Życie jak film

Redakcja
Rafał Stanowski

Jesienią zeszłego roku, gdy włoscy filmowcy przyjechali do Krakowa, by rozpocząć zdjęcia do filmu "Karol. Historia człowieka, który został papieżem", nie spodziewano się, że dzieło będzie pośmiertnym hołdem złożonym Janowi Pawłowi II. Film wejdzie na ekrany polskich kin 17 czerwca.

   Pierwsi filmowcy przyjeżdżali do Krakowa w wielkiej tajemnicy. Gdy w czerwcu ubiegłego roku telefonowaliśmy do hotelu, w którym się zatrzymali, rozmawiano z nami niechętnie. Ledwie zdołaliśmy się dowiedzieć, że trwają prace nad dokumentacją miejsc związanych z życiem Karola Wojtyły.
   Ekipa - już w komplecie - pojawiła się w Krakowie we wrześniu. Część włoska nie była liczna: reżyser Giacomo Battiato wraz z kilkoma najbliższymi współpracownikami (m.in. drugim reżyserem, operatorem, kierownikiem produkcji, a także specjalistą od fryzur). Większość zespołu pracującego nad "Karolem..." stanowili Polacy.
   Prace rozpoczęły się w medialnej ciszy. Dziennikarzom zakazano wstępu na plan, tłumacząc, iż taka była prośba reżysera, który pragnie w spokoju skupić się nad trudnym tematem młodzieńczych lat papieskiego życia. Potem wyszło na jaw, że to nie Giacomo Battiato wydał zakaz, lecz producent, który pragnął rozpocząć promocję filmu we włoskich mediach.
   Na początku września zwołano konferencję prasową, był to wówczas jedyny kontakt filmowców z dziennikarzami. Wcześniej dowiedzieliśmy się, że główną rolę zagra Piotr Adamczyk, jeden z najzdolniejszych polskich aktorów młodego pokolenia, który ma w dorobku m.in. rolę Fryderyka Chopina w filmowej biografii kompozytora.
   - Kiedy grałem Chopina, wydawało mi się, że to najtrudniejsze zadanie. Teraz zawieszono poprzeczkę jeszcze wyżej - wyznał Adamczyk. - Nie będę się mierzył z wyobrażeniem o człowieku, ale z nim samym.
   - W spojrzeniu Adamczyka ujrzałem siłę i charyzmę papieża - wspominał Giacomo Battiato. - Aktor ten miał także wielką uczciwość wewnętrzną, zobaczyłem w nim ducha człowieczeństwa. Długo rozmawialiśmy, zanim dostał rolę. Zagrał z wielkim zaangażowaniem i jestem mu za to niezwykle wdzięczny.
   - Ta rola zmieniła mnie jako człowieka i aktora, wpłynęła na mój światopogląd - dodał Adamczyk. - Musiałem zmierzyć się z postacią geniusza, co było ogromnym wyzwaniem.
   W "Karolu..." wystąpiła także m.in. krakowianka Małgorzata Bela, dotychczas znana jako supermodelka, od niedawna próbująca swoich sił na ekranie. - Reżyser zobaczył mnie na okładce jednego z pism dla pań, gdzie promowałam "Ono" - wspominała Bela. - Zapadłam mu w pamięć. Gdy poszukiwał osób, które zagrają w "Karolu", zapytał Małgorzatę Szumowską, kim jestem. Pokazała mu próbne zdjęcia do "Ono". Spodobałam się i tak trafiłam na plan.
   Oprócz Adamczyka i Beli na ekranie zobaczymy m.in.: Olgierda Łukaszewicza, Szymona Bobrowskiego, Kingę Preis, Mateusza Damięckiego, Grażynę Szapołowską oraz Annę Cieślak. Zatrudniono ponadto aktorów z Włoch, Kanady, Hiszpanii i Niemiec.
   Na planie znalazło się siedem tysięcy statystów. - Byli niezwykle zdyscyplinowani i świetnie przygotowani, czym zadziwiali Włochów - wspomina Maria Skąpska, asystentka reżysera. - W pamięć zapadły mi sceny zbiorowe z Ojcowa, gdzie kręciliśmy ucieczkę przed Niemcami w 1939 r. Statyści musieli pojawić się w garderobie około godziny 4 nad ranem, potem czekała ich charakteryzacja i droga do Ojcowa. Zdjęcia zaczęły się około godziny 10, cały dzień lał deszcz. Skończyliśmy o zmroku, potem statyści wrócili do garderoby, a do domów dotarli późną nocą. Nikt nie narzekał, słyszałam nawet, jak ludzie mówili: "Cieszę się, że mogłem przeżyć to samo, co kiedyś moi rodzice i dziadkowie".
   Potem znów zapadła cisza medialna. W październiku kręcono jedne z najbardziej spektakularnych scen w Hucie im. T. Sendzimira. Przy wielkim piecu nr 5 powstała scena odlewania krzyża, a w okolicach siłowni - sekwencja strajku w poznańskich zakładach Cegielskiego w 1956 r. W związku z tym część kombinatu ucharakteryzowano na lata 50. - m.in. postawiono wielką bramę, na której widniał napis "Zakłady im. Józefa Stalina", pojawiły się dodatkowe dekoracje oraz stare samochody. Niedaleko budynku administracyjnego koksowni kręcono nocne sceny, ukazujące walkę o "Krzyż Nowohucki". Była to zarazem największa sekwencja zbiorowa w tamtych dniach - wzięło w niej udział ok. 700 statystów.
   - Statystami byli autentyczni pracownicy Huty - relacjonował nam Jacek Krąg, rzecznik prasowy kombinatu. - Cały czas trwała produkcja, gdyż z powodów technologicznych nie można było jej przerwać. Specjalnie na potrzeby filmu udało się znaleźć kombinezony z epoki. Hutnicy tak posterowali spustem surówki, by widać było więcej ognia i iskier niż normalnie.
   - W pamięć zapadły mi sceny w Nowej Hucie - opowiadała Maria Skąpska. - Kilkuset statystów, ciemna noc i Piotr Adamczyk, który wygłaszał kazanie do tłumu ludzi. Gdy patrzyłam na skupione twarze statystów, miałam wrażenie, jakby naprawdę słuchali słów Karola Wojtyły.
   Efektowne sceny poznańskich wydarzeń kręcono także m.in. nieopodal teatru Groteska i przed Zespołem Szkół Mechanicznych nr 1, który udawał komitet partii. Ustawiono tu m.in. czołg T-34, wóz pancerny BRDM i zabytkowe samochody. Kaskaderzy oraz około 400 statystów, przebranych za robotników z lat wczesnego PRL, szturmowało wielką żelazną bramę, krzycząc "Chcemy chleba".
   - Piękne sceny biskupiego ingresu Karola Wojtyły nakręciliśmy na Wawelu - dodała Maria Skąpska. - Katedra była pełna ludzi, przy ołtarzu stał Adamczyk, w tym samym zabytkowym ornacie, w którym został wyświęcony na biskupa Karol Wojtyła. Tym razem statystów wsparła duża grupa kleryków z krakowskiego seminarium, którzy zjawili się w sutannach i komżach zdobytych w swoich parafiach.
   Ekipa zakończyła zdjęcia na początku grudnia. Padał już śnieg, zrobiło się zimno, wcześnie zapadał zmrok, zmuszając filmowców do wspomagania się mocnym oświetleniem. Mimo to reżyser Giacomo Battiato, który okazał się człowiekiem nadzwyczaj wrażliwym i skupionym na swojej pracy, zdawał się nie odczuwać chłodu. Do późnych godzin wieczornych pozostawał na planie, kierując w języku angielskim działaniami międzynarodowej ekipy.
   - Pochodzę z północy Włoch, więc jestem przyzwyczajony do takiej pogody, niespecjalnie lubię upały - żartował, siedząc w swej przyczepie kempingowej.
   Od połowy listopada na plan wpuszczano już dziennikarzy. Gdy prace miały się ku końcowi, zwołano końcową konferencję prasową, podczas której producent Pietro Valsecchi zapowiedział, że w przyszłości powstanie druga część, opowiadająca o pontyfikacie Jana Pawła II (zdjęcia mają się rozpocząć we wrześniu, projekt nosi tytuł "Historia papieża, który pozostał człowiekiem", mówi się, że reżyserem znów może być Giacomo Battiato).
   Gdyby nie determinacja Pietra Valsecchiego, nie oglądalibyśmy na ekranie historii życia Jana Pawła II. Producenci mieli przygotowane 10 milionów euro na realizację projektu, lecz kolejni reżyserzy odmawiali (informacje o filmie pojawiały się od 2000 r.).
   Wreszcie wybór padł na Giacomo Battiato, jednego z najlepszych twórców telewizyjnych, laureata m.in. Srebrnego FIPA na międzynarodowym festiwalu w Biarritz za telewizyjny film "Il Giovane Casanova" (2002 r.). Twórca pracował wcześniej z aktorami tej sławy, co m.in. Klaus Maria Brandauer, Dominique Pinon, Max von Sydow czy Ben Kingsley. Mimo to długo się wahał.
   - Nie mogłem się zdecydować, miałem wiele wątpliwości - powiedział nam Battiato. - Niezwykle trudno zawrzeć czyjeś życie w jednym filmie, zwłaszcza jeśli główny bohater żyje i należy do najwybitniejszych ludzi naszych czasów.
   Powstało kilkanaście wersji scenariusza, nad którymi pracował reżyser wraz z Gianfranco Svidercoschim, znanym biografem Jana Pawła II. Twórcy zdecydowali się pokazać życie Karola Wojtyły w dwóch odsłonach (z konieczności kinowa wersja została skrócona o 25 minut i stanowi jedną całość) - pierwsza część opowiada o młodości Wojtyły podczas drugiej wojny światowej, następnie możemy obserwować jak bohater, już jako ksiądz, porywa za sobą tłumy, rozpoczynając walkę z komunizmem.
   - Fabuła filmu rozpoczyna się 1 września 1939 r. - opowiadał Gianfranco Svidercoschi. - Nasze dzieło jest hołdem złożonym wielkiemu Polakowi oraz historii i cierpieniom jego narodu. Opowiadać historię Karola Wojtyły - to jakby mówić o losach waszego kraju.
   - Gdy zagłębiłem się w historię życia młodego Karola Wojtyły, odkryłem jak bardzo nawiązuje do losów całego narodu, a przez to nabiera symbolicznego wymiaru - dodał Giacomo Battiato. - I co ciekawe, niewiele osób o tym wie. Miliony znały Jana Pawła II, ale niewiele osób wiedziało, kim był wcześniej jako Karol Wojtyła. Dlatego tak interesująca wydała mi się opowieść o młodości papieża. Sam wcześniej niewiele o niej wiedziałem. W miarę prac nad scenariuszem odkrywałem nowy świat. Tak bardzo mnie zafascynował, że mogę śmiało powiedzieć, iż w pewnym stopniu sam stałem się Polakiem.
   - To był wielki wysiłek produkcyjny - _podsumował Pietro Valsecchi. - _Początkowo film mieliśmy kręcić w studio we Włoszech i przyjechać do Krakowa tylko na kilka dni, by sportretować najważniejsze zabytki. Potem uznaliśmy, że całość trzeba nakręcić w Polsce, by pokazać jej kolory, oddać atmosferę, a przede wszystkim pokazać twarze mieszkających tu ludzi.
   - Życie Karola Wojtyły było jak film - dodał reżyser, zafascynowany Krakowem i jego fotogenicznością, porównując ją do Wenecji. - Proszę nie traktować jednak mojego dzieła jako dokumentu albo wyliczanki najważniejszych momentów z życia Karola Wojtyły. To raczej forma obrazowej powieści o wrażliwym młodym człowieku i jego emocjach. Dlatego uczuliłem Piotra Adamczyka, by nie kopiował postaci papieża, ale stworzył własną kreację.
   - Chcieliśmy nakręcić film o człowieku, który pokonuje długą drogę: mierzy się z drugą wojną światową, potem z komunizmem, aż wreszcie zostaje papieżem - powiedział producent.
   Giacomo Battiato wyznał, iż obawiał się reakcji Watykanu na scenariusz. Niepotrzebnie. Dostojnikom kościelnym fabuła się spodobała, dali filmowcom tylko kilka rad w sprawie wydarzeń historycznych.
   Film pokazano w kwietniu we włoskiej telewizji. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania - obraz, emitowany przez dwa wieczory, obejrzało w sumie rekordowe 25 milionów widzów. Niedawno dzieło wydano także na DVD, można je kupić jako dodatek do włoskiej gazety "Sorrisi e canzoni".
   W Polsce mówiło się początkowo, że "Karola..." pokaże 18 maja telewizja TVN, polski koproducent dzieła. Na fali włoskiego sukcesu szefowie koncernu ITI, do którego należy m.in. TVN, postanowili wprowadzić włosko-polską produkcję do kin. Uroczysta polska premiera, z udziałem najwyższych dostojników państwowych i kościelnych, a także ekipy filmowej, odbędzie się 16 czerwca w krakowskim Multikinie. Następnego dnia obraz trafi na ekrany w całej Polsce.
   Film zobaczymy także na antenie TVN, ale dopiero w październiku, w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Czy warto czekać tak długo? Sądząc po pozytywnych recenzjach, które zbiera dzieło Giacomo Battiato - nie. Tym bardziej że pójście do kina może być znakomitą formą złożenia hołdu naszemu wielkiemu rodakowi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie