A klasa piłkarska - Kraków Grupa II

PAN
Wiślanie - Borek 2-2 (0-1)

Wiślanie - Borek 2-2 (0-1)

Wiślanie - Borek 2-2 (0-1)

Burliga 45, 1-1 Kalita 47, 2-1 Pasierbek 55, 2-2 Burliga 67.

Sędziował Piotr Jeleń. Żółte kartki: J. Morawski, Kapuściński, Pachel - Burliga, Potaczek, Król. Widzów 100.

Wiślanie: Zięcik - Sobetko, Dziudziek, Pazdyk, Klita - Pachel, Z. Morawski, J. Morański, M. Morawski - Żmuda, Pasierbek.

Borek: Czerwiec - Potaczek, Dąbrowski, Mariusz Grzesiak, Król - B. Piwowarczyk, Marcin Grzesiak, Oleksyk, M. Piwowarczyk - Burliga, P. Grzesiak.

   Co najmniej zastanawiające może być to, że wiślanie, którzy nie grają już o nic, walczyli w tym meczu jak o życie... Na trybunach zasiadła mocna "reprezentacja" Bronowianki i po potknięciu lidera nie kryła radości. Zrobiło się przez moment gorąco, ale sytuacja się po chwili uspokoiła.
   Trudno się dziwić, że zawodnikom i kibicom puszczały nerwy, bo dramaturgia tego spotkania była ogromna. Od początku akcje w ekspresowym tempie przenosiły się spod bramki do bramki. Ale to dojrzalszy Borek stwarzał sobie lepsze okazje. W 21 min Oleksyk po podaniu od P. Grzesiaka znalazł się przed bramkarzem i uderzył bez przekonania, prosto w niego, a P. Grzesiakowi i Burlidze brakło centymetrów.
   Okres znakomitej gry gości w końcowych fragmentach I połowy nagrodzony został bramką do szatni. Oleksyk przerzucił piłkę do niekrytego B. Piwowarczyka, ten wrzucił wprost na głowę Burligi, i było 0-1. Bramka ta, a także kilka głębszych oddechów w przerwie, zadziałała pozytywnie na wiślan, bo na II część wyszła jakby inna drużyna.
   Od samego początku przeszli do gremialnych ataków, trwały one 15 min, ale wystarczyło to, aby wyjść na prowadzenie. Najpierw dość niepewną interwencję Czerwca na przedpolu wykorzystał Kalita. A następnie ten sam zawodnik, notabene najlepszy na boisku, wpadł przebojem w pole karne, przedrylował Potaczka i podał dokładnie do Pasierbka, który z najbliżej odległości zdobył gola. Jakby ostatnim impulsem "konającego" Borku była akcja Oleksyka minutę po straconej bramce, kiedy Oleksyk oddał niesygnalizowany strzał z dystansu, ale Zięcikowi w sukurs przyszyła poprzeczka. Gra stawała się coraz bardziej nerwowa, bo goście zdawali sobie sprawę co najprawdopodobniej stracą w przypadku przegranej. Jednak borkowianie pokazali, że mają charakter i potrafią się podnieść; w 66 min P. Grzesiak wypatrzył zamykającego akcję Burligę, który główką wyrównał.
   Do zwycięstwa brakło precyzji: Mariusz Grzesiak znalazł się po nieudanej pułapce ofsajdowej oko w oko z bramkarzem... i - niemal dokładnie jak Żurawski w meczu z Azejberdżanem - posłał piłkę nad poprzeczką. Minutę później to gospodarze mogli zapewnić sobie komplet punktów i pogrzebać tym samym szanse Borku na awans, ale dośrodkowanie Żmudy zmarnował... Kalita.
(SOWA)

Garbarnia II - Hutnik II 1-2 (0-1)

Antas, 10, 1-1 Słota 70, 1-2 Antas 83.

Sędziował Piotr Nowak. Żółte kartki: Łysak, Musiał - Majkut, Baś, Lizis. Czerwona kartka Majkut 77 (za drugą żółtą). Widzów 50.

Garbarnia II: Dworzecki - Targosz, Kotowicz, Kaim - Kluska, Lompczyk, Łysak (46 Wawrzeń), Słota - Satała (46 Sikora), Kanior, Musiał.

Hutnik II: Kącik - Lizis, Majkut, Kasztelaniec, Baś - Antas, Kwaśny, Sołtys (65 Smęder), Koźmik, Mikoś - Jarosz.

   W obu zespołach występowali zarówno gracze mający za sobą występy w pierwszych zespołach, jak i z głębokich rezerw. Tradycyjnie już w zespole Hutnika II w polu zagrał bramkarz, tym razem Jeziorka zastąpił junior Kwaśny.
   Mecz miał piknikowy charakter, zespoły poczynały sobie nader beztrosko, bo też ani jednym ani drugim na niczym w lidze już nie zależy. W 10 min Antas wykorzystał błąd defensywy gospodarzy i uderzając z bliska uzyskał prowadzenie. Obie drużyny miały w pierwszej połowie jeszcze po kilka sytuacji, ale dobrze spisywali się obaj bramkarze.
   Po przerwie do ataków ruszyli gospodarze i w 70 min dopięli swego, gdy po dośrodkowaniu z prawej strony i strzale Lompczyka skuteczną dobitką popisał się Słota. Garbarnia II poszła za ciosem, ale Wawrzeń nie wykorzystał dwóch wybornych sytuacji bramkowych. Zemściło się to w 83 min, gdy ponownie obrońcy nie upilnowali szybkiego Antasa i obiecujący gracz Hutnika ustalił wynik meczu. Kilka minut później Słota stanął przed ogromną szansą na zapewnienie swej drużynie punktu, jednak przestrzelił z rzutu karnego. (PAN)

Pozowianka - Wanda

Nowa Huta 2-2 (1-2)

1-0 Piwowarczyk 10, 1-1 Bobela 26, 1-2 Bobela 35, 2-2 Malinowski 60. Sędziował Bartłomiej Mieszkowski. Żółte kartki: Rajtar - Maśko, Krawczyk, Żółciak. Czerwona kartka Maśko (druga żółta). Widzów 100.

Pozowianka: Latos - Zdanowski, Malinowski, Zawadzki, Woźniak, Cichórz - Piwowarczyk (40 Kmiecik), Urban, Rajtar, Dyrda - Piksa.

Wanda: Borkowski - Rybczyk, Krawczyk, Przybycień - Kozik, Żółciak (46 Pyciak), Bobela, Waśko, Biela - Waligóra (46 Wołko), Panek.

   Początek meczu dla Pozowianki, której efektem był gol Piwowarczyka, najniższy piłkarz meczu uderzeniem głową po centrze z kornera pokonał Borkowskiego. Po chwili Piksa nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Wanda przebudziła się i najpierw po szybkiej kontrze Bobela doprowadził do remisu, a następnie ten sam zawodnik sfinalizował piękną zespołową akcję. Do remisu doprowadził Malinowski, który wykończył akcję Rajtara.
   Końcówka meczu była dramatyczna, bowiem obie strony mogły rozstrzygnąć kwestię wyniku na swoją korzyść. Dla Pozowianki najbliższy szczęścia był Piksa, dla Wandy zaś Bobela. Wynik sprawiedliwy, a mecz na niezłym poziomie, który jednak na kolana nie powalił. (PAN)

Niespodziewany powrót na fotel

Bronowianka Kraków - Trzebol Wielkie Drogi 4-1 (3-1)

1-0 Piwowarski 10, 1-1 Bębenek 25 (karny), 2-1 Augustyn 38, 3-1 Sydorenko 39, 4-1 Sieńko 83.

Sędziował Dariusz Mirek. Żółte kartki: J. Adamus, Młynarczyk. Widzów 40.

Bronowianka: Niedziółka - Kościelny (78 Lutak), Korbut, Małodobry, Wolff - Piwowarski, Sydorenko, Sieńko, J. Buła - Szewczyk (86 Szypuła), Augustyn.

Trzebol: Wieczorek - Kamyczura, Gworek, Młynarczyk - Cygan, Bębenek (68 Skorus), Szydło, J. Adamus (88 Suter), A. Adamus - Prochownik (61 Cichusz), Jankowicz.

   Tylko na tydzień Bronowianka straciła fotel lidera grupy II. Zupełnie niespodziewanie odzyskała go w weekend, wygrywając pewnie z walczącym o utrzymanie Trzebolem przy jednoczesnym remisie Borku w Jaśkowicach. To wiślanie rozdają karty w decydujących chwilach rozgrywek - przecież na swoim boisku także z Bronowianką zremisowali 2-2. Teraz Bronowianka wyprzedza Borek o punkt, ma jednak trudniejszy rozkład gier - czekają ją pojedynki z Płaszowianką i Hutnikiem II. Borek gra jeszcze z Płaszowianką i Trzebolem. Walka o awans w tej grupie toczyć się będzie do ostatniej kolejki.
   Trzebol odważnie zaczął grę, mógł po pierwszych minutach prowadzić, ale za każdym razem, kiedy zrywał się do odważniejszej gry, był karcony bramką. Po okresie naporu gości, w 10 min pierwszą zdobyli gospodarze - strzałem z 11 m trafił Piwowarski. Potem dwukrotnie był w opałach bramkarz gości Wieczorek, obronną ręką wychodził jednak z potyczek z Sieńką i Augustynem. Goście uwierzyli po nich w swoje szczęście, znów zaczęli się pojawiać pod bramką rywali i cel osiągnęli. W 25 min Bębenek z rzutu karnego (za faul obrońcy Bronowianki) wyrównał. Nim padły kolejne gole, oba zespoły wymierzyły sobie po ciosie, stopowali przy nich rywali bramkarze. W 31 min Wieczorek wybił piłkę po "główce" Piwowarskiego, w 33 Niedziółka łapał na raty mocne uderzenie Bębenka z dystansu. Znakomicie ułożyły się następne minuty dla Bronowianki. Najpierw Augustyn celnie wykończył podanie Piwowarskiego w 38 min, a zaraz po wznowieniu gry ze środka piłkę na 35. metrze przejął Sydorenko i zdecydował się na strzał ku bramce. Zaskoczył tym bramkarza, uderzenie było potężne i precyzyjne - piłka trafiła pod porzeczkę. Gol godny telewizyjnych powtórek grającego trenera Bronowianki całkiem podłamał gości. W II połowie próbowali głównie strzałów z daleka (świetnie uderzał zwłaszcza w 75 min Kamyczura), ale nie robili nimi krzywdy Bronowiance. Tej zaś udał się jeszcze jeden piłkarski fajerewerk - w 83 min po szybko rozegranym rzucie wolnym Sieńko ustalił wynik meczu na 4-1. (MAS)

Czterech zapŁaciŁo

Mecz reprezentacji Polski z Azerbejdżanem był dla spotkania Bronowianki z Trzebolem tak poważną konkurencją, że na okazałych trybunach obiektu w Bronowicach zjawiło się o wiele mniej niż zwykle kibiców. Większość, zaprzyjaźniona z klubem, weszła za darmo. Było jednak czterech takich widzów, którzy nie dość, że sympatie do Bronowianki postawili wyżej od tej do biało-czerwonych, to jeszcze chcieli za to zapłacić, wykupując bilety.

Dąbski - Płaszowianka 4-3 (1-2)

0-1 Leśniak 14, 1-1 M. Roda (25-samob.), 1-2 Zdebski 31, 2-2 Semper 47, 3-2 Gaździcki 56, 3-3 Kasprzyk 89, 4-3 Gaździcki 90+2.

Sędziował Piotr Król. Żółte kartki: Semper - Sadowski. Widzów 50.

Dąbski: Dębski (46 Futro) - Świerczek, Ostrowski, Kłak, Brylla (53 Kusza) - Ilnicki, Musiał, Semper, Rospond - Garpiel (86 Zalewski), Gaździcki.

Płaszowianka: Dudzik - Trojański, M.Roda, Słoma (60 Kasprzyk), Nosek - Leśniak, Długosz (80 Jeż), Rybka (73 Biskup), Podkowa - Zdebski, Sadowski.

   Dobry, emocjonujący pojedynek, którego rezultat do praktycznie ostatnich sekund był sprawą otwartą. Obiecująco rozpoczęła go Płaszowianka, która po płaskim dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykończonym przytomnie przez nabiegającego na 12 m Leśniaka objęła prowadzenie. Wcale jednak tak być nie musiało, gdyby trzy minuty wcześniej po przeciwległej stronie boiska, mając przed sobą tylko Dudzika, więcej dokładności wykazał Garpiel. Taki obrót sprawy wyraźnie podrażnił gospodarzy. Dobrą okazję na wyrównującego gola wypracował Ilnicki, strzałami z dystansu trzykrotnie golkipera rywali starał się nękać wszędobylski Semper. Kapitan i lider Dąbskiego mógł okazać gest radości dopiero w 25 min, gdy po jego precyzyjnej centrze niefrasobliwością wykazał się M. Roda, kierując futbolówkę do własnej siatki. Ostatnie słowo w pierwszej odsłonie należało jednak do prezentujących się z dobrej strony w tym fragmencie spotkania podopiecznych Wojciecha Rajtara. Wykopaną przez Dudzika piłkę przypadkowo zgrał goleniem do Sadowskiego Zdebski. Ten - choć mógł wykorzystać świetnie pokazującego się Leśniaka - oddał ją z powrotem podającemu, który minąwszy jeszcze w obrębie "16" jednego z rywali zmieścił ją przy krótkim rogu bramki Dębskiego.
   Druga odsłona dostarczyła jeszcze większych emocji. Od mocnego uderzenia dosłownie i w przenośni zaczął ją Semper, z 17 m pokonując rozpaczliwie interweniującego Dudzika. Odpowiedzią na taki stan rzeczy mogła być doskonała okazja Leśniaka, zniweczona prawidłowym zachowaniem Futro. Niewykorzystane okazje lubią się mścić, co udowodnił przyjezdnym Gaździcki, po kiksie M. Rody i indywidualnym przeboju, pokonując trzeci raz golkipera z Płaszowa. Wyjście na prowadzenie wyraźnie rozochociło gospodarzy. Najpiękniejszą akcję meczu z udziałem Gaździckiego i Ilnickiego ślicznym wolejem próbował zamienić na gola Semper, a kolejny atak z prawego sektora placu gry Ilnickiego skończył się trafieniem Rosponda w boczną siatkę. Narażający się nadal na groźne kontrataki ofensywną i w pełni otwartą postawą goście wyrównali na minutę przed końcem, po precyzyjnym strzale kończącym indywidualny zamysł Kasprzyka. Jego kunszt nie wystarczył nawet do uzyskania remisu, bowiem już w doliczonym czasie trzy punkty zapewnił Dąbskiemu rosły Gaździcki.
(KEM)

Victoria - Liszczanka 4-0 (0-0)

1-0 Lenda 51, 2-0 Kwaśniak 79, 3-0 Rudek 84, 4-0 Lenda 90.

Sędziował Stanisław Święch. Żółte kartki: Cichoń - Lotka, Kocwa. Widzów 20.

Victoria: Popczyński - Michalik, Kadula, Kołodziejczyk (73 Leszczak), Basista - Cichoń (77 Stańko), Kowalski, Wojciechowski, Lenda - Kwaśniak, Rudek.

Liszczanka: W. Kowalik - Tympalski, Lotka, Oziębłowski, Baran - D. Kowalik, Steczko, Wąsik (46 Wlazło), Wójcik - Mlostek (74 Baster), Kocwa.

