Zwrot sierpniowy

Redakcja
Lewica europejska ma krótką pamięć i przypominanie o zasługach "Solidarności" dla upadku komunizmu i zjednoczenia Niemiec sprawia jej dużą trudność "Robotnicy polscy zwyciężyli", "Zwrot historyczny", "Nowy rozdział w dziejach pojałtańskich", "Długa i trudna walka zaczyna się teraz", "Europa i Ameryka muszą dopomóc zwycięzcom", "Po strajkach sierpniowych Polska nie będzie już taka sama, jak była" - te tytuły z zachodnich gazet zanotował w swoim "Dzienniku pisanym nocą" Gustaw Herling-Grudziński pod datą 12 września 1980 r.

KRYSTYNA GRZYBOWSKA

KRYSTYNA GRZYBOWSKA

Lewica europejska ma krótką pamięć i przypominanie o zasługach "Solidarności" dla upadku komunizmu i zjednoczenia Niemiec sprawia jej dużą trudność

"Robotnicy polscy zwyciężyli", "Zwrot historyczny", "Nowy rozdział w dziejach pojałtańskich", "Długa i trudna walka zaczyna się teraz", "Europa i Ameryka muszą dopomóc zwycięzcom", "Po strajkach sierpniowych Polska nie będzie już taka sama, jak była" - te tytuły z zachodnich gazet zanotował w swoim "Dzienniku pisanym nocą" Gustaw Herling-Grudziński pod datą 12 września 1980 r.
 Istotnie, po Sierpniu 1980 Polska nie była już taka sama. Nie była już taka sama w chwili, kiedy papieżem został Polak, Karol Wojtyła. Rozpoczął się proces rozkładu komunizmu, nikt jednak nie przypuszczał, że jego upadek nastąpi tak szybko. Zachód nie potrafił ocenić faktycznego stanu gospodarki Związku Sowieckiego i jego satelitów, zza "żelaznej kurtyny" widać było niewiele, poza wyrzutniami rakietowymi skierowanymi na żyjące w dobrobycie i świętym spokoju narody Europy.
 Dla wielu polityków zachodnich, głównie dla lewicy, sierpniowa rewolucja w Polsce była zamachem na wygodny status quo, a był nim podział na dwa obozy - socjalistyczny i kapitalistyczny. Z tego pierwszego, socjalistycznego lewica europejska czerpała natchnienie i wsparcie dla swojej działalności politycznej. Bez tego wsparcia nigdy nie narodziłby się ruch studencki roku 1968, który wyłonił rządzących dziś w Europie polityków partii socjalistycznych i ekologicznych. Lewica europejska, podobnie jak część działaczy "Solidarności" w roku 1980 uważała, że w obozie socjalistycznym potrzebne są reformy, ale nie zmiana systemu.
 Lewica na Zachodzie i lewica "Solidarności", myśląc o reformach, artykułowała zaledwie hasło "socjalizmu z ludzką twarzą". Nie potrafiła jednak określić, na czym ta ludzka twarz ma polegać. Krótki okres posierpniowej wolności zwrócił oczy całego świata na Polskę, słowa "Wałęsa" i "Solidarność", z trudem wymawiane przez zagranicznych korespondentów i prezenterów radia i telewizji, słychać było każdego dnia, w każdym dzienniku. Do Polski zjechały tłumy reporterów. Kiedy 13 grudnia 1981 roku Wojciech Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, położył kres polskiej rewolucji, niektórzy politycy zachodni odetchnęli z ulgą. Jedni po cichu, inni głośno, jak np. ówczesny socjaldemokratyczny kanclerz RFN Helmut Schmidt. "Nareszcie został przywrócony porządek i spokój w Warszawie" - skomentował Schmidt wprowadzenie stanu wojennego w rozmowie z Erichem Honeckerem, podczas wizyty w Berlinie Wschodnim 13 grudnia 1981 r. Na szczęście wypowiedź niemieckiego kanclerza była głosem odosobnionym i zabrzmiała jak fagot w orkiestrze, który odzywa się z rzadka i nieprzyjemnie.
Sierpień 1980 budził w Europie i na świecie nowe nadzieje, stan wojenny miał być kolejnym dowodem na niemożliwą do pokonania potęgę Związku Sowieckiego. Życie powróciło do normy, w Polsce rozpoczął się trwający osiem lat okres stagnacji, biedy i beznadziejności. Tysiące opozycjonistów wyemigrowały na Zachód. Z Zachodu zaś napływała pomoc w postaci paczek dla Polaków stanu wojennego. Pomoc ta była ogromna, płynęła za pośrednictwem Kościoła i powstałych na poczekaniu organizacji o charakterze charytatywnym. Dziś nie pamięta się już, jaką radość sprawiała puszka sardynek, tabliczka czekolady czy sweter przysłany z Niemiec Zachodnich, Belgii, Francji, Stanów Zjednoczonych. Ludzie cieszyli się nie tylko z tych drogocennych w tamtych czasach przedmiotów i produktów, cieszyli się przede wszystkim dlatego, że świat o nich nie zapomniał. Odruch obrzydzenia wywołała natomiast dobroczynność rządu sowieckiego, który przysłał polskim dzieciom cukierki.
 Emigrantów politycznych stanu wojennego przybywających do krajów zachodnich witano z otwartymi ramionami. Byłam jednym z nich. Kiedy wraz z rodziną przyjechałam w roku 1982 do Niemiec, zajęły się nami organizacje katolickie, koledzy dziennikarze, gmina protestancka. Byliśmy bohaterami, a jednocześnie przybywaliśmy zza "żelaznej kurtyny", ze świata bliżej nie znanego. Byliśmy rozchwytywani, bo każdy chciał zobaczyć na własne oczy, jak wygląda, jak się zachowuje i co myśli człowiek stamtąd. Czy jest tak samo ucywilizowany i czy umie posługiwać się nożem i widelcem.
 Powoli społeczeństwa zachodnie dawały się przekonać, że stan wojenny zapobiegł większemu złu - interwencji wojsk Układu Warszawskiego i w konsekwencji przelewom krwi. Dopiero po 1989 roku akta SED ujawniły prawdę - Sowieci nie zamierzali wkraczać do Polski, bo jak powiedział otwarcie ówczesny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Ustinow Erichowi Honeckerowi, Moskwa nie miała po prostu pieniędzy na taką akcję. Załatwienie sprawy oddano w ręce Wojciecha Jaruzelskiego. Niestety, zarówno w mentalności obywateli krajów zachodnich, jak i Polaków "mniejsze zło" Jaruzelskiego utrwaliło się na tyle, że może on dziś bez przeszkód powtarzać swoją wersję wydarzeń i tak naprawdę nikt nie próbuje go skorygować.
Czwartek, 9 listopada 1989 roku był dniem decydującym dla przyszłości Niemiec, dla przyszłości Europy i świata. "Na ten wieczór premier Mazowiecki zaprosił swoich gości na uroczysty bankiet w pałacu Rady Ministrów, dawnym pałacu książąt Radziwiłłów. Bezpośrednio przed odjazdem kolumny samochodów spod domu gościnnego Parkowa w centrum Warszawy Kohl otrzymał pilny telefon z Bonn. Minister w Urzędzie Kanclerskim Rudolf Seiters chciał rozmawiać z nim koniecznie jeszcze przed bankietem. Seiters miał istotnie sensacyjną wiadomość dla kanclerza. W Berlinie Wschodnim przewodniczący okręgowej organizacji SED, Schabowski, zapowiedział niespodziewanie przejściową regulację do czasu wejścia w życie nowej ustawy o wyjazdach zagranicznych. Pozwolenie na prywatne podróże na Zachód mają być wydawane natychmiast każdemu wnioskodawcy..." - czytamy w książce Helmuta Kohla "Chciałem jedności Niemiec".
 Kanclerz przerwał swoją wizytę w Polsce i przybył do Berlina. Rozgorączkowany tłum rozbierał berliński mur, ludzie rzucali się sobie w ramiona, padła "żelazna kurtyna". Ten niezwykły zbieg okoliczności - upadek muru berlińskiego w czasie wizyty kanclerza w Polsce - ma dziś znaczenie symboliczne. Dowodzi, jak wielki wpływ miała "Solidarność" na zmianę układu sił w Europie, a przede wszystkim na zjednoczenie Niemiec. Helmut Kohl podkreślał to wielokrotnie w swoich wystąpieniach. Nie znaczy to jednak, że społeczeństwo dawnej NRD, poza oczywiście nieliczną grupą dysydentów, jest skore przypisywać "Solidarności" zasługi w przezwyciężeniu komunizmu, zaś politycy niemieccy dla potrzeb wewnętrznych i poprawy samopoczucia podkreślają raczej rolę spacerów po ulicach Lipska i Drezna jesienią 1989 roku jako swego rodzaju pokojową rewolucję.
 W roku 1990 mimo obaw licznych polityków, także w łonie rządzącej chadecji, Helmut Kohl postanowił otworzyć granicę z Polską. Spodziewane miliony uchodźców nie napłynęły, rozpoczęła się nowa epoka w stosunkach polsko-niemieckich, epoka normalizacji. Niemcy w tym okresie odegrały decydującą rolę w staraniach Polski o integrację ze światem zachodnim. To dzięki Kohlowi przede wszystkim zostaliśmy członkiem NATO i zainaugurowane zostały procesy integracyjne z Unią Europejską. Lata 1989 - 1998 były okresem niezwykle ożywionych kontaktów polsko-niemieckich na wszystkich szczeblach. Można śmiało powiedzieć, że był to prawdziwie romantyczny okres dla obu społeczeństw, okres, który minął bezpowrotnie i nie należy się temu dziwić.
 Polska powróciła do Europy, jej europejska tożsamość i przynależność do cywilizacyjnej wspólnoty stała się sprawą oczywistą. Normalny stał się stosunek obywateli Zachodu do Polaków. Ustały prawie zupełnie złośliwości i kawały na temat polskich złodziei samochodów. Polska postrzegana jest i oceniana przez pryzmat jej rozwoju gospodarczego, sukcesów ekonomicznych i stopnia stabilizacji politycznej. Nie jesteśmy już egzotycznym krajem bloku wschodniego, tylko jednym z wielu partnerów w zglobalizowanym świecie.
 Nasze starania o członkostwo w Unii Europejskiej zakończą się z całą pewnością sukcesem. Wcześniej czy później. Kiedy po upadku komunizmu zaistniała nadzieja na włączenie Polski w atlantyckie struktury bezpieczeństwa, Rosja robiła wszystko, aby do tego nie dopuścić, dziś ta sama Rosja nie protestuje już przeciwko naszej integracji z Unią Europejską, jesteśmy bowiem nie tylko państwem suwerennym, ale także państwem związanym z sojusznikiem daleko silniejszym niż Rosja i jej sypiąca się potęga wojskowa.
 Nowa sytuacja stwarza nowe wyzwania. Te wyzwania dzisiaj to przede wszystkim sprostanie wymogom stawianym nam przez Unię Europejską i umiejętne wynegocjowanie korzystnych dla nas warunków przystąpienia. Z życia politycznego Europy i Stanów Zjednoczonych odeszli w międzyczasie wielcy wizjonerzy - Helmut Kohl, Francois Mitterrand, Ronald Reagan, George Bush. To również rzutuje w istotny sposób na stosunek do Polski. Dziś Europą rządzi lewica wyrosła z ruchu 68, mało romantyczna i bardzo rzeczowa. Odczuwa się to szczególnie w stosunkach z Niemcami. Przede wszystkim dlatego, że pokolenie Gerharda Schrödera nie czuje się już odpowiedzialne, tak jak poprzednicy, za drugą wojnę światową i jej skutki.
 Poza tym rządząca w RFN lewica jest znacznie bardziej zajęta polityką wewnętrzną i interesem narodowym niż było to za czasów rządów chadecko-liberalnych. Lewica niemiecka ma też krótką pamięć, zaś przypominanie o zasługach "Solidarności" dla upadku komunizmu i zjednoczenia Niemiec sprawia jej dużą trudność. Nic dziwnego, bo przecież to właśnie SPD do ostatniej chwili była przeciwna zjednoczeniu - z wyjątkiem Willy’ego Brandta.
 Sposób patrzenia na Polskę od Sierpnia 1980 roku do dziś uległ ewolucji, ale była to ewolucja dla nas w gruncie rzeczy bardzo pomyślna. Pamięć o zasługach Sierpnia dla Europy i świata będzie jednak ograniczać się do rocznic, a młode pokolenia uczyć się będą o "Solidarności" i Lechu Wałęsie z podręczników historii. W Polsce, Europie i na całym świecie. "Solidarność" i Wałęsa są szeroko omawianymi hasłami w najpoważniejszych encyklopediach. Pod każdą szerokością geograficzną kojarzą się one automatycznie z Polską i z nowym porządkiem świata, który zapoczątkowały tamte sierpniowe dni. Dni, które wstrząsnęły światem. Życie toczy się dalej i teraz będziemy oceniani nie za zasługi przeszłości, ale za sukcesy codziennej pracy i godną postawę. I to właśnie zawdzięczamy zrywom robotniczym roku 1980. My i wszystkie kraje postkomunistyczne.

KRYSTYNA GRZYBOWSKA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie