Życie jest słodko-gorzkie

MAJKA LISIŃSKA-KOZIOŁ
Joasia Kasperek (pierwsza z lewej) oraz jej koleżanki wolontariuszki: Ewa, Ania, Asia i Klaudia Fot. Archiwum Hospicjum Domowego Alma Spei.
Joasia Kasperek (pierwsza z lewej) oraz jej koleżanki wolontariuszki: Ewa, Ania, Asia i Klaudia Fot. Archiwum Hospicjum Domowego Alma Spei.
Umówić się z nią nie jest łatwo. Bo Asia Kasperek pracuje, studiuje i chce mieć czas na pomaganie innym. Nie zawsze tak było. Jeszcze kilka lat temu dzień w dzień godzinami wysiadywała na ławce przed swoim blokiem w Nowej Hucie. - Z nudów człowiek wymyśla różne różności. A że najlepiej smakuje to, co zakazane, więc się i piło, i paliło. I takie tam.

Joasia Kasperek (pierwsza z lewej) oraz jej koleżanki wolontariuszki: Ewa, Ania, Asia i Klaudia Fot. Archiwum Hospicjum Domowego Alma Spei.

Chodzi w nim o to, żebyśmy chcieli ofiarować drugiemu człowiekowi serce. Bo tylko miłość jest w stanie przekraczać granice cierpienia.

O tamtej Asi dzisiejsza dwudziestolatka nie mówi zbyt wiele. Woli opowiadać o tym, jak zaczęła się zmieniać. Nie żeby nagle, z dnia na dzień, ale ta zmiana w końcu przyszła.

***

Ksiądz profesor Janusz Mastalski z Uniwersytetu Papieskiego JPII powiedział kiedyś, że we współczesnym świecie człowiek człowieka na ogół używa. Tymczasem, jak nauczał kardynał Stefan Wyszyński i potem nasz papież Jan Paweł II, człowiekowi trzeba służyć. I warto się każdemu poświęcić. Tak właśnie to czuje Monika, 27 lat, doktorantka. Dzięki chorym dzieciom przekonała się, co to determinacja, walka o każdy oddech, bezgraniczna miłość. - Bycie dla drugiego człowieka jest sensem życia - stwierdza. I kiedy tylko może, stara się być z dziećmi z domowego hospicjum Alma Spei. To daje jej poczucie, że robi coś naprawdę ważnego. Także dlatego że pomaga nie tylko dziecku choremu, ale też jego zdrowemu rodzeństwu oraz rodzicom.

W ten sposób działa też Oskar. Ma 22 lata, licencjat z filozofii, studiuje na ASP, no i lubi czuć się potrzebny. - W hospicjum często rozmawiam z dziećmi, które mają chorego brata lub siostrę. Są wyjątkowe. I rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Nawet kilkulatkowie wiedzą, że świat jest słodko-gorzki. A dzięki nim ja też to wiem.

***

Dla Asi słodkie było włóczenie się po osiedlu, a gorzkie chodzenie do szkoły i dyscyplina, która obowiązuje uczniów. Dlatego gdy po gimnazjum poszła do technikum gastronomicznego od razu narobiła sobie kłopotów; wygłupiała się na lekcjach, rozśmieszała kolegów; ot, luzaczka. Klasie się to podobało. Nauczycielom nie.

Pedagog szkolna wyznaczyła Aśce karę. - Miałam zbierać pieniądze na hospicjum; chyba św. Łazarza. Kara to kara, trzeba odbębnić - myślała wtedy. - Nie zastanawiałam się nad tym, po co są takie akcje, i mało mnie to obchodziło. Przed kościołem stała z koleżanką, którą wzięła do towarzystwa. Ludzie wrzucali datki do puszki i Asia w końcu zapytała kogoś, dlaczego właściwie daje te pieniądze.

- Żeby pomóc człowiekowi śmiertelnie choremu i sprawić, by czas, który mu został - krótki przecież - spędził najlepiej jak to możliwe - usłyszała.

Odpowiedź dała jej do myślenia.

A potem pani Kasia, pedagog szkolna, ta sama, która wyznaczyła Asi karę, wspomniała, że jest w szkole kółko wolontaryjne, że można się tam zapisać i robić coś pożytecznego. Aśka się zapisała. Ale przyznaje, że w tamtym czasie wolontariat to był dla niej raczej interes: - Jak podpadłyśmy nauczycielom, to punkty za pomaganie wyrównywały nam straty i ocena z zachowania nie spadała. Taka kalkulacja.

Tymczasem obcowanie z ludźmi biednymi, chorymi, słabszymi niepostrzeżenie zmieniało dziewczynę. Na przykład wtedy gdy w fundacji "Wiosna" pomagała zbierać pieniądze na "Szlachetną paczkę". - Jeździłyśmy po domach i wtedy napatrzyłam się ludzkiego nieszczęścia. A jak się ma serce po właściwej stronie, długo nie można pozostać obojętnym na los słabszego człowieka. Ja chyba tam je mam.
Mijały miesiące i dziewczynie z Nowej Huty przestały być potrzebne dodatkowe punkty, żeby poprawić stopień z zachowania. Wtedy już liczyło się dla Aśki po prostu pomaganie; bez przeliczania i kalkulowania. Dlatego do obsługi imprezy mikołajowej dla dzieci terminalnie i przewlekle chorych zgłosiła się od razu, choć nie bardzo wiedziała, co to właściwie jest domowe hospicjum. - Gdy mi wyjaśniono, nie byłam pewna, czy jestem gotowa na to spotkanie. I chociaż bałam się, że nie podołam, postanowiłam spróbować.

Bardziej wtedy czuła, niż wiedziała, że ktoś, kto nie znajduje w sobie wrażliwości, nie dostrzega cierpienia drugiego człowieka, na ogół bywa samotny. Nawet wtedy gdy nie jest sam.

***

Ksiądz doktor Lucjan Szczepaniak, od wielu lat kapelan w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Pro-kocimiu, uważa, że duchowy wymiar wolontariatu przejawia się w tym, że pomagając innym, odkrywamy dobroć, wrażliwość, religijność. Zdobywamy wiedzę i dojrzewamy. Jego zdaniem, pomagając wytrwale, z czasem odnajdujemy w sobie współczującego człowieka. Ale człowieczeństwo widzimy też w osobie chorej i cierpiącej.

Asia zobaczyła takie człowieczeństwo w małym Mikołaju. Chłopiec ma sześć lat, fantastycznego tatę zapatrzonego w synka jak w obrazek, mimo że Mikołaj jest całkowicie sparaliżowany, wymaga całodobowej opieki, no a żeby nawiązać z nim kontakt, trzeba się naprawdę postarać.

Na szczęście ktoś mądry zauważył, że najważniejszym zadaniem wolontariusza, ale też każdego człowieka, jest znalezienie przestrzeni do spotkania drugiej osoby. A spotkanie to nic innego jak dialog. Rodzajem tego dialogu jest także obecność i towarzyszenie bliźniemu z wyczuciem, delikatnością oraz z miłością.

- Sama nie wiem , kiedy nauczyłam się czytać emocje z twarzy Mikołajka - mówi Asia. - Zafascynowało mnie i zadziwiło to, ile takie chore dziecko potrafi przekazać komuś takiemu jak ja. Lubię być z tym chłopcem, bo on mnie autentycznie rozbraja swoją pogodą, ufnością, delikatnością. Może nadajemy na tych samych falach?

***

Ola Haberka, też wolontariuszka, studiuje na AGH, na trzecim roku. Ma ścisły umysł i wrażliwe serce. - Jakiś czas temu na uczelni zorganizowano akcję pod hasłem "Święta dzieciom" - opowiada. - Zbieraliśmy pieniądze na rzecz hospicjum.

Przyznaje, że hospicjum kojarzyło jej się po prostu ze śmiercią. A tymczasem dba się tam o życie; bez względu na to, czy będzie ono krótsze czy dłuższe. Chodzi o to, żeby było pogodne na ile to możliwe. I to się udaje, bo w hospicjum jest dobra energia. - Zauważyłam, że choć przychodzę do pomocy po całym tygodniu na uczelni - zmachana jak pies - to za każdym razem odkrywam w sobie nowe pokłady sił. Jakby włączał się mój jakiś kolejny akumulator. A może czerpię te siły od rodziców chorych dzieci? Oni potrafią je kochać bezwarunkowo, a ich codzienne oddanie po prostu zmienia świat. Dla młodej osoby, takiej jak ja, obserwowanie tych relacji to piękna lekcja miłości.
Bo jak się okazuje, kochać można nie tylko dzieci zdrowe, zdolne i śliczne; takie, co to mają perspektywy i szanse na życiowy sukces. Te chore, których los jest na ogół przesądzony, są często kochane bardziej. Na Oli Wojdyle, która wybrała inżynierię materiałową i od kilku lat udziela się w hospicyjnym wolontariacie, wielkie wrażenie zrobiła niezwykła bliskość chorego Krzysia i jego mamy.

- Kontakt z chłopcem jest słaby, ale ja widziałam niespotykaną wręcz miłość w oczach kobiety, która otulała swojego chorego synka najczulszym na świecie spojrzeniem. Ono znaczyło więcej niż tysiąc buziaków i tysiąc słów. Cieszę się, że dane mi było na nich patrzeć.

***

Młodzieńczy entuzjazm i radość, jaką wolontariusze wnoszą do domów chorych dzieci, jest doceniana przez wszystkich. - Bo bycie dla innych to prosta odpowiedź miłości na cierpienie - mówi Grzegorz Bobek, koordynator wolontariuszy w hospicjum domowym Alma Spei. A ksiądz doktor Lucjan Szczepaniak dodaje, że wolontariusz jest znakiem nadziei. To ktoś, kto został wezwany, aby troszczyć się o drugiego człowieka. Ktoś, kto wykonuje swoją posługę z naturalnego odruchu serca, nie zaś z przymusu. W zamian zyskuje wdzięczność.

- Wdzięczność to bardzo dużo - mówi Ola Wojdyła, która do hospicyjnego wolontariatu trafiła dwa lata temu. Była wtedy uczennicą II LO w Krakowie. - Na początku głównie kwestowaliśmy, a potem pomagaliśmy rozwozić prezenty hospicyjnym dzieciom. Radość na ich twarzach po prostu rozczulała. Nie zawsze to był uśmiech od ucha do ucha, czasami tylko błysk w oku albo malutki promyczek radości. Bo każdy chory maluch, nawet ten pozornie bez kontaktu, promienieje, gdy widzi Świętego Mikołaja. Ania, też wolontariuszka, zauważyła, że czasami rodzicom chorego dziecka nie wpadnie do głowy, żeby urządzić mu Gwiazdkę albo fajne urodziny, bo przecież jest chore. Ale gdy w domu zjawi się drużyna urodzinowa w kolorowych strojach, z przepysznym tortem na przykład w kształcie lokomotywy, na kórym są świeczki, żeby solenizant mógł je zdmuchnąć i pomyśleć przy tym swoje marzenie, gdy zaśpiewają, zatańczą i opowiedzą bajkę - maluch zapomina o swoim cierpieniu. - Gdybym nie spotkała na swojej drodze chorych dzieci, myślałabym, że to, co mam, należy mi się jak psu buda. A to nie prawda. Ja po prostu jestem szczęściarą - przyznaje Ola.

Dzięki takim urodzinowym spotkaniom Ania nauczyła się widzieć przede wszystkim dziecko, a nie jego chorobę. No i wie już na pewno, że ludzie, którzy żyją tylko dla siebie, coś tracą, choć może nie mają świadomości, że tak właśnie jest.

***

Tymczasem Asia Kasperek zauważyła, że im więcej zdobywała dobrych ocen i im więcej miała dobrych uczynków na koncie, tym więcej osób gromadziło się wokół niej. Nie musiała o to zabiegać. - Uspokoiłam się, zaczęłam się zachowywać jak osoba dorosła. Zrozumiała też, że człowiek potrzebuje akceptacji i dlatego szuka jej w grupie. A ona w nowej szkole czuła się nieswojo. Dlatego na gwałt zabiegała o przyjaciół. Tylko że szukała ich nie tam, gdzie powinna. - Dziś czasu wolnego prawie nie mam, ale staram się być z chorymi dziećmi. To one wciąż uczą mnie doceniać każdą dobrą chwilę, uśmiechać się. A przecież niektóre są oplecione rurkami, zdane na pomoc, czasami obolałe. I mimo że często zjawiają się na ziemi na krótko, umieją się fajnie cieszyć.
Z kolei dla Oli Wojdyły kontakt z chorymi dziećmi jest inspirujący. - Poza tym lubię sprawiać im przyjemność. Nie jest to bardzo trudne. Na początek wystarczy traktować je normalnie.

***

- Bo widzi pani - mówi Asia, sącząc kawę w klimatycznej kawiarni - człowiek jest jak książka; tyle że najpierw zamknięta. I to od niego samego zależy, ile kartek z tej książki przeczyta ze zrozumieniem, a ile po prostu przerzuci.

Rzecz jasna, na przerzucanie szkoda czasu. Trzeba cierpliwie szukać w sobie dobra, bo każdy je ma; tjeden na samym wierzchu, a inny gdzieś głębiej.

- Ja w końcu je znalazłam - mówi. - Pewnie dlatego mama jest dziś ze mnie dumna. Gdy zaczęłam pracować dla dzieci i dostawać dobre stopnie, zostałam przewodniczącą klasy, zdałam maturę i dostałam się na studia. Uniwersytet Ekonomiczny - to moja uczelnia. Nieźle brzmi - prawda?

Bo dobro przyciąga dobro.

1% DLA DZIECI ALMA SPEI

Przekaż 1% podatku dla dzieci z hospicjum "Alma Spei" : KRS 0000 237 645.

Hospicjum opiekuje się ciężko chorymi dziećmi z Małopolski. Jest ich ponad 30, potrzebują pomocy teraz, póki żyją, póki są z nami. Zapewniamy im opiekę medyczną ( wizyty pielęgniarskie, lekarskie, rehabilitacyjne, sprzęt medyczny), a także niemedyczną (prezenty, urodziny, spotkania, wycieczki, opieka psychologiczna, wsparcie wolontariuszy). Spotkania dla wolontariuszy odbywają się w siedzibie fundacji przy ul. Dożynkowej 88 a w Krakowie. Kontakt : g.bobek@almaspei.pl ,tel. 500 370 602

Majka Lisińska-Kozioł

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3