   Przed tym spotkaniem Victoria miała bilans meczów u siebie taki sam jak Liszczanka na wyjeździe (5 zwycięstw, 2 remisy, 4 porażki). Nieliczni kibice mogli zatem spodziewać się jeśli nie porywającego, to na pewno wyrównanego widowiska. Jak się później okazało, statystyki wzięły w łeb. Szybcy napastnicy miejscowych, wspierani przez hasającego lewym skrzydłem Lendę, od początku często uciekali obronie dowodzonej przez Lotkę, ale gola zdobyć nie mogli. Blisko było w 8 min, Kwaśniak szedł przebojem wzdłuż linii końcowej, dograł do Kłodziejczyka, ale jego wolej okazał się minimalnie niecelny. Akcja Wojciechowskiego z 21 min również oparta była na indywidualnym popisie, wspomniany rozgrywający "przeklepał" z Rudkiem obrońców, ale kilka metrów przed bramką został zablokowany. Dobrą partię rozgrywał Kowalski, kilka razy znakomicie obsłużył swoich partnerów, tak było m.in. w 31 min, kiedy przytomnie ze środka boiska uruchomił Kwaśniaka, jednak dobrze bronił W. Kowalik. Druga połowa rozpoczęła się od mocnego akcentu miejscowych, w 50 min Kwaśniak starł się z Lotką na przedpolu, wyłuskał piłkę i posłał ją do Lendy, który wbiegł w pole karne i pewnie strzelił.
   Liszczanka dopiero w 62 min po raz pierwszy poważnie zagroziła bramce Popczyńskiego, z rzutu wolnego tuż obok okienka mierzył wtedy Steczko. 10 min później goście znów mogli wyrównać, ale podczas oblężenia bramki strzały Wójcika i Steczka dwa razy pewnie sparował popularny "Popek".
   Zabójcza dla przyjezdnych okazała się końcówka, a wszystkie 3 bramki strzelone w ciągu 11 min były do siebie szalenie podobne. W 79 min Kowalski podał w uliczkę do Kwaśniaka, a ten w sytuacji sam na sam strzelił pod poprzeczkę. 3-0 było po pięknym krosie strzelca poprzedniej bramki, który wypatrzył niepilnowanego w polu karnym partnera z ataku, Rudka, a ten sprytnie lobował. Wynik spotkania został ustalony tuż przed ostatnim gwizdkiem, po kolejnym prostopadłym podaniu ze środka boiska, tym razem adresowanym do Lendy. (SOWA)

Armatura - Prokocim 2-2 (0-2)

0-1 Dąbrowski 21, 0-2 Dąbrowski 40, 1-2 Zagata 72, 2-2 Baliga 85.

Sędziował Grzegorz Borowiak. Żółte kartki: Mac, Kłosiński. Widzów 80.

Armatura: Chmielarczyk - Baliga, Dworak, Sęk, Gancarczyk - Kłeczek (46 Ławrowski), Zagata, Jankowicz, Kosiorek - Ziewiecki (46 Pękala), Koprowski.

Prokocim: Balog - Jędruch, Łozynek, Krawczyk, Kłosiński - Chróściel (70 Flak), Flasiński, Dąbrowski, Mac 0 Wójcik (89 Gałuszka), Rapacz (87 Boczarski).

   W pierwszej połowie walcząca o utrzymanie Armatura zagrała bardzo słabo i w tym czasie Prokocim mógł wypunktować przeciwnika i zapewnić sobie wygraną. Goście grali lepiej, choć w ich szeregach brakowało kilku podstawowych zawodników. Bohaterem Prokocimia okazał się Dąbrowski, który najpierw wykorzystał nieporozumienie bramkarza z obrońcami, a następnie bardzo ładnie uderzył z niemal 30 metrów. Goli gracze Prokocimia mogli uzyskać o wiele więcej, ale i tak patrząc na grę Armatury można było przypuszczać, że dwubramkowa zaliczka jest spora. W drugiej połowie role się odwróciły, teraz stroną sprawiającą lepsze wrażenie byli gospodarze. W 72 min Zagata przeprowadził indywidualną kację i lobując Baloga wlał nadzieję w serca miejscowych kibiców. Wynik ustalił tuż przed końcem młody Baliga, który wykorzystał słabe wybicie piłki przez Baloga i nie namyślając się uderzył potężnie. (PAN)

1. Bronowianka 24 55 68-31

2. Borek 24 54 72-27

3. Hutnik II 24 43 67-46

4. Garbarnia II 24 36 45-40

5. Prokocim 24 35 65-40

6. Dąbski 24 32 47-59

7. Pozowianka 24 31 55-48

8. Victoria 24 31 41-45

9. Wiślanie 24 31 46-59

10. Liszczanka 24 28 50-64

11. Wanda 23 28 28-55

12. Armatura 24 24 29-54

13. Płaszowianka 24 23 37-55

14. Trzebol 24 21 29-53

(PAN)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie