Człowiek z drugiego szeregu, którego słucha Jarosław Kaczyński

AGNIESZKA MAJ, PIOTR TYMCZAK
Profesor Terlecki unika kamer i rzadko pokazuje się publicznie FOT. WOJCIECH BARCZYŃSKI
Profesor Terlecki unika kamer i rzadko pokazuje się publicznie FOT. WOJCIECH BARCZYŃSKI
Prof. Ryszard Terlecki od roku jest szefem krakowskiego PiS, ale nieformalnie rządzi nim od kilku lat. Choć lubi pozostawać w cieniu, to według polityków PiS należy do wąskiego grona najbardziej wpływowych osób w tej partii. - Jako jeden z niewielu ma dostęp do prezesa Kaczyńskiego - mówi krakowski działacz PiS.

Profesor Terlecki unika kamer i rzadko pokazuje się publicznie FOT. WOJCIECH BARCZYŃSKI

SYLWETKA. Zawsze ma dostęp do prezesa PiS. Lokalni działacze mówią, że prof. Ryszard Terlecki rozdaje karty w małopolskich strukturach partii.

Prezes Jarosław Kaczyński regularnie bywa na grobie brata Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii na Wawelu. Później spotyka się z kilkoma osobami. Wśród nich jest Ryszard Terlecki. - Jesteśmy na ty - przyznaje prof. Terlecki.

Dzięki temu, że jest blisko prezesa, nie musi nawet pełnić eksponowanej funkcji, aby rozdawać karty w małopolskich strukturach.

Nie wszystkim w PiS to się podoba. - To na pozór miły profesor, z którym sympatycznie się rozmawia. Kiedy jednak trzeba, wyciąga miecz i wycina przeciwników. Potrafi być bezwzględny - mówi jeden z lokalnych działaczy partii.

Jego zdaniem swoją "bezwzględność" Ryszard Terlecki pokazał w czasie wyborów samorządowych w 2010 roku. Choć nie rządził wtedy formalnie krakowskim PiS, to ułożył listy do Rady Miasta Krakowa. - Chciał usunąć z listy jednego polityka związanego ze Zbigniewem Wassermannem. I przekonał do tego Jarosława Kaczyńskiego - mówi działacz PiS.

Według niego Ryszard Terlecki ma złe relacje z posłem Andrzejem Dudą, który od niedawna jest ogólnopolskim rzecznikiem PiS. Obaj panowie są liderami krakowskich struktur, ale się nie lubią. Ryszard Terlecki trzyma się blisko radykalnego środowiska "Gazety Polskiej", natomiast Andrzej Duda jest politykiem centrowym. - Otwartego konfliktu między nimi nie ma, bo Andrzej jest człowiekiem ugodowym i często ustępuje - twierdzi polityk PiS.

Andrzej Adamczyk, szef krakowskiego okręgu PiS (w jego skład wchodzi Kraków, gminy podkrakowskie, Miechów) uważa jednak, że podziału na dwie frakcje - Dudy i Terleckiego - w krakowskich strukturach nie ma. - Obaj działają na innych płaszczyznach - mówi poseł Adamczyk.

Andrzej Duda ma być twarzą partii i przyszłym ministrem sprawiedliwości. - Ryszard Terlecki koncentruje się na sprawach programowych, należy do tych, którzy tworzą zaplecze eksperckie - tłumaczy Andrzej Adamczyk.

Terlecki nie bryluje w mediach, rzadko pokazuje się publicznie. - PiS to duża partia. Nie wszyscy mogą być w pierwszym szeregu - mówi.

Należy do ścisłego kierownictwa partii, czyli komitetu politycznego PiS, w skład którego wchodzi 31 osób. Z Małopolski zasiadają w nim jeszcze Beata Szydło oraz Wiesław Janczyk, poseł z Limanowej.

W PiS nie jest od samego początku. Trafił do partii w okresie, kiedy Jarosławowi Kaczyńskiemu zależało na przyciągnięciu do siebie środowiska naukowego. Z tego "uniwersyteckiego" zaciągu jest także prof. Ryszard Legutko oraz dr hab. Krzysztof Szczerski.

Z Jarosławem Kaczyńskim poznał się ponad 20 lat temu. Pierwszą dłuższą rozmowę odbyli, kiedy zawiązywało się Porozumienie Centrum. Terlecki był wtedy wicenaczelnym "Czasu Krakowskiego".

- Byliśmy za przyspieszeniem zmian. Chodziło przede wszystkim o likwidację "bezpieki", postawienie przed sądem zbrodniarzy i przestępców komunistycznych, zmiany w wojsku, zatrzymanie złodziejskiej reprywatyzacji. Nie różniliśmy się z Jarosławem Kaczyński politycznie, tylko organizacyjnie - wspomina Terlecki. Wtedy nie zdecydował się wstąpić do PC. Związał się z Partią Chrześcijańskich Demokratów.
Jego drogi z Jarosławem Kaczyńskim zeszły się w 2006 r., kiedy przyjął od niego propozycję kandydowania na prezydenta Krakowa. - Jechałem samochodem z Kielc, gdzie mieliśmy delegaturę IPN i zadzwonił Jarosław Kaczyński, który wtedy był jako premier z wizytą w Stanach Zjednoczonych. Zapytał, czy się zgodzę kandydować na prezydenta Krakowa. Zgodziłem się - opowiada Terlecki.

Wtedy jednak formalnie nie wstąpił do PiS, ponieważ był dyrektorem krakowskiego oddziału IPN. Członkiem partii został dopiero jako poseł.

W walce o fotel prezydenta wierzył w wygraną, choć teraz przyznaje, że było mało czasu na kampanię. Przegrał z prof. Jackiem Majchrowskim. Podczas kampanii dziennikarze wyciągnęli fakty z jego młodości. Był hipisem znanym jako "Pies", miał romans z Korą, później liderką rockowego zespołu Maanam.

Tak wspomina związek z Korą: - Ona była piękną dziewczyną. Byliśmy parą około roku. Wtedy jeszcze nie była wokalistką. Później oczywiście słuchałem jej piosenek.

Kora Jackowska w swojej autobiografii ujawniła, że nie wspomina go najlepiej. Napisała, że ich związek miał charakter sadomasochistyczny. - Był tam fragment, który został chyba źle zrozumiany przez media, że dominowałem nad nią. To było oczywiste, bo byłem starszy. Nie było natomiast nigdy żadnych elementów sadomasochistycznych. Mówienie o tym, to kompletne nieporozumienie - podkreśla Terlecki.

Zaprzecza również wyznaniom Kory, że razem wąchali klej. Wspomina, że kiedy zdawał maturę i dostawał się na studia, w jego życiu pojawili się hipisi.

-To było zderzenie z rzeczywistością dyktatury, w której mieliśmy poczucie klatki. Równocześnie w tle była polityka. Zostałem prewencyjnie aresztowany za udział w protestach stu- denckich. Bardzo szybko polityka od ruchu hipisowskiego mnie odseparowała - wspomina prof. Terlecki.

Teraz z perspektywy czasu o hipisowaniu mówi: "dziecinada". - Wtedy to nie było takie groźne, jak się wydawało. Niestety ruch hipisowski otworzył drogę do Europy narkotykom. Miałem szczęście, bo narkotyki przyszły do Polski, kiedy nie byłem już hipisem - wyjaśnia obecny polityk. Mówi, że nie ma pojęcia, czy jego młodzieńcza przeszłość mogła się odbić na politycznej karierze. - Prezes Kaczyński czasem żartuje odnosząc się do mojej przeszłości hipisowskiej. Ale to są raczej żarty życzliwe - zaznacza.

Teraz nie zgodziłby się na ponowne kandydowanie na prezydenta Krakowa. - Mam swoje zajęcia, są młodsi, a do tego trzeba mieć dużo siły, energii. Tej dynamiki brakuje w Krakowie. To jeden z najważniejszych ośrodków w Polsce, a jego rola maleje z roku na rok. To jest wina władz, które nie mają żadnego pomysłu na rozwój miasta - uważa Terlecki. Podkreśla, że dobrym kandydatem na prezydenta Krakowa z PiS jest Andrzej Duda. Dodaje jednak, że mógłby też zostać ministrem, podobnie jak inny poseł PiS Andrzej Adamczyk.

Wierzy w wygraną PiS w kolejnych wyborach, ale nie liczy na to, że przypadnie mu jakieś wysokie stanowisko. Woli pozostać ekspertem doradzającym z drugiego szeregu. - Mam co robić w życiu. Jestem za tym, aby młodzi ludzie pracowali w rządzie - zaznacza. Z wykształcenia jest historykiem. Teraz kończy pisać książkę, w której popularnie opowiada historię PRL-u.
Kojarzony jest z osobami, które podejrzewają, że katastrofa smoleńska to był zamach. - Bardziej prawdopodobna jest zewnętrzna ingerencja w to, co się tam stało, niż tylko przypadek. Tak podpowiada mi moja intuicja historyka, ale nie wiedza - mówi Terlecki.

Z młodości do dziś pozostała mu sympatia do zespołu The Rolling Stones. - Kiedy jadę autem, to ich słucham. Lubię ten zespół, bo bardzo trafia do mnie ich muzyka. Drugim powodem jest Mick Jagger. Jest o sześć lat starszy ode mnie. Cieszy mnie, jak widzę jego rewelacyjną formę na koncertach. Myślę sobie, że może jeszcze wiele być także i przede mną - mówi Terlecki.

Przyjaźni się z prof. Ryszardem Legutką, europosłem PiS. - Znamy się od czasów szkolnych. Chodziliśmy razem do VIII LO w Krakowie. Byliśmy wtedy redaktorami niezależnego pisma - mówi prof. Ryszard Legutko. - Prywatnie jest osobą bardzo dowcipną, atrakcyjną towarzysko - dodaje.

Choć Ryszard Terlecki jest zaufanym człowiekiem Jarosława Kaczyńskiego, to nie cieszy się popularnością wśród szeregowych działaczy w Krakowie. Wybory na szefa struktur miejskich wygrał różnicą zaledwie kilku głosów z nikomu nieznanym nowohuckim radnym Edwardem Porębskim.

Zdaniem przeciwników Ryszard Terlecki nie jest zbyt zainteresowany wzmacnianiem krakowskiego PiS. - Nie ma swojego pomysłu na przyciągnięcie elektoratu. Jego to zupełnie nie interesuje - mówi polityk PiS.

Według niego Terlecki żyje przeszłością. - On jest nadal w latach 70., w czasach walki z komuną. Dla niego ten okres się nie skończył - uważa krytyk Terleckiego.

krakow@dziennik.krakow.pl

MAŁOPOLSCY MISTRZOWIE DRUGIEGO PLANU

Nie zawsze są powszechnie znani, ale ich rady i opinie często mają bardzo duży wpływ na decyzje tych, którzy sprawują realną władzę.

Kontynuujemy cykl prezentacji mistrzów drugiego planu, spróbujemy wyciągnąć ich z cienia, przypomnimy wydarzenia, które mogli wykreować.

Dziś sylwetka prof. Ryszarda Terleckiego, który rządzi krakowskim PiS. Kolejny mistrz drugiego planu - za tydzień.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
na co

ty chłopie liczysz?

W
WARSZAWIAK

Ot. jak mówi mój kolega, problem PIS-u.
Osoby, członkowie projektu STO, Kongresu Liberalnego, przeciwnicy kościoła, są liderami tej partii. Ot tyle i aż tyle. Pewne góry rządzą nie tylko w Krakowie.
Jestem przekonany, że Prezes się opamięta.

Dodaj ogłoszenie