Cudowne dziecko robotyki

  • Dziennik Polski

Redakcja

Studia zaczął na automatyce i robotyce w krakowskiej AGH. Później postanowił kontynuować je na mechanice i budowie maszyn. Nie dlatego, że jakoś szczególnie mu ten kierunek przypasował. Raczej po to, żeby nie zmarnować roku, czekając aż znajdą się kandydaci na automatykę i robotykę.
Grzegorz Piątek konstruktor dziwnych maszyn Fot. Elżbieta Borek

Grzegorz Piątek konstruktor dziwnych maszyn Fot. Elżbieta Borek

Technika i medycyna

- Komisja rekrutacyjna zaproponowała mi jednak, że gdybym chciał coś robić w kierunku robotyki, to dają mi taką możliwość. No i skorzystałem z niej. Właśnie obroniłem pracę dyplomową z dziedziny robotyki - mówi Grzesiek Piątek, chłopak z Krakowa, który z pasją zajmuje się konstruowaniem dziwnych robotów oraz maszyn, sterowanych w różny sposób. - Przygotowałem na obronę robota, którego zadaniem jest rehabilitowanie dziecka z porażeniem mózgowym. Ten akurat robot to praca dedykowana, wymyślona i skierowana do dwóch chłopców-bliźniaków, synów mojego kolegi. Ale oczywiście jest możliwość dostosowania robota do potrzeb każdego dziecka z porażeniem kończyn dolnych. Zabiegi rehabilitacyjne wykonuje z precyzją i powtarzalnością, niemożliwą do osiągnięcia dla człowieka.

Grzesiek jest cudownym dzieckiem robotyki. Już jako malec pragnął zrobić coś, co da się przywołać np. gwizdnięciem.

- Chciałem sobie zrobić zabaweczkę, która będzie robiła to, co jej każę. Pierwsze moje roboty, to były zabawki kroczące, bo jeżdżącego robota nie jest trudno zrobić i po co, jeśli można w sklepie kupić autko na pilota - śmieje się Grzegorz. - Pierwszy mój robocik miał 6 nóżek i poruszał się jak pajączek. Ale to było już w technikum.

Zainteresowanie młodego chłopaka robotami zaczęło się w podstawówce i dość banalnie - od modelarstwa. Najpierw był samolocik do sklejania, który dostał od ojca. Długo nie mógł się doprosić możliwości klejenia, bo tato bawił się sam. Gdy pozwolił mu sklejać prostsze modele, szybko się okazało, że to jest za proste. Poszli w kierunku modeli papierowych. To było trudniejsze, ale wkrótce mały Grześ doszedł do wniosku, że nie ma sensu kupować modeli, skoro może sam wszystko zwymiarować, narysować i wyciąć.

- No dobra, myślałem, mam model i co dalej? Pięknie sklejony ma stać na półce? Jakoś głupio. To przecież samolot, niechże lata - mówi Grzegorz. - Najpierw robiłem takie samoloty-rzutki, ale już myślałem o tym, żeby dały się sterować. Pierwszy stopień wtajemniczenia, to był zdalnie sterowany szybowiec. Potem przeszedłem do modeli zdalnie sterowanych akrobacyjnych, czyli silnik spalinowy, aparatura, lotnisko i bawimy się w powietrzu. Trzymała mnie kasa. Skąd młody chłopak miał brać pieniądze na swoje kosztowne hobby? Zapisałem się więc na zajęcia w modelarni. Tam zawsze było z czego robić model i czym go kleić.

Samoloty przeszły mu w miarę szybko. Tyle wysiłku, wydatków na elektronikę, zbierania części tylko po to, by potem taki wygłaskany i wycyzelowany model wzbił się w powietrze i... spadł. Wtedy trzeba było tylko przepatrzeć części i wybrać, co jeszcze może się nadać, a reszta do wora i na śmietnik!

Taki mody człowiek, jakim był wówczas Grzesiek, żeby zdobyć części do swoich elektronicznych gadżetów, rozbebeszał zabawki i nie tylko - także zepsute i niepotrzebne maszyny i urządzenia, sprawdzając, jak działają części i do czego można je wykorzystać.
- Moim zdaniem każdy robotyk, to śmieciarz. Sprzęt nigdy nie jest niepotrzebny, nawet jeśli nie działa. To kopalnia unikatowych części, które wykorzystuję zwykle z innym przeznaczeniem, niż pierwotne - powiada Grzegorz. - Zbieram nawet takie części, które mógłbym zmontować sam, ale szkoda mi na to czasu. Zbieram zgodnie z zasadą, że wszystko kiedyś się przyda.

Robotyka zaczęła go kręcić gdzieś na początku technikum. Wybrał technikum z elektrotechniką przemysłową, czyli elektroniką wysokich napięć.

- Na początku byłem przerażony. Koledzy mówili o robotach, jakby z nimi obcowali na co dzień. Że budują, że zdalnie sterowane! Powolutku zacząłem się interesować tym, o czym mówili. To była czarna magia. Czy mnie się uda cokolwiek skonstruować, co zasłuży na miano robota? - pytałem sam siebie. No i miałem kompleksy, bo oni, ci moi koledzy z klasy tacy byli obyci, obznajomieni z tematem robotów, a ja jak biedny krewny! Wymyśliłem, że muszę skonstruować coś, co odpowie na moje wezwanie. Gwizdnę, a na płytce zapali się lampka. Mógłbym wtedy wszystkich przekonywać, że jak do tej lampki dobuduję robota, to będzie jeździł - opowiada Grzesiek. - Zacząłem szukać informacji w tym kierunku. Jednak szybko doszedłem do wniosku, że to nie ma większego sensu. Jeśli umiem zrobić coś, co reaguje na mój sygnał, to zamiast udawać, że można zrobić na tej bazie robota, po prostu go skonstruuję.

Na pracę dyplomową w technikum wraz z kolegą przygotowali - pokazywaną potem na Festiwalu Nauki na AGH - sztuczną rękę. To była dwupalczasta ręka skonstruowana na wzór ludzkiej, od stawu barkowego po dłoń, z dodatkową funkcją, która pozwalała jej się wydłużać. Jej przeznaczeniem była praca w warunkach laboratoryjnych, szkodliwych, gdzie istnieje niebezpieczeństwo dla rąk ludzkich. Poruszana była z pulpitu sterowniczego.

- Ta ręka, zrobiona w sposób chałupniczy, działa do dnia dzisiejszego. Niestety, nikt nie zainteresował się wdrożeniem takiego pomysłu do produkcji - mówi Grzegorz. - Występuje więc w roli gwiazdy, na dniach otwartych mojego technikum.

Ta zabawka, jak mówi jej autor, nie była specjalnie droga. Śmieciarstwo uczy, czego i gdzie szukać oraz do czego mogą się przydać elementy, dotąd służące w innym celu. Ważne są też rozmowy z innymi śmieciarzami. Jeden np. zdradził mu, że taką część do robota, której nigdzie nie mógł znaleźć, powinien szukać... w maszynie do szycia. To jest fajne, mówi Grzesiek, taka zabawa, która pozwala uzdatnić coś, co dla każdego innego jest tylko niepotrzebnym balastem.

Pracą inżynierską było działko Gaussa.

- Chciałem udowodnić, że da się strzelać elementami metalowymi za pomocą impulsu magnetycznego. Skonstruowałem platformę gąsienicową z działkiem, która zdalnie sterowana rozwijała kabel i mocowała go na ścianie, wstrzeliwując gwoździe. Problem był z pojemnikiem na te gwoździe - tłumaczy Grzesiek. - Był za mały i trzeba go było często uzupełniać. Jednak chodziło

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3