Żywot człowieka poczciwego, czyli Adaś zwany Bajobongo

Piotr Subik
Kazimierz Czyżowski nie miał wątpliwości, gdy zobaczył zdjęcie. W jego rogu stał Adaś
Kazimierz Czyżowski nie miał wątpliwości, gdy zobaczył zdjęcie. W jego rogu stał Adaś Andrzej Banaś
Od słowa do słowa udało się odtworzyć historię szarego człowieka, który przez przypadek znalazł się na esbeckiej fotografii z lat siedemdziesiątych. Mieszkał na Woli Duchackiej, był lekko upośledzony umysłowo, ale okropnie chętny do roboty. Dziś został po nim tylko grób...

Kazimierz Czyżowski rozpoznał chłopaka na zdjęciu od razu, ale próbował przypomnieć sobie jego nazwisko. Nie udało się. Nie pamiętał go też nikt, kogo o to zapytał. A pytał byłych, tak jak i on, pracowników krakowskiego oddziału Południowych Zakładów Przemysłu Skórzanego w Chełmku.

E-mail do „Dziennika Polskiego” napisał więc wtedy, gdy poszukiwania spełzły na niczym. Był krótki, ale treściwy. Stało w nim mniej więcej tak: „Adaś, tak my go nazywali. Był pracownikiem gospodarczym, zresztą bardzo solidnym i sumiennym w wykonywaniu obowiązków. Mimo niepełnosprawności, lekkiego upośledzenia umysłowego”.

Więcej: Rozpoznaj się na zdjęciach z PRL-u >>

Wspomniane zdjęcie pojawiło się na łamach „Dziennika Polskiego” 26 czerwca, jako pierwsze w ramach akcji „Rozpoznaj się na zdjęciach z PRL-u”, którą prowadzimy wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej w Krakowie. Funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa zrobił je 15 maja 1977 r. przed kamienicą przy ul. Szewskiej 7, gdzie kilka dni wcześniej znaleziono ciało zabitego przez esbecję studenta UJ Stanisława Pyjasa. Odezwę Komitetu Obrony Robotników czyta na nim Jakub Ślósarz, kolega Pyjasa z roku, a Adaś stoi obok w tłumie, w samym rogu zdjęcia, i widać, że pilnie słucha. – On jak słuchał, to właśnie tak, całym sobą. Z __wielkim skupieniem – powie mi potem mieszkanka Woli Duchackiej Aleksandra Komorowska.

Na początku tej historii nie było wiadomo wiele. Tylko że był to Adaś i mieszkał gdzieś w okolicach ul. Malborskiej i Dauna. Wici po okolicy pomogli rozpuścić radny Dzielnicy XI Jarosław Kajdański i Jaro Gawlik ze Stowarzyszenia Przyjaciół Woli Duchackiej. Później telefon dzwonił co chwilę...

Najpierw opowieść Kazimierza Czyżowskiego, lat 72, kierownika Oddziału w Krakowie PZPS „Chełmek” w latach 1979-1982: – Szczuplutki, wątły, nieduży. Porządny chłopaczek: śnieg odgarnąć, podwórko zamieść, węgla przynieść z piwnicy. Pracowity był, chętny do roboty okropnie. Chodził po gazety z prenumeraty, kiosk był przy hali targowej. Stał w kolejkach nie tylko po bułki.

Firma znajdowała się na ul. Sołtyka, róg ul. św. Łazarza, naprzeciwko pogotowia ratunkowego. Tam, gdzie teraz mieści się hotel „Batory”. Szyła piękne buty do Kanady i ZSRR.

Pracownicy – przeważnie szwaczki i krojczynie skór wierzchowych – pomagali mu jak mogli, np. przynosili kanapki. Podobnie dziewczyny z administracji. Z przydziału dostawał mleko, ubiór roboczy – chałat, berecik, buty. Były też dania regeneracyjne z zakładów mięsnych w Krakowie, z ul. Rzeźniczej (tam, gdzie teraz stoi Galeria Kazimierz). Np. grochówka z kiełbasą lub boczkiem. Czasem końmi do domu zawieziono mu ziemniaki i cebulę. – Uczesany chodził, zarost miał słaby. Ale za higienę trzeba go było gonić. Koszulę trzy, cztery dni pod rząd zakładał tę samą – przypomina sobie Kazimierz Czyżowski.

Na Woli Duchackiej zaś zapamiętano, że nosił też krawat żółtego koloru. I marynarkę brązową. Zawsze wyglądał elegancko, choć biednie.

Adaś mieszkał na ul. Pierackiego, do końca PRL-u ul. Radłowej, w niewielkim domku u babci. Z nią i wujem Janem, wziętym zegarmistrzem. Jak ten naprawił zegarek, to nie było takiego drugiego fachowca w Krakowie. Mówili o Adasiu „Bajobongo”. Dlaczego? Nie pamięta nikt. Ale może z tego powodu, że w tamtych czasach był szlagier pod takim właśnie tytułem („Kto ten piękny taniec zna, ten tańczy tak, jak ja, O baja bongo, o bongo baja. Ola!”). Dzieci podchwyciły i tak zostało. Dokuczały mu.

Mieszkanka Woli Duchackiej Danuta Pawlik znajduje fotografię z Adasiem udostępnioną na facebookowym profilu „Park Duchacki”: – Charakterystyczny był, od razu go poznałam. Tak, Bajobongo. Miły, grzeczny, mieszkał nie z rodzicami, ale z babcią. Ale zdaje się, że zabił go tramwaj.

To był pierwszy znak, że życie Adasia potoczyło się nie jak należy.

Adama zapamiętała też Krystyna Ryczaj-Marchewczyk, w PRL-u działaczka opozycji demokratycznej: – Bardzo ładnie zajęli się nim księża w parafii – przygotowali do Pierwszej Komunii św., przyjęli do ministrantów. To była nietypowa sprawa, bo takich jak on wtedy nie wypuszczano z domów. Niestety, nazwiska Adama nie pamiętam. Nie wiem, czy w ogóle je znałam…

No więc chyba nazywał się Drab. Tak, przecież mieszkał z babcią, która dla wszystkich była panią Drabową (jej imienia też nikt nie pamięta, choć na cmentarzu w Woli Duchackiej leży zmarła w 1974 r. Wiktoria Drab. Więc to pewnie ona...). Ludzie zapamiętali, że miał wodomózgowie (czyli hydrocefalię), więc jak był maleńki, z wózka widać było tylko jego głowę. Pewnie z tego powodu wychowywała go babka.

– Matka Adasia mieszkała nad Bałtykiem. Miał brata Bogusia, był nawet na wakacjach w moim domu – wspomina Aleksandra Komorowska. I jeszcze: – Adaś prawie nic nie mówił, choć nie był niemową. Przekleństwa wypowiadał dokładnie. I podczas mszy sentencje po łacinie, choć pewnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co znaczą.

Pamięta też, że szczególną uwagę poświęcał mu ks. Leopold Jacek Schwanzer (proboszcz parafii Zmartwychwstania Pańskiego w latach 1960-69), posłał go nawet do szkoły specjalnej. Gdzie? Nie wiadomo, bo ksiądz nie rozpowiadał tego na prawo i lewo. To pewnie po niej Adaś trafił do pracy na Sołtyka. Ale pani Aleksandra pamięta też, że Adaś nie nazywał się Drab. A na dodatek musiał się wyprowadzić z Woli Duchackiej.

To był czas, kiedy budowano tam bloki. Pani Drabowa na pewno już nie żyła, a że kupiła parcelę na gębę, nie było na to żadnych papierów. Próbowali pomoc ludzie, poświadczyć zasiedzenie, ale wuj Jan był na tyle nieufny do wszystkich, że nie chciał pojechać do urzędu. Nawet taksówką.

Dom wyburzono, a odszkodowania żadnego nie dostali. Pieniądze poszły na depozyt. Adasia i jego wuja przesiedlono do starej kamienicy na ul. Dekerta, gdzieś przy wiadukcie kolejowym na Zabłociu. Tam też nie było im łatwo. – Wuj chodził na Tandetę, skupował zegarki, zawistni ludzie donosili, miał naloty milicji – opowiada Aleksandra Komorowska.

Ludzie na Woli wiedzą też to, że ze względu na swą ułomność, Adaś nie mógł pić alkoholu. Ale upojono go nim podczas jakichś urodzin w pracy. I w drodze do domu wpadł pod tramwaj albo samochód. Ale jeszcze kilka dni temu co do tego pewności nie było...

Na szczęście szybko wszystko staje się jasne. Dr Jolanta Skubiś, stomatolog z ul. Pierackiego, dzwoni i cieszy się, bo o Adasiu wie wszystko. Wystarczyła jej własna pamięć i wizyta u dawnego sąsiada Adasia – Bronisława Gibały. No więc Adaś nazywał się Zaniewski, jego matce było Stanisława (też Zaniewska, z domu Drab) i mieszkała w Międzyzdrojach. Rzeczywiście nad Bałtykiem, w Szczecińskiem. Udało się nawet ustalić datę jego śmierci – 27 września 1988 r., i jej okoliczności – to była ul. Kamieńskiego i jednak samochód. Grobem na cmentarzu na Woli Duchackiej opiekuje się jego drugi wuj, brat Jana – Czesław. Przyjeżdża gdzieś z Nowej Huty. A Adaś, gdyby żył, miałby dziś koło siedemdziesiątki. Choć Kazimierzowi Czyżowskiemu wydawał się znacznie młodszy...

***

Z miliona fotografii znajdujących się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, a stworzonych w ramach działań operacyjnych przez Służbę Bezpieczeństwa, wybierzemy te, które dotyczą najważniejszych wydarzeń z lat 70. i 80. XX w.

Kogo widać na tych zdjęciach? Liczymy na pomoc Czytelników: jeśli rozpoznajecie siebie, bliskich, znajomych, sąsiadów itp. – napiszcie na adres: prl@dziennik.krakow.pl.

Co poniedziałek na łamach „Dziennika Polskiego” i na www.dziennikpolski24.pl publikujemy kolejne fotografie z zasobów archiwalnych IPN.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3