Zwyczajni niezwyczajni

Redakcja
Uratowali Wadowice

 Strażacy państwowej i ochotniczej straży pożarnej, żołnierze, policjanci, służby medyczne i interwencyjne, mieszkańcy i urzędnicy... Ogromna rzesza ludzi zaangażowała się walkę z żywiołem, a potem pomoc w czasie pierwszych dni po opadnięciu wody. Wielu z nich na długo zapisze się w ludzkiej pamięci.
 Strażacy OSP Gorzeń, OSP Jaroszowice z tamtejszą Młodzieżową Drużyną Pożarniczą oraz około 30. mieszkańcami Jaroszowic uratowali przed zalaniem wieś i całe prawobrzeżne Wadowice.
 - Po pierwszej fali powodziowej otrzymałem informację, że stan Skawy będzie się podnosił i ma być wyższy o 1 metr od stanu poprzedniego - mówi Bogusław Brańka, szef OSP w Jaroszowicach, jednocześnie komendant Straży Miejskiej w Wadowicach. - Wszystkie siły skupiliśmy na tym, aby zatrzymać wodę w okolicy pętli autobusowej w Jaroszowicach.
 Strażacy z pomocą kilkudziesięciu mieszkańców ustawili wysoki na ponad metr i długi na 100 m wał z worków z piaskiem. Gdyby nie to, woda zalałaby Jaroszowice i Wadowice. O sukcesie akcji zadecydowała determinacja ludzi, którzy nie zeszli z wałów, mimo realnego zagrożenia życia i wyraźnego rozkazu ze sztabu głównego...
 Gdy zabrakło worków, udostępniła je Małgorzata Wiktor z Maspexu. Kiedy skończył się piasek, zaczęto wsypywać do worków ziemię z ogródków.
 - Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy powstrzymać Skawę - mówi Bogusław Brańka.
Lekarz z pomocą
 Podczas powodzi lekarz z Ośrodka Zdrowia w Stryszowie, Robert Weisberger, po północy we własnym domu ratował półtoraroczne dziecko. Chore maleństwo wraz z matką przywieźli do lekarza strażacy z wójtem Stryszowa Janem Wacławskim na czele. Matka i dziecko byli wraz z innymi pasażerami w środku nocy ewakuowani z pociągu, który jechał z Zakopanego do Lublina i utknął w Stryszowie. Dziecko dostało 40-stopniowej gorączki. Płakało.
 - W całej gminie nie było wtedy prądu - wspomina Robert Weisberger. - Pracowaliśmy przy świeczkach i latarkach. Miałem w domu wszystkie potrzebne leki. Dziecko dostało natychmiast tabletki przeciwgorączkowe i antybiotyki, po których gorączka spadła.
Brody obronione
 Jedną z najbardziej poszkodowanych miejscowości w powiecie wadowickim były Brody. Każdy mieszkaniec bez wahania podkreśla zaangażowanie strażaków PSP i OSP z gmin Kalwaria, Lanckorona i Wadowice. Mówią też o wielkiej roli sołtysa Brodów Piotra Żabeckiego w koordynowaniu akcji ratowniczej. Sołtys do tej pory śpi po 2 godziny dziennie, aby wszystkiego dopilnować.
 Strażacy ewakuowali w Brodach rodziny z kilku domów i uratowali człowieka, który płynął po wzburzonej rzece na... drzwiach. Działali z narażeniem życia. Sołtys teraz osobiście jeździ z konwojami w każde miejsce: pilnuje, żeby dary zostały rozdzielone sprawiedliwie. Jak mówi, "zdarł" przy tym doszczętnie swój samochód.
 - Są kłopoty także z rzeczami, które powódź wyniosła z domów. Trzeba dopilnować, żeby źli ludzie ich nie rozkradli. Niestety, czasami proszę w tej sprawie policję o interwencję - mówi z żalem Piotr Żabecki.
 Sołtys odwiedził każdą poszkodowaną rodzinę. Dociera też do wszystkich osób, które angażują się w prace remontowe, wozi wodę żołnierzom. O każdej porze dnia i nocy mieszkańcy mogą zwrócić się do niego o pomoc.
Dzielni makowianie
 Podczas dramatycznych wydarzeń w Makowie Podhalańskim wspaniale zachowała się młodzież z tej miejscowości. Około 20 osób - licealistów, absolwentów makowskiego LO, młodych małżeństw pod przewodnictwem Magdy Olejniczak, pomagało ofiarom. Młodzież przy największej ulewie, nie bacząc na niebezpieczeństwo, brała plecaki i docierała przez góry do najbardziej potrzebujących w zniszczonych zakątkach Makowa oraz do mieszkańców Budzowa. Najpierw jechali jeepami dokąd się dało, potem szli piechotą. Dochodzili tam, gdzie nie docierał nikt inny. Jako pierwsi przynosili powodzianom wodę i żywność. Nie wahali się ryzykować życiem.
 W powiecie suskim wiele osób ratowało życie bliźnim. Józef Radwan z Jachówki wyniósł swą 70-letnią siostrę na plecach na zewnątrz domu, uciekając przed wodą. Podobnie zrobił Tadeusz Nieckula z Budzowa, który ocalił sparaliżowanego sąsiada.
 - Gdy szła fala powodziowa, zdałem sobie sprawę, że w pobliskim domu jest przecież starszy bezradny mężczyzna. Razem z sąsiadem wynieśliśmy go na kocu na pagórek. Gdy wchodziliśmy do jego domu, woda była po pół kostki, a gdy wracaliśmy - była już do pasa. Mieliśmy dużo szczęścia, że nie utonęliśmy - opowiada Tadeusz Nieckula.
Tekst i zdjęcia:
Agnieszka Bednarska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie