Życie mnie ciągnie do tej roboty

Redakcja
Że sobie gadają na mnie "babcia klozetowa", to niech sobie gadają. Bo przecież ja w końcu babcia, a nie jakaś pani. Fot. Katarzyna Zawisza
Że sobie gadają na mnie "babcia klozetowa", to niech sobie gadają. Bo przecież ja w końcu babcia, a nie jakaś pani. Fot. Katarzyna Zawisza
ROZMOWA PRZY SZALECIE. Hermina Kękuś od prawie dwudziestu lat pracuje w miejskich szaletach

Że sobie gadają na mnie "babcia klozetowa", to niech sobie gadają. Bo przecież ja w końcu babcia, a nie jakaś pani. Fot. Katarzyna Zawisza

Jak Pani tu trafiła?

Na początku pracowałam w MPO, z miotłą biegałam i zamiatałam przystanki. Jak do pomnika Lenina na Placu Centralnym strzelali, aż szyby w oknach leciały, to i te odłamki zamiatać musiałam. Za dozorczynię robiłam. A potem, prawie dwadzieścia lat temu, do tych szaletów przeszłam. Zaczynałam w Borku Fałęckim. Pracowałam też na Placu Bohaterów Getta czy na Rakowickiej. Tak mnie rzucali z miejsca na miejsce, bo jak ktoś zachorował, to trzeba było iść za niego. No, ale ja już swoje lata mam i powiedziałam kierowniczce, że już pora, żebym siadła tak na piękno - w jednym miejscu w końcu. I tak z dziesięć lat już jestem w Hucie.

Lubi to Pani?

Te szalety to mój drugi dom. Dobrze mi tu. Telewizor mam, radio, kwiatki przyniosłam. Ciepło mi. Jak jest słonecznie, to stołek na górę wyniosę i na słonku siądę. Tak sobie nieraz w sobotę czy niedzielę powtarzam: ej, Herminko, w tej robocie to lepiej, bo w domu się więcej nabiega przy gotowaniu, sprzątaniu i więcej się człowiek nadaremnie podenerwuje. A tu nie ma stresów. Siedzę sobie w cieple, od ludzi pieniądze odbiorę i posprzątam co trzeba. Radio sobie puszczę albo telewizor pooglądam, jak ludzi nie ma. Z koleżanką z męskich szaletów czy panią z kiosku obok pogadam. Pożartuje się, pogaworzy, pocieszy jak trzeba. I tak jakoś ciągnę to życie.

Nie wstydzi się Pani?

Że sobie gadają na mnie "babcia klozetowa", to niech sobie gadają. Bo przecież ja w końcu babcia, a nie jakaś pani. Tyle że babcią to ja jestem dla moich wnuków, a nie dla innych.

Na ludzi nie narzekam. Raczej starają się porządek po sobie zostawić, jak wychodzą z kabiny. A jak ktoś nabrudzi, to mówię: dobra jest - i posprzątam, co się kłócić będę. Żadna to dla mnie ujma. Ubiorę gumowe rękawice, wezmę mopa i po sprawie. Poza tym młode do takiej roboty się nie kwapią - bo i która by chciała pójść pracować do sracza. Młode nie chcą, a ktoś to robić musi. Ci, co mieszkają tutaj, to ubikację mają w domu. Ale przecież przyjezdni czy bezdomni gdzieś się załatwiać muszą. Ludzie narzekają, że bezdomni to pod śmietnikami czy na klatkach się załatwiają. Więc jak tu przychodzą, to wiem, że grosza nie mają, to nie biorę pieniędzy - sumienie by mi na to nie pozwoliło. Bezdomny może i brudny, nieładny, ale też człowiek. Za psem można posprzątać i z chodnika, z ulicy, ale taki biedak co ma zrobić, gdzie się załatwić? Jest taki jeden bezdomny Robert, co często tu przychodzi, to mu nawet kurtkę od czasu do czasu przepiorę, żeby jakoś wyglądał. Jak mam po synu jakąś dobrą koszulę, to też mu podrzucę. Jeść nie dam, bo sama tu cały dzień o bułce siedzę. Ale chociaż tyle pomóc mogę.

Nie boi się Pani tak sama tu siedzieć?

Kto by tam na mnie napadał, za stara jestem na napadanie. Raz mnie okradli, owszem, jak na Rakowickiej robiłam. Ale zabrali moje prywatne pieniądze i torebkę, a nie te, co od ludzi zarobione, bo tych pilnuję dobrze. Stówkę mi ukradli wtedy, ale to w sumie nie największa strata była. Mówiłam: złodzieju, tę stówkę to sobie weź, ale torebkę mi oddaj i dowód. Tego dowodu najbardziej mi żal było, bo to był ten stary, książeczkowy. Na pamiątkę go sobie trzymałam. Miałam tam wbite dane dzieci i męża. Ale złodziej nie oddał. Jak ktoś zostawi jakieś dokumenty, portfele w szalecie, a ja je znajdę, to zawijam gumką i wrzucam do skrzynki pocztowej, niech wróci do właściciela. Raz tak znalazłam dziecięcy plecak z plikiem dokumentów, jakichś chyba ważnych. To dokumenty zapakowałam i wrzuciłam do skrzynki, tylko plecaka się nie dało, bo był za duży. Dlatego mam go do dzisiaj, na pamiątkę.
A chuligani? Zdarza się, że czasem rzucają jakieś łobuzy piasek czy kamienie na dół. Albo wody do siatki naleją i wrzucą. Raz nawet jeden niby to do toalety tylko chciał, a jak wszedł do kabiny, to petardę odpalił i całe szalety zadymiło, aż policję wezwać musiałam. No zdarzają się i takie dzieci, ale nie narzekam. Źle tu nie jest.

Nie lepiej zostać w domu, odpoczywać, spacerować, bawić wnuki, a nie pracować po dziewięć godzin dziennie?

Mam emeryturę i niby mogłabym siedzieć w domu, ale co bym robiła cały dzień sama - bo syn, z którym mieszkam idzie to pracy. Jak idę do roboty, zawsze ktoś zajrzy, porozmawia. Ludzie się kręcą, więc jak bym zachorowała, to tutaj przynajmniej ktoś zauważy, zapyta: cóż kobieto z tobą? Poratuje. A jak bym sama w domu została, to co? Jakieś tam choroby się pokazują, ale na tyle nieduże, że dalej człowieka ciągnie do roboty. Najlepiej mi iść do pracy. Grosz się też przyda. Jak bym usiadła w domu, to by mnie tylko smutki brały, depresja.

Nie chciała Pani szukać czegoś innego?

Nie jestem już "herodbaba", zdrowie już nie to, więc nie zarobię Bóg wie ile, tylko jakieś biedne pieniążki. Ale rachunki wszystkie jakoś opłacić trzeba. Ze sześć stówek niosę co miesiąc na pocztę, aż się płakać chce. Pracuję dopóki mnie nie zwolnią. A może tak szybko tego nie zrobią, bo kontrole z sanepidu mnie chwalą. Sama sobie jestem panem - ustalam kiedy i co posprzątam i dbam o porządek. Nie jest źle, byleby tylko gorzej nie było.

Joanna Kijowska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie