Bogaci lubią konie

Redakcja
W czasie głównego konkursu Grand Prix Bolix trybuny szczelnie zapełniły się widzami. Zainteresowanie jeździeckimi tradycjami zgromadziło w Swoszowicach sporą grupę młodych ludzi, także całych rodzin z dziećmi. Niektórzy z rodziców pewnie nawet nie zdawali sobie sprawy, że zachęcając swoje dziecko do rozwijania zainteresowań konnym sportem, narażają się na drobne niebezpieczeństwo. Tak urzekająca jeździecka etykieta, która dopracowała się całego rytuału prezentacji, sposobów oddawania honorów, wykonywania rund honorowych, jest bowiem jedną z niewielu związanych z tym sportem dziedzin, które nie poddały się charakterystycznym dla współczesności przeobrażeniom.

(MAS)

 Znakomitą oprawę miały rozgrywane na hipodromie Krakusa Swoszowice Międzynarodowe Zawody Jeździeckie w Skokach przez Przeszkody. Pojawili się znaczący w kraju jeźdźcy na pięknych koniach, wszystkie konkursy miały emocjonujący przebieg. Jeździectwo odsłoniło dwa oblicza: klasyczne z elegancją i marszem Radeckiego oraz współczesne z nową definicją zasad profesjonalnego sportu.
 Przykład młodych jeźdźców, którzy plasowali się w czołówce swoszowickich zawodów wskazuje bowiem, że dziś, aby uprawiać ten sport na wysokim poziomie, trzeba mieć spore pieniądze, najlepiej zaś, kiedy chce je wydać na dziecko jego tata. - Właścicielem trzech moich koni jest mój tata Henryk Barczyk - mówiła Barbara Barczyk, zwyciężczyni jednego z konkursów, - Bez jego pomocy nie mogłabym uprawiać tego sportu. Dziś jeździectwo bez sponsorów nie mogłoby istnieć.
 Także Michał Siedlaczek, zdobywca Grand Prix Bolix, przyznawał, że tylko dzięki finansowemu wsparciu ojca, Jerzego, który pełni także rolę jego menedżera, może swobodnie oddawać się swojej pasji.
 Kiedy finansowanie jeździeckiej pasji wykracza poza możliwości domowego budżetu, konieczne trzeba znaleźć sponsora. - Skończyły się czasy państwowych koni - mówi czołowy polski zawodnik młodego pokolenia krakowianin Krzysztof Leśniak. - Aby startować, musiałem poszukać właściciela, który użyczy mi swojego konia. Pol Smak Adrian jest własnością Mieczysława Rusinka, opiekę nade mną sprawuje także Katarzyna Kmiecik. Dzięki nim mam konie i nie muszę myśleć o kosztach związanych z ich utrzymaniem i udziałem w zawodach. Teraz otrzymałem powołanie do kadry olimpijskiej Ateny 2004, za utrzymanie mnie na zawodach będzie odtąd płacił Polski Związek Jeździecki. To znacznie odciąży kieszenie sponsorów.
 Okazuje się, że zainteresowanie finansowych potentatów inwestycją w dobre konie i zawodników staje się coraz powszechniejsze. Żywiecka firma Bolix ma całą stajnię, ponad 30 dobrych koni, w tym jednego szczególnego. Ogier Landino, którego dosiada Grzegorz Kubiak, uchodzi za najdroższego polskiego konia. Według nieoficjalnych szacunków jest wart milion marek. Bolix był jednym ze sponsorów zawodów w Swoszowicach, na nagrody przeznaczając ok. 40 tys. zł. 10 tys. dla zwycięzcy konkursu Grand Prix to jedna z najwyższych premii finansowych w zawodach tej rangi.
 Opiekę nad najlepszym polskim jeźdźcem Grzegorzem Kubiakiem (zbieżność nazwisk przypadkowa) z Garo Warszawa od niedawna sprawuje drugi na liście najbogatszych ludzi w Polsce tygodnika "Wprost" Aleksander Gudzowaty. Kupił zawodnikowi kilka bardzo dobrych koni. Według znawców branży, coraz więcej jest w Polsce koni wartych i pół miliona marek. Na opiekę bogatych sponsorów można jednak liczyć dopiero wtedy, kiedy zaczyna się odnosić sukcesy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie