Życie (literackie) na gorąco

Włodzimierz Jurasz
Piotr Łopuszański „Warszawa literacka w okresie międzywojennym”, Prószyński i S-ka 2017
Piotr Łopuszański „Warszawa literacka w okresie międzywojennym”, Prószyński i S-ka 2017
Czytnik. Nikodem Dyzma. To nazwisko, i związaną z nim symbolikę, zna chyba każdy Polak, chociażby za sprawą serialu z wielką rolą Romana Wilhelmiego. Coraz mniej czytelników i widzów jednak pamięta, że wydana w roku 1932 powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza była nie tyle ponadczasową satyrą polityczną, ile pamfletem skierowanym przeciwko rządzącemu naówczas Polską obozowi (klice) piłsudczyków.

A jeszcze mniej pamiętane są fakty z życia autora powieści, wcześniej publicysty, który za swe krytyczne teksty o Marszałku w nocy 8 września 1927 roku został porwany, wrzucony do bagażnika, wywieziony poza Warszawę i pobity… O tym zdarzeniu pisze (między innymi) Piotr Łopuszański w wydanej właśnie książce „Warszawa literacka w okresie międzywojennym”.

Wiele opisywanych przez Łopuszańskiego wydarzeń bez problemu mogłoby znaleźć poczesne miejsce we współczesnych tabloidach i kolorówkach, zdominowanych przez tzw. celebrytów (współcześni pisarze trafiają na ich łamy nader rzadko). Tak zresztą było i przed wojną, kiedy literatami, oraz (niekiedy) ich twórczością interesowały się masy. No dobrze, trochę może z tymi masami przesadzam, trzeba jednak pamiętać, że nie było jeszcze telewizji, o internecie nie wspominając. Na korzyść tej tezy świadczą liczby. Jak stwierdza Piotr Łopuszański, powołując się na ustalenia Sławomira Kopera, w okresie międzywojennym ukazywało się w Polsce ponad 20 tysięcy tytułów czasopism, w tym, w latach 30., w samej tylko Warszawie, 3 tygodniki literackie („Wiadomości Literackie”, „Pion”, „Prosto z Mostu”). Owszem, większość to były efemerydy, niskonakładowe, często wychodzące nieregularnie, ale fakt pozostaje faktem. Roli, jaką naówczas odgrywała literatura, dowodzą też chociażby skandale wokół różnorakich nagród. Gdy w roku 1933 nagrodę literacką Warszawy otrzymał Boy, wyprzedzając o włos Marię Rodziewiczównę, stolica podzieliła się - liberałowie triumfowali, narodowcy uznali honorowanie „bolszewika” za skandal.

By zachęcić do lektury tej książki posłużę się cytatem (mającym niewiele wspólnego z literackimi osiągnięciami jego bohaterów). „Witkacy, Choromański i Giedroyć zażywali narkotyki. Dąbrowska brała strychninę. Lekomanem był Lechoń. Leśmian miał kompleksy z powodu niskiego wzrostu i łysiny. Tuwim cierpiał na agorafobię i okresami nie opuszczał mieszkania, zwłaszcza w czasie depresji, gdy jego matka popadła w chorobę psychiczną i została umieszczona w sanatorium. Do szpitala dla nerwowo chorych w Tworkach poszedł Choromański, żeby zebrać materiał do reportażu. Gałczyński przyjaźnił się z jasnowidzami”.

Czymże ci ludzie różnią się od znanych nam celebrytów? Chyba tylko tym, że o wspomnianych naszych współczesnych za kilkadziesiąt lat nikt nie będzie pamiętał, nie będzie chciał (mam nadzieję) o nich pisać. I czytać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie