Brr, jak zimno, ach jak przyjemnie. Czuć się jak mors w lodowatej wodzie

Marta Burza
Aldona Skowrońska zaczęła morsować w roku 2015. Od tego czasu nie wyobraża życia bez kąpieli w lodowatej wodzie. Zażywa jej prawie codziennie. Archiwum prywatne Aldony Skowrońskiej
Woda to żywioł i żąda respektu - o pokonywaniu lodowych granic opowiada Aldona Skowrońska.

Z Doną (bo taka wersja jej imienia jest rozpoznawalna wśród morsów i pływaków), spotykam się w jednej z krakowskich knajpek. Siadamy w osłoniętym ogródku. Ja zostaję w szaliku i swetrze, ona - w bluzce. Jest wiceprezesem zarządu Krakowskiego Klubu Morsów „Kaloryfer”, ale już nie nazywa siebie morsem, bo poszła o krok dalej.

Ale zacznijmy od początku.

I proszę mnie zapamiętać!

Zaczęło się od postanowienia noworocznego z 2015 roku. Było to jedyne postanowienie, którego Dona dotrzymała.

Dowiedziała się od koleżanki, że w Krakowie jest taki klub i od razu wiedziała, że chce to robić. - Przeczytałam w regulaminie Krakowskiego Klubu Morsów, że aby do niego oficjalnie dołączyć, trzeba odbyć trzy kąpiele, o których muszą wiedzieć trzy osoby z zarządu. No to przyszłam na takie wspólne morsowanie i jeszcze przed wejściem do wody zaczęłam krzyczeć, że nie wiem, kto tu jest z zarządu, ale ja wchodzę pierwszy raz i proszę mnie zapamiętać, bo jeszcze dwa razy i zapisuję się do klubu - śmieje się Dona.

No i się zaczęło. Najpierw raz w tygodniu, co niedzielę o 12. Od tego czasu Dona poznała mnóstwo nowych ludzi i, dzieląc z nimi pasję, biła swoje rekordy. - Byłam w wodzie dwie minuty, kolejnym razem pięć... Potem jednym z wyzwań było codzienne wchodzenie do wody, 102 dni z rzędu. Trzeba było codziennie rano się ubrać, jechać, czasami się nie chciało. Trzeba było codziennie wstawać, a potem człowiek dojeżdżał nad wodę i problem. Lód - opowiada.

Jednak morsom to niestraszne, a przynajmniej tym odpowiednio wyposażonym. Trzeba mieć tasaczek i jakoś ten przerębel w lodzie zawsze uda się zrobić i można morsować.

Mąż Dony to, w kwestii morsowania, jej największy przeciwnik. - Raz, na zlocie morsów w Mielnie, wszedł do wody. Zrobił to tylko po to, żeby móc powiedzieć, że mu się nie podoba. I żeby nikt mu nie zarzucił, że nawet nie próbował - śmieje się dziewczyna.

Nie nakłania nikogo do rozpoczęcia przygody z morsowaniem, ale w klubie zawsze jest gotowa wesprzeć tych, którzy zaczynają swoją przygodę. A swojej mamie w ramach zeszłorocznego prezentu na urodziny zafundowała takie jednorazowe morsowanie zimą. Spodobało się, mama wraca też w tym roku.

To sport zrzeszający specyficznych ludzi, których Dona nazwała pozytywnymi świrami. No bo jak inaczej określić kogoś, kto na spływ mikołajkowy we Włocławku wyjeżdża z domu o 3 w nocy, dojeżdża na miejsce w południe, po czym płynie te 400 metrów w kilkanaście minut i wraca na godzinę 23?

Mimo wszystko, zaczęło jej wiać nudą. Po trzech latach morsowania Dona zamieniła czapkę i rękawiczki na czepek i okularki, a skarpety i buty neoprenowe - na bojkę do pływania. Nie chodzi oczywiście o takie zwykłe pływanie w krytym basenie, tylko o tak zwane ice swimming, czyli pływanie lodowe.

Jak można raz, to i drugi
W klubie znalazło się więcej osób, które chciały pływać, więc powstała grupa, zatrudniono trenera i zaczęły się zajęcia. - Podczas jednej lekcji godzinę ćwiczę chwyt wody, na innych obracanie głową, potem pracę nogami. Tych elementów jest masa, ale w końcu jak przyjdą zawody, to moje ciało ma już zapamiętane ruchy, więc płynę względnie dobrze - mówi.

No właśnie, zawody. - Zaczyna się od myśli: czy ja przepłynę na drugi brzeg? A na drugi brzeg jest 100 metrów. Udaje się. No to jak można raz, to i drugi. I o matko, przepłynęłam 200 metrów. To trzeba wystartować w jakichś zawodach. Najpierw na 250 metrów. Pierwsze drobne sukcesy. No to dalej, na 500 metrów, na 750... - wspomina.

I tak Dona w końcu stwierdziła, że da radę przepłynąć kilometr, a w tym roku pobiła swój rekord: w wodzie o temperaturze 0,37 stopni przepłynęła tysiąc metrów w ok. 22 minuty.

Lodowa mila
W 2009 roku Izraelczyk Ram Barkai założył tzw. International Ice Swimming Association, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Lodowego Pływania. Taki sport, według definicji stowarzyszenia, to pływanie w basenie lub otwartym zbiorniku, w którym temperatura wody nie przekracza pięciu stopni. To w tym stowarzyszeniu powstało pojęcie lodowego kilometra i lodowej mili.

- Moje wyzwanie na ten rok to lodowa mila, czyli zgodnie z wytycznymi IIAS przepłynięcie mili lądowej - mówi. - Myślę, że może to mi zająć jakieś 35 minut.

Żeby tę lodową milę mieć zatwierdzoną i dołączyć do Międzynarodowego Stowarzyszenia Lodowego Pływania, trzeba spełnić kilka warunków. Między innymi należy udowodnić temperaturę 5 stopni lub niższą i do tego muszą być aż trzy termometry, muszą być obecni świadkowie ze stowarzyszenia.

Pierwsza Polka ukończyła lodową milę w grudniu 2019 roku. Jest nią Hanna Bakuniak. - Będę druga- zapewnia Dona. - Do Polski lodowe pływanie dopiero dociera, zyskuje popularność i zwolenników - dodaje.

Zakładać majtki lub nie
Reakcje ludzi są różne - od przerażenia po podziw. Ludzi szczególnie dziwi sposób, w jaki Dona dostaje się do wody.

Ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Zawsze, gdy Dona idzie pływać, ma ze sobą bojkę, tak na wszelki wypadek. Nigdy jej nie użyła. - Po prostu wskakuję na nogi, zakrywam się po czepek i płynę - mówi.

Kiedy łapią ją skurcze, to stara się sobie z nimi radzić bez tej bojki: albo kładzie się na wodzie albo odpowiednio rusza. Wystarczy ten komfort, że bojka gdzieś tam jest.

1 stycznia Dona idzie popływać. Przygotowuje się: zakłada kostium, czepek, japonki kładzie obok zejścia do wody. Gdy wchodzi, stojący przy brzegu ludzie dłuższą chwilę ją obserwują.

Nic dziwnego. Może i w Polsce jest całkiem sporo klubów morsowych, ale wciąż budzi to zainteresowanie. - Najzabawniejsze, że osoby postronne zawsze chcą rozmawiać akurat w momencie, kiedy wychodzisz z wody, masz ochotę się przebrać albo stoisz z majtkami spuszczonymi do kostek i właśnie wtedy następuje cała masa pytań, a ty tak stoisz i zastanawiasz się, czy odpowiadać czy zakładać majtki - śmieje się.

Wiedzą o tym celebrytki
Morsować może każdy, pływać w lodowanej wodzie raczej też. No chyba że ma na przykład duże problemy z oddechem, ale drobne schorzenia nie są przeciwskazaniem.

- Mamy klubowiczów dwuletnich i emerytów, mieliśmy dziewczyny w ciąży, dziewczyny, które urodziły i karmiły piersią... Każdy może to robić - mówi Dona.

Przyda się za to... odrobina tłuszczyku. Podczas zanurzenia w zimnej wodzie organizm się wychładza, a tkanka tłuszczowa ma przecież za zadanie utrzymać ciepło.

- Osoba, która tej tkanki nie ma, szybciej traci ciepło, ale z drugiej strony po wyjściu z wody szybciej dojdzie do siebie - tłumaczy Dona. - Ja, mając więcej tłuszczyku (z którego jestem dumna i nie zamierzam się go nigdy pozbyć), wytrzymam dłużej w wodzie, ale jak już przemarznę, będę dłużej do siebie dochodzić - opowiada dziewczyna, śmiejąc się serdecznie.

Dona opowiada też o korzyściach zdrowotnych morsowania, na przykład zwiększeniu odporności. Zwiększa się też tolerancja na zimno w życiu codziennym. - W moim wypadku dochodzi zmniejszenie tolerancji na ciepło - śmieje się. - Ja się w lecie strasznie męczę. Poza tym zanurzenie twarzy w zimnej wodzie niweluje zmarszczki, o tym wiedzą wszystkie celebrytki. No i pomaga na babskie sprawy - opowiada.

Zimna woda dobrze działa też na psychikę: człowiek bombarduje się endorfinami i adrenaliną, a do tego wychodzi ze strefy komfortu, przełamuje opory. A to, według Dony, wzmacnia charakter. - Potrafię po robocie popływać kilometr i naprawdę ze mnie schodzi całe zło tego świata - mówi.

O tym, że organizm potrafi się zmobilizować, wiadomo nie od dziś. A u morsa - to może nawet i bardziej. Jak Dona ma iść pływać w lodowatej wodzie, to organizm już wie, że dostanie swój narkotyk i... podnosi temperaturę ciała o jeden, nawet dwa stopnie. - Wiem, bo chodzę z termometrem - śmieje się Dona.

Zbiornik wodny wystawia człowieka na działanie pogody: raz pada deszcz, innego dnia wieje wiatr, a kolejnego można oberwać kulką gradową. - Każdy trening uczy czegoś innego - mówi Dona. I dodaje: Woda to żywioł. Żąda respektu.

WIDEO: Krótki wywiad

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Brr, jak zimno, ach jak przyjemnie. Czuć się jak mors w lodowatej wodzie - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Zimna woda zdrowia doda 😨

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3