydzień temu radził sobie znakomicie. Przed własną publicznością w jednym z wyścigów udało mu się wieźć za plecami przez trzy okrążenia Bartosza Zmarzlika. Jego ekipa straciła w tamtych zawodach na jakiś czas podstawowego młodzieżowca Mateusza Bartkowiaka, który leczy połamany obojczyk.

Żużlowe obuwie

Wypadków nie brakowało również podczas czwartkowego finału Brązowego Kasku. Na torze w Tarnowie jeszcze zanim zaczęło padać młodzi zawodnicy do lat 19. zaczęli w poszczególnych wyścigach nagle padać jak muchy. Juniorzy czasem tak po prostu mają. Sytuacja zintensyfikowała się, kiedy nad stadionem zaczęło mocno padać i trzeba było rozgrywać wyścigi na śliskiej mazi. Dwie ostatnie gonitwy dojechały tak naprawdę tylko po to, żeby zawodów nie trzeba było powtarzać w nowym terminie, aby odbyło się wymaganych 12 wyścigów. Sami żużlowcy mimo trudnych warunków nie protestowali i zafundowali sobie po prostu trening w warunkach rzadko spotykanych na torach nad Wisłą.
Inną pochodną wypadku sprzed tygodnia jest absencja Janusza Kołodzieja, który po pokiereszowaniu swojej lewej nogi podczas pojedynku Unii Leszno z GKM-em Grudziądz dokończył zawody we wspaniałym stylu, ale w kolejnych dniach rehabilitacji okazało się, że jego stopa jest tak napuchnięta, że nie pozwala mu na walkę w tej kolejce. Nikt nie produkuje po prostu tak wielkiego żużlowego obuwia. Bardzo mocno ułatwia to sytuację Apatorowi Toruń, który będzie w niedzielę na własnym terenie będzie podejmował leszczyńską Unię, ale wobec absencji Pawlickiego i Kołodzieja oraz fatalnej dyspozycji w ostatnich tygodniach Jasona Doyle'a zamiast hitu kolejki zapowiada się coś na kształt meczu sparingowego dla „Aniołów”.
Kibicom żużlowym nie pozostaje teraz nic innego jak tylko zaciskać kciuki, aby czarna seria w końcu została przerwana. Miejmy nadzieję, że relacje z meczów z tego weekendu nie będą się zaczynały nagłówkami typu „kolejna groźna kontuzja żużlowca X lub Y”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Q&A z Bartoszem Kurkiem

Materiał oryginalny: Żużel. Czarna seria trwa. Kiedy nastąpi kres? - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie