A klasa piłkarska - Kraków - Grupa II

PAN
Liszczanka - Wanda Nowa Huta 1-2 (0-1)

Liszczanka - Wanda Nowa Huta 1-2 (0-1)

Liszczanka - Wanda Nowa Huta 1-2 (0-1)

0-1 Pyciak 28, 0-2 Bobela 49, 1-2 Kocwa 82.

Sędziował Grzegorz Jabłoński. Żółte kartki: Sotwin, Wójcik, Tympalski, Lotka - Pyciak. Widzów 100.

Liszczanka: W. Kowalik - Tympalski, Sotwin, Lotka, Wójcik - Oziębłowski (46 D. Kowalik), Kapusta, Steczko, Ludwikowski - Mlostek (78 Dębowski), Kocwa.

Wanda: Borkowski - Rybczyk, Madej, Krawczyk, Urych - Bobela, Kozik, Pyciak (46 Maśko), Żółciak - Wolko, Waligóra (70 Biela).

   Mecz dla obu stron ważny, może trochę bardziej dla walczących o utrzymanie gości, ale Liszczanka gra wiosną nie najlepiej i chciała za wszelką cenę zdobyć choćby punkt. Pełną pulę zgarnęli jednak goście, a Liszczanka stratna jest podwójnie, ponieważ nie powiększyła dorobku i straciła za kartki na kolejne zawody kilku graczy. Pierwsi bramkę mogli zdobyć gospodarze, ale piłka po uderzeniu Kocwy minęła nieznacznie bramkę. W 20 min uderzał Pyciak, ale W. Kowalik pewnie interweniował. W 28 min na bramkę uderzył Wolko, bramkarz Liszczanki odbił piłkę przed siebie, a skuteczną dobitką popisał się Pyciak. Mecz ustawiła szybko zdobyta bramka przez Wandę na początku drugiej połowy. Padła ona w podobnych okolicznościach jak pierwsza, tym razem uderzał Waliogóra, a Bobela dobił do siatki, uderzając piłkę głową. Gospodarzy pogrążyć mógł Bobela, jednak minimalnie przestrzelił. W końcówce meczu do głosu doszła Liszczanka, w 82 min Kocwa otrzymał piłkę w polu karnym, umiejętnie się zastawił i uderzył w długi róg.
(PAN)

Prokocim - Wiślanie Jaśkowice 0-2 (0-1)

0-1 M. Dziudziek (karny), 0-2 Łuszczek 50.

Sędziował Krzysztof Gawryś. Żółte kartki: Jabłoński, Rapacz - M. Pachel. Widzów 50.

Prokocim: Mielnik - Jędruch, Łozynek, Roda (68 Krawczyk) - Leśniak - Flasiński (55 Rybicki), Jabłoński, Wójcik, Kłosiński - Mac, Rapacz.

Wiślanie: Zięcik - Sobesto, Ł. Dziudziek, J. Morawski, M. Pachel - Łuszczek, D. Dziudziek, M. Morawski, Klita - Pasierbek (75 Z. Morawski), M. Dziudziek (71 Ł. Pachel).

   Prokocim i Wiślanie to najbardziej ofensywnie grające drużyny w lidze, ale gospodarze wystąpili bez kilku zawodników i nie sprostali najlepszej ekipie rundy wiosennej. Prokocim miał niepowtarzalną szansę, aby otworzyć wynik meczu już na samym początku, ale piłka po strzale Rapacza z rzutu karnego trafiła w słupek. Wiślanie tradycyjnie rozkręcali się powoli, ale gdy to już nastąpiło, byli szalenie niebezpieczni. W 42 min Łozynek sfaulował w polu karnym M. Dziudźka i sam poszkodowany uzyskał gola dla swej drużyny. Tuż po przerwie atakujących krakowian spotkał cios w postaci gola Łuszczka, który wykorzystał złe ustawienie obrońców i po samotnym rajdzie przelobował Mielnika. Końcówka zawodów była brzydka, solidarnie po jednym zawodniku z każdej drużyn wcześniej opuściło plac (Jabłoński i M. Dziudziek). Urazy obu są na tyle poważne, że tym meczem zakończyli najprawdopodobniej udział w rozgrywkach w tym sezonie.
(PAN)

Bronowianka - Dąbski 2-2 (2-2)

0-1 Ilnicki 10, 0-2 Gaździcki 26, 1-2 Małodobry 27, 2-2 Regulski 45.

Sędziował Tomasz Dusik. Żółte kartki: Korbut - Ostrowski, Cebula, Zatorowski. Widzów 100.

Bronowianka: Niedziółka - Kościelny, Korbut, Małodobry, Lutak - Piwowarski, Sydorenko, Sieńko, Regulski (58 Szewczyk) - Szypuła, Augustyn.

Dąbski: Dębski - Ostrowski, Kłak, Madej - Ilnicki, Rospond, Semper, Cebula, Zatorowski - Garpiel, Gaździcki.

   Do czterech punktów stopniała po tym remisie przewaga Bronowianki nad goniącym ją na drodze do awansu Borkiem. Dąbski okazał się dla osłabionego kadrowo lidera trudnym rywalem. Bardzo szybko, po błędach obrony, zdobył dwie bramki. W 10 min z niezdecydowania defensorów gospodarzy, czekających chyba na decyzję o spalonym, skorzystał Ilnicki. Z 11 m posłał piłkę strzałem z prawej strony w tzw. długi róg bramki. Szybko mógł wyrównać Regulski, najpierw jednak w 12 min w sytuacji sam na sam z bramkarzem z niewygodnej pozycji zdołał tylko pchnąć piłkę do przodu, chwilę potem, znów z bliska, strzelał nad bramką. O wiele lepiej zachował się w polu karnym Gaździcki. W 26 min wykorzystał błąd Małodobrego, który tak wybijał piłkę, że podał ją na nogę rywalowi. Ten ponad bramkarzem posłał ją do siatki. Bardzo szybko obrońca Bronowianki naprawił błąd. Po wznowieniu gry ze środka gospodarze zaraz egzekwowali rzut rożny. Z niego Piwowarski dośrodkował piłkę, a Małodobry głową wpakował ją do bramki. W ostatniej minucie pierwszej połowy padł wyrównujący gol. Po akcji Szypuły, który dograł piłkę na 15 metr, Regulski trafił w lewy róg bramki.
   Z przewagi gospodarzy w drugiej połowie nie wynikły następne bramki, a okazje były przynajmniej trzy. W 55 min Małodobry mógł skopiować wyczyn z pierwszej połowy (tym razem z rogu podawał Regulski), trafił jednak piłką prosto w ręce bramkarza. W 61 min Augustyn z wolnego z 18 m posłał piłkę w słupek. Dwie minuty później Szewczyk w polu karnym musiał uznać wyższość bramkarza.
   Goście nie mieli może klarownych okazji, ale nie ustępowali rywalowi zaciekłością w grze. Remis był za nią właściwą nagrodą. (MAS)

Borek - Garbarnia II

1-0 B. Piwowarczyk 48, 2-0 Kaim 51 (samob.), 3-0 M. Piwowarczyk, 3-1 Rożek 90+2, 4-1 Oleksyk 90+3.

Sędziował Piotr Turcza. Żółte kartki: Potaczek, P. Grzesiak - Mitana, Lompczyk, Kluska, Kwaśniewski, Nęcka. Widzów 50.

Borek: Czerwiec - Potaczek (82 Sałach), Dąbrowski, Szopa (Marcin Grzesiak 89), Król - B. Piwowarczyk, Mariusz Grzesiak, Oleksyk, M. Piwowarczyk - P. Grzesiak (79 Dymek), Burliga.

Garbarnia: Wolski - Kluska, Mitana (46 Urban), Targosz, Nęcka, Kaim - Lompczyk, Nazarewicz, Kanior - Kwaśniewski, Wojciak (46 Rożek).

   Upał lejący się w sobotnie przedpołudnie z nieba i zmęczenie piłkarzy doskonale określały dwa, często zresztą przez zawodników i kibiców wypowiadane, rzeczowniki: patelnia i pływalnia. Zadowolonym z pory zawodów był chyba tylko Henryk Śmiałek - to nasza pogoda - powtarzał przed meczem. I się nie pomylił. Aby zapewnić zwycięstwo Borek musiał całą pierwszą część męczyć rywala. Ucierpiało na tym oczywiście widowisko, ale drugie 45 min zrekompensowało to widzom z nawiązką.
    Od początku lekką przewagę miał Borek, lecz w poczynaniach wicelidera nie było widać determinacji z ostatnich spotkań. Akcje były czytelne, padały łupem obrony. Po 10 min gry M. Piwowarczyk zatańczył z Mitaną na linii pola karnego, ale gdy oddawał uderzenie stoper Garbarni w ostatniej chwili wystawił nogę, blokując strzał. W 33 min zadrżały serca kibiców, bowiem na 40 m Potaczek źle obliczył tor lotu piłki, zerwał się do niej Wójciak, ale w ostatniej chwili niebezpieczeństwo zażegnał czujny na przedpolu Czerwiec. Był to okres, kiedy Garbarnia skutecznie wybijała rywala z gry, to jeszcze konstruowała ciekawe akcje. Druga połowa to już teatr jednego aktora. W 48 min gościom nie udała się pułapka ofsajdowa, znakomitą prostopadłą piłkę otrzymał Oleksyk, popędził w kierunku bramki i sprytnym lobem nad Targoszem wyłożył ją B. Piwowarczykowi. Nie pomogła rozpaczliwa interwencja Wolskiego. Ten sam zawodnik mógł podwyższyć wynik niespełna 2 min później, ale jego strzał po podaniu brata minimalnie minął słupek. W 51 min B. Piwowarczyk przeprowadził rajd prawą flanką, wpadł w pole karne i nie widząc dobrze ustawionych kolegów zagrał, tak, że zdezorientowany Kaim wbił piłkę do swojej bramki. M. Piwowarczyk za szelmowską radość omal nie otrzymał "kartonika", pocałował mianowicie pechowca w policzek. Z każdą minutą widać było, jak piłkarze słabną, tylko B. Piwowarczyk nie zwalniał tempa. Kopię akcji, po której "samobója" strzelił Kaim, B. Piwowarczyk przeprowadził w 76 min, tym razem wyłożył piłkę P. Grzesiakowi, ale ten fatalnie przestrzelił z 7 m. Na 3-0 podwyższył M. Piwowarczyk, który wbiegł w pole karne i przymierzył sprytnie koło słupka. Borek pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji, co w 90 min wykorzystali ambitnie walczący podopieczni Stanisława Krasnego. Kwaśniewski znalazł się sam na sam z Czerwcem, jego strzał odbił bramkarz, ale przy dobitce Rożka był już bezradny. Ostatnia akcja ustaliła wynik meczu, Burliga uruchomił prostopadle Oleksyka, ten przedryblował obrońcę i pewnie strzelił. (SOWA)

Hutnik II - Pozowianka 3-1 (2-0)

1-0 Jeziorek 2, 2-0 Baś 41, 2-1 M. Cichórz 53, 3-1 Jeziorek 90.

Sędziował Bartosz Róg. Żółta kartka Cyganek. Widzów 50.

Hutnik II: Kącik - Lizis (65 Łach), Wiącek, Majkut, Mikoś - Mielec (85 Kasztelaniec), Koźmik, Cyganek, Baś (70 Gawin) - Swenda, Jeziorek.

Pozowianka: Latos - T. Cichórz (46 M. Cichórz), Malinowski, Zawadzki (80 Rzeszótko), Zdanowski - Dyrda, Rajtar, Urban, Kmiecik - Kapusta, Piwowarczyk.

   Początek wymarzony dla Hutnika II, bowiem w 2 minucie Jeziorek oszukał Malinowskiego i w sytuacji sam na sam pokonał Latosa. Smaczku sprawie dodaje fakt, że Jeziorek jest rezerwowym bramkarzem Hutnika i prosto po trzecioligowej konfrontacji Hutnika z Górnikiem Wieliczka, którą oglądał z perspektywy ławki, przebrał się i pobiegał z korzyścią dla rezerwy. Po golu Jeziorka gospodarze spuścili z tonu i zespołem lepszym była Pozowianka. W 12 min Kapusta znalazł się w sytuacji sam na sam, ale Kącik odbił piłkę po jego uderzeniu. Po chwili po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Piwowarczyka piłkę z linii bramkowej wybił jeden z graczy Hutnika II, a po strzale Urbana futbolówkę ślicznie sparował Kącik. Gospodarze starali się kontrować, jednak poza sytuacją, w której Swenda posłał piłkę obok słupka, nie zagrozili bramce rywala. W 22 min T. Cichórz uderzył bardzo silnie i niecelnie zarazem, a dwie minuty później znakomitej okazji nie wykorzystał Piwowarczyk. Gdy wydawało się, że gol dla ambitnie grających gości w końcu padnie po szybkim ataku i kiksie Malinowskiego, przed bramkarzem Pozowianki znalazł się Baś i szansy nie zmarnował.
   Tuż po przerwie Rajtar znalazł się w sytuacji sam na sam, ale posłał piłkę nieznacznie obok słupka. W 53 min Urban zagrał do Rajtara, ten posłał piłkę wzdłuż bramki i zamykający akcję M. Cichórz wepchnął ją do siatki. Pozowianka uwierzyła, że może odmienić losy rywalizacji, najlepszą szansę miał Piwowarczyk, ale uderzył obok bramki. Od 70 minuty dominowali gospodarze, a graczy Pozowianki opuszczały wyraźnie siły. Wyborne okazje mieli: Mielec, Jeziorek i Swenda, ale dopiero tuż przed końcowym gwizdkiem po akcji rezerwowego Kasztelańca Jeziorek pewnym uderzeniem ustalił wynik tego bardzo ciekawego meczu.
(PAN)

Trzebol Wielkie Drogi - Victoria 3-0 (0-0)

1-0 Jankowicz 46, 2-0 Jankowicz 74, 3-0 Jankowicz 85.

Sędziował Dariusz Szustowicz. Żółta kartka: Popczyński. Widzów 200.

Trzebol: Wieczorek - Młynarczyk, Gworek (80 Pawlik), Cygan - Kamyczura (88 Żmuda), Artur Adamus, Szydło, Nawrocki, Suter (75 Cichórz) - Jankowicz, Adam Adamus.

Victoria: Popczyński - Cichoń, Basista, Michalik, Kołodziejczyk, Kowalski, Kadula, Staśko, Pruski, Rudek, Kwiek.

   Spisywanie zespołu Trzebola na straty okazało się fatalną taktyką, bowiem im bliżej końca sezonu zespół ten odnosi coraz lepsze wyniki. W pierwszej połowie gra była w miarę wyrównana, choć gości dwukrotnie od utraty gola ratowała poprzeczka. Po zmianie stron gracze z Krakowa wyraźnie osłabli, natomiast nie do powstrzymania był napastnik Trzebolu Marcin Jankowicz, który był za szybki i za dobry dla graczy gości, których oszukał trzykrotnie, a próbował jeszcze kilka razy.

1. Bronowianka 21 51 62-26

2. Borek 21 47 65-24

3. Hutnik II 21 36 60-41

4. Garbarnia II 21 35 42-35

5. Prokocim 21 33 61-35

6. Wiślanie 21 29 42-54

7. Liszczanka 21 28 47-51

8. Dąbski 21 26 40-53

9. Victoria 21 25 31-41

10. Pozowianka 21 24 48-44

11. Wanda 21 24 25-53

12. Płaszowianka 21 20 31-46

13. Armatura 20 19 21-47

14. Trzebol 20 17 25-47

(PAN)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie