Zygmunt III Warszawski. Stolica odpływa do Warszawy

Zygmunt III Warszawski. Stolica odpływa do Warszawy

Paweł Stachnik

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Jan Matejko, Zygmunt III u alchemika Sędziwoja. Podczas jednego z eksperymentów alchemicznych w 1595 r. na Wawelu wybuchł pożar
1/6
przejdź do galerii

Jan Matejko, Zygmunt III u alchemika Sędziwoja. Podczas jednego z eksperymentów alchemicznych w 1595 r. na Wawelu wybuchł pożar ©archiwum

27 grudnia 1587. W Krakowie odbywa się koronacja Zygmunta Wazy na króla Polski. Miasto popiera nowego władcę w walce o tron. Król rewanżuje się przeniesieniem stolicy do Warszawy...
Po nagłej śmierci Stefana Batorego w Rzeczypospolitej rozpoczęła się walka wyborcza. Przed następną elekcją ukształtowały się dwa obozy polityczne. Potężna rodzina magnacka Zborowskich popierała brata cesarza Rudolfa II, arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Z kolei kanclerz Jan Zamoyski forsował 20-letniego królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę. Zygmunt był synem króla Szwecji Jana Wazy i Katarzyny Jagiellonki, córki Zygmunta Starego i Bony.


Wyścig do Krakowa


Kandydaturę młodego księcia wsparła wdowa po Batorym, Anna Jagiellonka, która mocno zaangażowała się w wybór siostrzeńca na polski tron. Zygmunta przedstawiano w propagandzie jako Jagiellona, „ostatniego potomka familii jagiellońskiej”.

To przemówiło do większości szlachty, która 19 sierpnia 1587 r. na polu elekcyjnym na Woli pod Warszawą obwołała go królem. Przeciwnicy jednak nie poddali się i trzy dni później wybrali tamże arcyksięcia austriackiego Maksymiliana III Habsburga.

Kraj podzielił się na dwa wrogie obozy, stojące na krawędzi wojny domowej. Objęcie tronu zależało teraz od energii i zdecydowania kandydatów. Pod koniec września Zygmunt przypłynął statkiem do Gdańska, w Oliwie zaprzysiągł pacta conventa i został oficjalnie ogłoszony królem. A potem ruszył do Krakowa.

Nie próżnował też jego przeciwnik. Maksymilian na początku października wkroczył ze Śląska do Małopolski prowadząc ze sobą 4 tys. żołnierzy. Dołączyły do niego oddziały wspierających go polskich panów i wspólnie ruszono pod Kraków. Arcyksiążę stanął obozem w Mogile i czekał na posiłki z Niemiec, Śląska, Czech i Moraw.

Tymczasem miasto przygotowywało się do obrony. Już wcześniej przybył do niego z Warszawy Jan Zamoyski z prawie 3 tys. żołnierzy. Rajcy przekazali z własnych kies na potrzeby obrony spore środki pieniężne. Dokonano przeglądu uzbrojenia, murów i załogi, a magistrat i mieszczanie złożyli przysięgę na wierność Zygmuntowi.


Szturm odparty


Działanie wojenne toczyły się jednak dość niemrawo. Arcyksiążę czekał na posiłki, a Zamoyski na ewentualną odsiecz lub przybycie króla. Habsburg próbował też podczas negocjacji przeciągnąć na swoją stronę krakowskich mieszczan, uniwersytet i jezuitów.

W połowie listopada Austriacy próbowali zbudować most na palach przez Wisłę, aby zajść miasto również od drugiej strony. Rzeka zniosła jednak częściową konstrukcję i akcja skończyła się fiaskiem.

Wreszcie 24 listopada rozpoczął się szturm. Po spaleniu części przedmieść, pod osłoną porannej mgły regiment piechoty niemieckiej podszedł pod bramę Szewską. Drugi oddział liczący tysiąc ludzi miał wesprzeć to natarcie. Z kolei dwie inne grupy ukryto potajemnie w podmiejskich domach sympatyzujących z Habsburgiem garbarzy. Miały one podczas walki wypaść na tyły wojsk Zamoyskiego.

- Trzeba tu wyjaśnić, że na Garbarach mieszkało wielu Niemców, którzy popierali Maksymiliana - mówi Piotr Hapanowicz, starszy kustosz z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Piechota niemiecka przeszła skrycie podmiejskimi ogrodami, dotarła do kościoła Karmelitów na Piasku i tam przystąpiła do ataku na mury. Zaskoczona nagłym natarciem obrona zaczęła się chwiać, a wtedy z ukrycia wyskoczyli zaczajeni w pobliskich domach lancknechci. Sytuacja obrońców stała się krytyczna. Szybko zareagował jednak Zamoyski, który bramą Szewską wysłał do ataku oddział jazdy i sam kierował akcją na polu walki.

Garbary spacyfikowane

Wzmocnieni i zachęceni w ten sposób obrońcy odparli wojsko Maksymiliana, zdobywając osiem dział i sztandar. „Niemcy pędzeni po ogrodach i przedmieściach tracili głowę, wpadali jedni na drugich, poddawali się lub szli pod miecz stronników Szweda” - napisał historyk. Uciekających i rannych dobijali kijami i cepami miejscowi chłopi. Koryto Rudawy zapełniło się zwłokami zabitych. Szturm generalny został odparty.

- Garbary zostały spacyfikowane przez wojska polskie, ludność zdziesiątkowano, a domy ograbiono. Nawiasem mówiąc, Garbary w tym czasie były nie tylko najstarszą jurydyką miejską, ale także największą terytorialnie, najludniejszą i najmocniejszą gospodarczo z własnym samorządem, aspirującą do statusu miasta. Te starania zostały wtedy definitywnie przerwane, był to kres świetności tego przedmieścia - opowiada Piotr Hapanowicz.

By uniemożliwić oblegającym powtórzenie manewru ze skrytym podejściem pod mury, Zamoyski kazał zaraz potem spalić resztę przedmieść. 29 listopada arcyksiążę rozpoczął odwrót w stronę Śląska.

Przystojny i rozsądny


Dziesięć dni później, 9 grudnia 1587 r., pod Krakowem pojawił się Zygmunt Waza. Nie przybył tradycyjną drogą od północy, lecz w obawie przed zasadzką przeprawił się na prawy brzeg Wisły pod Opatowcem i do Krakowa zbliżył się od strony Niepołomic. Na Kleparzu powitali go kardynał Andrzej Batory, senatorowie, przedstawiciele uniwersytetu i mieszczan. Król wjechał do miasta w nocy, w blasku pochodni.

Droga na Wawel udekorowana była portretami władców z dynastii jagiellońskiej, począwszy od Zygmunta Augusta, a na Władysławie Jagielle skończywszy. Przy wejściu do katedry na króla oczekiwała kapituła. Król wszedł do świątyni i pokłonił się przed konfesją św. Stanisława.

„Przyjechać raczyłeś swój między swoje” - stwierdził w przemówieniu biskup kamieniecki Wawrzyniec Goślicki. Król zaś odpowiedział mu po polsku, co nie było bez znaczenia dla obecnych, zważywszy że dwóch ostatnich królów po polsku nie mówiło. Przybysz robił dobre wrażenie - był „przystojny z twarzy i urody, hojny, rozsądny, uprzejmy”.

***

Sejm koronacyjny rozpoczął się 10 grudnia, a koronację wyznaczono na niedzielę 27 grudnia. Dokonał jej prymas królestwa, arcybiskup gnieźnieński Stanisław Karnkowski, a uroczystość nie obyła się bez nieprzyjemnego incydentu.

Oto przedstawiciele szlachty innowierczej zażądali w katedrze, by Zygmunt zaprzysiągł opracowany przez nich projekt egzekucji (czyli przepisów wykonawczych) do konfederacji warszawskiej, gwarantującej szlachcie swobodę wyznania.

Zareagował na to Karnkowski, który oświadczył, że jeżeli Zygmunt się zgodzi, to on go nie koronuje. W kościele wybuchła kłótnia, w której jedynym zachowującym powagę był młody król, klęczący ze stoickim spokojem. Wreszcie senatorowie ustalili, że władca przysięgnie, iż będzie zachowywał pokój wyznaniowy, ale konkretne uregulowanie sprawy egzekucji zostawi sejmowi. Koronacja mogła zostać dokończona.

Następnego dnia król przyjął na rynku przysięgę wierności od mieszczan. Wśród pospólstwa rozrzucano pamiątkową monetę z inskrypcją „Pro iure et populo”.

Już nie stolica?


Panowanie Zygmunta III Wazy wiąże się w powszechnej świadomości z przeniesieniem stolicy państwa z Krakowa do Warszawy. Rzeczywiście, Kraków za swoją wierność okazaną szwedzkiemu księciu zapłacił po latach faktyczną utratą stołeczności.

Oto od początku XVII stulecia król jako miejsce swojej stałej rezydencji wybrał leżącą na Mazowszu Warszawę. Tradycyjnie decyzję tę datuje się na 18 marca 1596 r., a miała mieć ona związek z dużym pożarem Wawelu, do jakiego doszło w 1595 r. Historycy twierdzą jednak, że marcowa data nie ma żadnego uzasadnienia i jest wynikiem pomyłki.

Faktem natomiast jest, że proces utraty stołeczności przez Kraków zaczął się już w II połowie XVI w.

- Zygmunt August na 24 lata swojego panowania tylko trzy spędził w Krakowie. Bywał w Knyszynie, Wilnie, Piotrkowie, a ostatnie lata życia spędził w Warszawie - mówi Piotr Hapanowicz.

Henryk Walezy wolał od Krakowa Paryż, Stefan Batory Grodno, a Anna Jagiellonka mieszkała głównie w Warszawie. Kraków leżał tuż przy południowo-zachodniej granicy państwa, którego większość obszaru rozciągała się daleko na wschód. Nic więc dziwnego, że centralny ośrodek administracyjny stopniowo przesuwał się w tamtą właśnie stronę.

- Po Unii Lubelskiej z 1569 r. kierowanie tak wielkim państwem z Krakowa, leżącego na jego południowo-zachodnich peryferiach było coraz trudniejsze. Dochodzi do tego rozwój demokracji szlacheckiej, której ważnym elementem były sejmy. Te najważniejsze odbywały się w Warszawie na Mazowszu, tam też zjeżdżano się na elekcje. Centralnie położona Warszawa stawała się coraz ważniejsza - tłumaczy historyk.

Krakowscy historycy zwracali uwagę na powód natury praktycznej: w styczniu i w czerwcu 1595 r. na Wawelu wybuchły dwa groźne pożary, które strawiły całe skrzydło zamku. Mówiono, że jeden z nich wybuchł podczas pokazu alchemicznego z udziałem króla Zygmunta, który pasjonował się alchemią.

- Można mieć tu wątpliwości. Król szybko dał spore fundusze na odbudowę zamku i nie opuścił Krakowa. Tu urodzili się dwaj jego synowie: Władysław (w pałacu w Łobzowie), a później Jan Kazimierz. Zamek został odbudowany w stylu barokowym przez włoskiego architekta Jana Trevano. Nie wydaje mi się więc, aby to był bezpośredni powód wyjazdu z Krakowa - mówi Piotr Hapanowicz.

- 28 maja 1609 r. król wyjechał na Litwę w związku z wyprawą moskiewską i spędził tam dwa lata. W 1611 r. zamieszkał na stałe na zamku warszawskim i już nigdy za swojego życia nie wrócił do Krakowa. Odtąd władcy polscy związani byli z Warszawą - dodaje historyk.

Przeprowadzka nie odbyła się jednorazowo, lecz trwała w sumie kilkanaście lat. Królewskie meble, ubrania, kosztowności transportowano Wisłą galarami i tratwami (stąd niektórzy krakowscy patrioci mówią o „spławieniu stolicy do Warszawy”).

Z Krakowa przeniesiono także urzędy centralne, tj. urząd marszałkowski, kanclerski i podskarbiński, i umieszczono w rozbudowanym na rozkaz króla Zamku Królewskim. W ten sposób Warszawa stała się głównym ośrodkiem politycznym w państwie.

A jednak stolica!

Natomiast Kraków do końca istnienia Rzeczypospolitej uważany był za formalną stolicę. W nim odbywała się większość koronacji królewskich, tutaj przechowywano symbole władzy państwowej (insygnia koronacyjne, archiwum i skarbiec koronny), tutaj wreszcie spoczywali królowie po śmierci.

Do 1793 r. Warszawa ani razu nie została nazwana w urzędowych dokumentach stolicą. - Dopiero w prawach kardynalnych z sejmu grodzieńskiego zapisano, że koronacja króla odbędzie się w Warszawie, a w innym dokumencie sejmowym miasto to zostaje określone jako stołeczne - tłumaczy Piotr Hapanowicz.

Jak napisał współautor „Dziejów Krakowa” prof. Jan M. Małecki, Kraków według określenia pewnego XVIII-wiecznego publicysty stał się „stolicą opuszczoną”. Z kolei od II poł. XIX w. aż do 1918 r. Kraków był bez wątpienia duchową i kulturalną stolicą Polski.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
.....................

Katarzyna (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Dzięki temu ,że spławilismy stolicę do Warszawy mamy do dziś w Krakowie mniej o jedną okupcjię !!!!!!!!!!!!!!!mównicy sejmowej.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo