Budowa pod specjalnym nadzorem

Redakcja
Grażyna Starzak

Grażyna Starzak

   Rozpoczęty pięć lat temu i wciąż niedokończony budynek przy ul. Emaus w Krakowie wygląda jak relikt PRL. Historia tej budowy, szpecącej krakowski Zwierzyniec, jest jednak całkiem świeża. Z niesmakiem słucha się też opowieści, dotyczących innych budów, prowadzonych przez spółkę BSM. Wprawdzie firma znajduje się obecnie w stanie upadłości, ale jej prezes - Janusz Tworek - kontynuuje działalność deweloperską pod nowym szyldem.
   Z_wierzyniec należy do najpiękniejszych dzielnic Krakowa. To rejon o niezaprzeczalnych walorach krajobrazowych i każdy deweloper musi się z tym liczyć. Janusz Tworek zapewne zdawał sobie z tego sprawę, jest bowiem z wykształcenia architektem. Wiedzę na temat obowiązujących w Krakowie rygorów budowlanych powinien mieć większą, przynajmniej teoretycznie, niż zwykły śmiertelnik.
   Na dodatek, gdy pięć lat temu decydował się inwestować przy ul. Emaus, był miejskim radnym, a nawet przewodniczącym Komisji Mieszkalnictwa. W rozmowie z reporterką "Dziennika Polskiego" wyznał, że znajomy inspektor nadzoru budowlanego odradzał mu rozpoczynanie budowy. Jednak był wtedy u szczytu powodzenia. Miał szczęście w interesach, a z racji pełnionej funkcji - rozległe kontakty towarzyskie.
   Podejmując decyzję o postawieniu przy ul. Emaus "budynku wielorodzinnego z usługami" zapewne liczył na duże zyski. Ceny mieszkań w tej okolicy są wyższe nawet o 30 do 40 proc. niż w innych dzielnicach.
   Zofia Depta, radna z Woli Justowskiej, nazwisko Janusz Tworek usłyszała po raz pierwszy w 2000 r. Wspomina, że pojawił się na sesji Rady VII Dzielnicy jako przyszły inwestor, przedstawiając projekt budynku, który miał powstać przy ul. Emaus.
   - _Projekt został pozytywnie zaopiniowany, a pan Tworek spotkał się z przychylnością radnych. Jednak gdy tylko budynek wyszedł z ziemi, do rady zaczęły napływać protesty mieszkańców sąsiednich domów i właścicieli zlokalizowanych w pobliżu działek. Skarżyli się, że budynek jest o wiele wyższy niż zakładał projekt oraz inaczej rozplanowany, przez co znacznie pogorszyły się im warunki bytowania
- wspomina Zofia Depta.
   Jej dzisiejsze przemyślenia na ten temat są o wiele bogatsze, bo sprawa budowli przy ul. Emaus przez ostatnie kilka lat często była tematem dyskusji radnych, a także interpelacji przedstawicieli miejscowego samorządu składanych władzom miasta. Moja rozmówczyni podejrzewa na przykład, że Janusz Tworek posługiwał się kilkoma różnymi wersjami projektu, dobieranymi w zależności od instytucji, która miała go opiniować.
   - Tylko w ten sposób można wytłumaczyć, dlaczego, przynajmniej na początku, tak gładko szło mu załatwianie rozmaitych pozwoleń w urzędach - mówi radna VII Dzielnicy.
   Inż. Marek M. (nie chce podawać nazwiska), właściciel działki sąsiadującej z inwestycją przy ul. Emaus, uważa, że były radny korzystał z parasola ochronnego, rozpostartego przez urzędników nad nim i jego budowami. Dokumenty, zebrane przez Marka M. oraz inne protestujące osoby, dyskredytują, ich zdaniem, Janusza Tworka jako architekta i inwestora, a także obnażają niezgodne z prawem działania urzędników.
   Okazało się na przykład, że projekt, zgodnie z którym budowano obiekt, nie powinien być zatwierdzony, bo nie spełnia wymaganych norm. Przede wszystkim budynek jest za wysoki, ma za dużą powierzchnię, postawiono go za blisko jednej z działek (w odległości 3,20 m, choć wedle projektu miało być 4,20 m), ma dodatkową, nieujętą w projekcie kondygnację (taką funkcję pełnią sutereny). Ponadto brak drogi pożarowej do budynku (a więc także do sąsiadujących z nim działek) oraz odpowiedniej liczby miejsc garażowych dla mieszkańców i klientów punktów handlowo-usługowych. Można więc przypuszczać, że samochody będą musiały parkować na chodniku i przy ulicy, co utrudni życie dotychczasowym mieszkańcom. Uważają oni również, że w związku z budową bezpowrotnie utracono tereny zielone. Został zaburzony krajobraz tego zakątka.
   W jego obronę zaangażowali się m.in. członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierzyńca, powstałego właśnie po to, aby dawać odpór pomysłom, których realizacja mogłaby zeszpecić okolicę.
   Na skutek protestów mieszkańców Dzielnicy VII sprawa inwestycji przy ul. Emaus przez cztery ostatnie lata była wielokrotnie rozpatrywana w Wydziale Architektury m. Krakowa, we wszystkich organach nadzoru budowlanego, w kolejnych instancjach odwoławczych, z NSA włącznie. W tej sprawie wydano kilkanaście często sprzecznych ze sobą decyzji. Aktualnie obowiązuje decyzja Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (z 8 stycznia 2001 r.) o wstrzymaniu robót.
   Dyr. Artur Trzepla z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego nie znalazł czasu, aby osobiście porozmawiać z autorką reportażu. Z lakonicznej, sformułowanej na piśmie odpowiedzi dowiedzieliśmy się jedynie, że inspektorat "zwrócił się do Biura Planowania Przestrzennego z zapytaniem, czy miejscowy plan zagospodarowania objął omawiany teren osiedla Salwator". "Ewentualne wydanie decyzji w sprawie inwestycji przy Emaus jest uzależnione od tych ustaleń".

Pasywna postawa

inspektorów wynika zapewne z faktu, że nie mają oni pieniędzy na benzynę (kilka dni temu zwrócili się na piśmie do Rady VII Dzielnicy z prośbą o dotację na paliwo z budżetu miejscowego samorządu). Gdyby przy okazji zadali radnym to samo pytanie, które sformułowali pod adresem Biura Planowania Przestrzennego, dowiedzieliby się, że odpowiedź na nie brzmi: "tak". I że w najbliższym czasie być może będą musieli rozważać decyzję o ewentualnej rozbiórce budynku przy ul. Emaus.
   Inż. Marek M. uważa, że przeciwnicy budowy odnieśli zwycięstwo. Podkreśla jednak, że nie czuje satysfakcji, bo to zwycięstwo pyrrusowe. Wygrana mieszkańców oznacza bowiem przegraną kilkudziesięciu klientów spółki BSM, którzy mieli zamieszkać m.in. przy ul. Emaus i wpłacili do kasy firmy spore pieniądze.
   Wiele na ten ostatni temat może powiedzieć mec. Emilia Kądzioła, syndyk masy upadłościowej spółki BSM (decyzja o upadłości zapadła dwa lata temu). Twierdzi ona, że wstrzymanie budowy przy ul. Emaus, a także perypetie z oddaniem do użytku innego obiektu, budowanego przez tę spółkę przy ul. Krowoderskiej, dla wielu osób, których interesy syndyk reprezentuje, było prawdziwą tragedią. Nierzadko oszczędzali przez całe życie, aby kupić mieszkanie, w którym nie mogą zamieszkać. Obecnie nie mają ani pieniędzy, ani mieszkania, co u wielu z nich skończyło się kłopotami ze zdrowiem (wierzytelności spółki BSM wynoszą w sumie prawie 15 mln zł!)
   Mec. Emilia Kądzioła twierdzi, że najbardziej zbulwersowała ją postawa urzędników, mających decydujący głos w sprawach związanych z inwestycjami mieszkaniowymi w Krakowie. Uważa, że to przede wszystkim oni ponoszą winę za to, że budynek przy ul. Emaus stoi od kilku lat niedokończony, a w domu przy ul. Krowoderskiej wciąż nie mogą zamieszkać ci, którzy wykupili tam mieszkania.
   Moja rozmówczyni potrafi wskazać co najmniej

kilka błędów

w formalnoprawnym postępowaniu dotyczącym obu inwestycji. W jej ocenie niektóre decyzje wydano z naruszeniem prawa. Emilia Kądzioła przyznaje, że była zażenowana sporami między urzędnikami Wydziału Architektury UMK i organów nadzoru budowlanego w sprawach, które powinny być rozstrzygnięte już na początku postępowania, a które musiały się oprzeć o wyższą instancję.
   - Nie posądzam urzędników, że takie czy inne decyzje zostały podjęte z rozmysłem, ale mam prawo mieć wątpliwości, co do ich kompetencji - konstatuje syndyk.
   Jerzy Muzyk, dyrektor Wydziału Architektury i Urbanistyki m. Krakowa, przyznaje, że od strony formalnoprawnej sprawa inwestycji przy ul. Emaus jest wyjątkowo zagmatwana i że urzędnicy tego wydziału popełnili pewne błędy formalne na etapie wydawania WZiZT.
   - Wytknął nam to wojewoda, ale nawet w jego opinii te błędy nie miały istotnego znaczenia dla postępowania w sprawie budowy przy ul. Emaus - twierdzi dyr. Muzyk. Uważa on, że wina leży po stronie inwestora, bo w trakcie budowy: - Nastąpiło wyraźne, i wygląda na to, że zamierzone, odstępstwo od projektu, który został złożony w Wydziale Architektury.
   Jerzy Muzyk, dyrektor od półtora roku, uważa, że aby uniknąć mniej lub bardziej ewidentnych błędów i pomyłek urzędników, rozpatrujących wnioski o wydanie tzw. WZiZT oraz pozwoleń na budowę, muszą być uchwalone miejscowe plany zagospodarowania. W jego opinii obecna sytuacja - gdy wspomniane decyzje podejmuje się w oparciu o ogólny plan zagospodarowania miasta - sprzyja podejmowaniu przez urzędników czasami zbyt_arbitralnych decyzji. Sugeruje, że gdyby istniał wspomniany plan obejmujący ul. Emaus, nie doszłoby do opisanej historii.
   Zbyt arbitralne decyzje urzędników są prawdopodobnie przyczyną kłopotów mieszkańców osiedla przy ul. Nuszkiewicza - także zbudowanego przez spółkę BSM.
   - _W opinii syndyka masy upadłościowej jesteśmy szczęśliwcami, bo - w odróżnieniu od innych klientów Janusza T. - mamy gdzie mieszkać
- mówi Halina I., mieszkanka jednego z bloków przy ul. Nuszkiewicza, która nie chce podawać nazwiska. - Gwoli uczciwości należy zaznaczyć, że deweloper przekazał nam mieszkania w terminie, po uzgodnionej cenie. Są to, niestety, jedyne pozytywy. Lista naszych pretensji jest o wiele dłuższa.
   W oparciu o dokumenty i ekspertyzy biegłych dowodzi, iż przy budowie tego osiedla zostały przekroczone wskaźniki gęstości zabudowy, budynki są za wysokie, osiedle nie spełnia wymogów pod względem bezpieczeństwa przeciwpożarowego, a dojazd służb specjalnych w sytuacjach awaryjnych może okazać się niemożliwy ze względu na złe rozwiązania komunikacyjne. Kolejne zarzuty to brak miejsc parkingowych i terenów zielonych.
   - Pomimo przyznania się do winy i stosownych opinii rzeczoznawców, inwestor do dzisiaj nie usunął poważnych wad fizycznych budynku, a przekazana nam dokumentacja budowlana nie spełnia wymogów formalnych - wylicza Halina I.
   Liczne interwencje mieszkańców osiedla przy ul. Nuszkiewicza u dewelopera, a także w Wydziale Architektury i w nadzorze budowlanym nic nie dały. Halina I. mówi, że mieszkańcy są zbulwersowani postępowaniem urzędników Wydziału Architektury, którzy wprawdzie wskutek ich protestów nie wydali inwestorowi zezwolenia na rozpoczęcie budowy kolejnego obiektu w osiedlu, ale nie mieli nic przeciwko temu, aby budował na działce obok, mimo że warunki zabudowy były podobne.
   Zarzuty postawione urzędnikom w sprawie osiedla przy ul. Nuszkiewicza dyr. Jerzy Muzyk, szef Wydziału Architektury, uważa za nieuzasadnione. Twierdzi, że zarząd spółki BSM był wielokrotnie wzywany do przedłożenia kompletnej dokumentacji, że wyznaczano mu wiele alternatywnych terminów na uporządkowanie kwestii związanych z budową tego osiedla, i że urząd nie ma możliwości wyegzekwowania od inwestora spełnienia tych żądań.

Jeszcze bardziej

bulwersująca

jest historia kolejnej budowy spółki BSM - przy ul. Krowoderskiej. Mieszkańcy sąsiednich kamienic od ponad dwóch lat nie mają gazu, bo postawienie w tym miejscu budynku, wznoszonego przez firmę Janusza Tworka spowodowało odcięcie dopływu powietrza do kominów ich posesji, co mogło spowodować nieszczęście - wybuch i zatrucie.
   - Interweniowaliśmy w nadzorze budowlanym, sugerując, aby urzędnicy zbadali, czy inwestor, czyli BSM, nie powinien był wcześniej zadbać o to, aby budynek nie stanowił zagrożenia dla sąsiadów. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego odpowiedziała, że "zadaniem nadzoru jest likwidowanie zagrożenia, a nie rozstrzyganie naszych sporów z inwestorem" - opowiada Marek G., (nie chce podawać nazwiska) dodając, że pani inspektor co prawda już w nadzorze nie pracuje, ale to dla nich żadna satysfakcja, gdyż nadal nie mają gazu.
   Po licznych interwencjach w tej sprawie zarząd spółki BSM umieścił na dachu stojącej obok kamienicy 29 metalowych rur - po jednej na każdy przewód kominowy, ale - jak wynika z opinii rzeczoznawcy - kamienica może nie wytrzymać takiego ciężaru. Nie mówiąc o tym, jak ucierpiała estetyka.
   To nie wszystkie uciążliwości, na jakie inwestor naraził swoich sąsiadów z ul. Krowoderskiej. Na skutek tej budowy zaczęły pękać ściany ich domu. Będą musieli wzmacniać je klamrami. - Pana Tworka nic jednak nie obchodziły nasze problemy. Przed rozpoczęciem budowy wiele nam obiecywał. Niestety, nie dotrzymał żadnej z obietnic - mówi rozgoryczony Marek G.
   Budowę przy ul. Krowoderskiej wstrzymano na skutek decyzji wojewody, który zarzucił urzędnikom Wydziału Architektury "rażące naruszenie prawa"__(chodziło o źle zaprojektowane kominy). Jednak ta sprawa - w opinii dyrektora Muzyka - jest bodaj jeszcze bardziej zagmatwana niż poprzednie, bo NSA, do którego odwołał się Janusz Tworek, uchylił decyzję o zatrzymaniu budowy. Wygląda więc na to, że tym razem pomylili się urzędnicy wojewody.
   Co na to wszystko Janusz Tworek? Na umówione - z dużym trudem - spotkanie przychodzi z żoną Anną oraz wspólnikiem. Ta trójka stanowiła zarząd spółki BSM a obecnie nowej firmy - TRK.
   Janusz Tworek przez dwie godziny usiłował mnie przekonać, że jest czysty jak łza, że zawsze postępował zgodnie z prawem, i że to urzędnicy oraz wrogo do niego nastawieni ludzie, mieszkający w pobliżu prowadzonych przez BSM inwestycji, są winni temu, że budynek przy ul. Emaus popada w ruinę, a przy ul. Krowoderskiej nie mogą zamieszkać lokatorzy. Inwestor odpiera wszystkie zarzuty przeciwników, związane ze swoimi inwestycjami. Prócz jednego, że budynek przy ul. Emaus został przesunięty o metr w stosunku do projektu. Nawet tu nie widzi swojej winy. Obarcza nią geodetę i kierownika budowy.
   Oburza się, gdy przytaczam mu opinie moich rozmówców, którzy sugerują, że wykorzystywał funkcję radnego, prowadząc interesy. Mówi, że było wręcz przeciwnie, że gdy został radnym, załatwianie przez niego spraw w urzędach jeszcze się wydłużyło.
   Na pytanie, jak wytłumaczy fakt, iż firma BSM zaczęła nagle mieć kłopoty, gdy przestał pełnić funkcję radnego, odpowiada, że to wynik nagonki, którą łączy ze swoją przeszłą i obecną działalnością polityczną, jest bowiem członkiem Platformy Obywatelskiej.
   Jego koledzy z PO są zdziwieni tą wypowiedzią. W ich opinii Tworek był i jest przyjmowany w partyjnych szeregach z wielką serdecznością. Z taką samą atencją traktują go samorządowcy. Janusz Tworek chociaż nie ma już mandatu radnego, nadal bywa w gmachu Urzędu Miasta Krakowa.
   Jedną z osób z partyjnego kręgu dewelopera, która wyraźnie odcięła się od dewelopera, jest Paweł Sularz, członek zarządu PO w Krakowie. Uznał on, że przynależność do jednej partii nie oznacza, iż należy przymykać oczy na kontrowersyjne biznesowe poczynania kolegi. Sularz jest równocześnie przewodniczącym Rady Dzielnicy III, gdzie firma TRK, kolejna po BSM spółka Janusza Tworka oraz jego żony i przyjaciela, zamierzała postawić budynek wielorodzinny z garażami i lokalami handlowymi (otrzymała już nawet stosowne zezwolenie z Wydziału Architektury).
   W opinii mieszkańców sąsiednich bloków nowy obiekt stanąłby jednak zbyt blisko istniejącego budynku, a skutkiem tego byłby utrudniony wjazd na osiedle, przy okazji zniknęłaby część terenów zielonych (dokładnie te same zarzuty stawiali mieszkańcy innych rejonów Krakowa). Na skutek interwencji Pawła Sularza i Rady Dzielnicy III Samorządowe Kolegium Odwoławcze wytknęło urzędnikom Wydziału Architektury błędy popełnione w toku podejmowania decyzji i uchyliło ją, nakazując powtórne zbadanie tej sprawy.
   Z wypowiedzi Janusza Tworka wynika, że nie ma zamiaru złożyć broni. Wiele wskazuje, że będzie szukał kolejnych miejsc do inwestowania. Ponieważ utrzymuje, że jest fachowcem, na dodatek z dużym doświadczeniem w branży, nie widzi powodów, aby zrewidować swój sposób postępowania. W tej chwili tylko sąd gospodarczy może orzec, czy rację ma Janusz Tworek, czy też jego przeciwnicy. Jeśli przyzna rację tym drugim, przedsiębiorca nie będzie mógł prowadzić działalności gospodarczej. Postępowanie w tej sprawie toczy się już prawie dwa lata. Tyle czasu minęło od ogłoszenia upadłości spółki BSM. Nie zanosi się jednak na to, aby szybko zostało ukończone. Sąd jest właśnie na etapie powoływania biegłych.
Grażyna Starzak

Jakie są możliwości spłaty mikropożyczki? Ekspert radzi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie