Andrzej Wawrzyk: Będziemy świętować na statku

Rozmawiał Artur Gac
Andrzej Wawrzyk pomaga Krzysztofowi Głowackiemu
Andrzej Wawrzyk pomaga Krzysztofowi Głowackiemu fot. Anna Kaczmarz
Boks. - Krzysiek Głowacki był i pozostanie wojownikiem - mówi pięściarz ANDRZEJ WAWRZYK.

- Jak sprawuje się Pan w roli specjalisty od tworzenia atmosfery przed walką Krzysztofa Głowackiego w obronie tytułu mistrza świata ze Steve’em Cunninghamem?

- Robię tyle szumu i hałasu, że nie dają sobie ze mną rady.

- Istniała ewentualność, że mogło Pana zabraknąć w Nowym Jorku?

- Od początku byłem nastawiony na podróż. Była też mowa, abym poleciał z chłopakami zaraz po mojej walce w Krakowie, ale chciałem chwilkę pobyć z najbliższymi w domu.

- Przed poprzednią walką „Główki” o zdobycie pasa spisał się Pan na medal. Teraz, w przypadku niepowodzenia, mógłby Pan być pierwszym winnym.

- Chciałem towarzyszyć Krzysiowi w tym wielkim wydarzeniu. Mojego przyjaciela czeka bardzo ważna walka, dlatego nie miałem nawet chwili zawahania.

- Jakie numery zdążył Pan już wykorzystać ze swojego bogatego repertuaru?

- Przede wszystkim, jak zawsze, dużo spacerujemy, wychodzimy do restauracji i kawiarni, żeby jak najwięcej czasu spędzać razem. Rozmowa i śmiech są najlepszym lekarstwem. Nie wolno pozwolić Krzychowi siedzieć w samotności i „zamulać”, żeby nie uciekał myślami do pojedynku.

- Jakie widzi Pan różnice zestawiając Głowackiego z walki z Marco Huckiem, do której przystępował z pozycji pretendenta, do tego obecnego, broniącego pasa mistrza świata z Cunninghamem?

- Krzysiek był i pozostanie wojownikiem, ale widać, że ten gigantyczny sukces z sierpnia dodał mu pewności siebie. We wszystkim, co robi, towarzyszy mu myśl, że jest mega dobrym pięściarzem. Na świadomości swojej klasy zbudował dodatkową siłę, a jednocześnie wie, że w wielu aspektach może się jeszcze rozwinąć.

- Do pojedynku z Huckiem pięściarz z Wałcza przystępował ze świadomością, że walczy o swoją przyszłość. A teraz co dodatkowo napędza Głowackiego?

- Nie oszukujmy się, dużą motywacją są zarobki, które już poszły bardzo w górę, ale mają być jeszcze lepsze. Doskonale wie, że po pokonaniu Cunninghama, kolejny pojedynek stoczy na super warunkach finansowych. Na pewnym poziomie sportowym, a Krzysiek jest mega profesjonalistą, to istotny bodziec.

- „Główka” znów jest kapitalnie przygotowany kondycyjnie?

- Zdecydowanie tak, ponieważ ta walka może potoczyć się według dwóch zupełnie różnych scenariuszy. Będzie bardzo łatwa lub niezwykle ciężka, bo Krzysiek może zostać zmuszony do nieustannej bieganiny przez 12 rund za Steve’em i rzucania ciężkimi ciosami. Wiemy, że Amerykanin jest wyśmienitym atletą, ale jeśli powtórzy swoją nienajlepszą ruchliwość z ostatniej walki z Antonio Tarverem, wtedy Krzychu będzie miał dość łatwą przeprawę.

- A jak wyglądało Pana świętowanie w jednym z krakowskich klubów po zwycięstwie nad Marcinem Rekowskim?

- Lokal na szczęście został cały, ale zabawa była naprawdę przednia.

- Jak będzie wyglądało celebrowanie udanej obrony tytułu mistrza świata przez Głowackiego?

- Manhattan będzie nasz! Szykuje się wspaniała zabawa. Nad ranem, po wyjściu z klubu, na „dobicie” pójdziemy na rejs statkiem. Usiądziemy najwyżej, jak tylko można i będziemy raczyć się niskoprocentowym trunkiem w promieniach słońca, bo pogoda na niedzielę jest zamówiona.

- A co wymyśli Pan w sytuacji, nie daj Boże, porażki?

- Takiego wyniku nie będzie, więc myślenie nad czarnym scenariuszem jest zbyteczne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie