Czy minister Piotr Gliński dobije targu z Adamem Czartoryskim?

Łukasz Gazur
Wykupienie zbiorów może być szansą na dokończenie remontu przy ul. św. Jana. Na ten cel potrzeba 30 mln zł
Wykupienie zbiorów może być szansą na dokończenie remontu przy ul. św. Jana. Na ten cel potrzeba 30 mln zł fot. Andrzej Banaś
Muzealnictwo. Według naszych nieoficjalnych informacji Ministerstwo Kultury chce wykupić zbiory Czartoryskich. W grę wchodzi suma od 500 mln zł do 1 mld zł.

Poufne rozmowy między Adamem Karolem Czartoryskim a Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie tej transakcji mają się toczyć już od kilku miesięcy.

PRZECZYTAJ KOMENTARZ AUTORA: Dwóch się bije, minister korzysta

30 czerwca resort skierował do dziedzica rodu Czartoryskich list z sugestią, iż możliwe jest wykupienie przez skarb państwa całości słynnej kolekcji, w której znajduje się m.in. „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci, czyli najcenniejszy obraz w Polsce, a także tysiące innych dzieł sztuki i pamiątek narodowych. Według naszej wiedzy suma, jaką ministerstwo gotowe jest wyłożyć za zbiory, waha się między 500 milionami a miliardem złotych. Uzgodniona cena ma być przekazywana w wieloletnich ratach.

Wielu historyków sztuki już od lat postulowało wykupienie zbiorów Czartoryskich przez państwo. Najintensywniej od 2010 roku, kiedy Fundacja Czartoryskich, która formalnie jest właścicielem zbiorów, zdecydowała się zamknąć Muzeum Czartoryskich przy ul. Pijarskiej w Krakowie i przeprowadzić w nim remont. Zbiory zostały wtedy w większości przewiezione do kilku miast w Polsce (od Szczecina, przez Toruń, po Puławy). Fundacja remont rozpoczęła, ale nie potrafiła go dokończyć. Problemem okazywał się brak pieniędzy. Z tego też powodu nie udał się dotąd zamysł uczynienia z Muzeum Czartoryskich placówki prywatnej.

Po II wojnie światowej cennymi zbiorami, które nigdy nie zostały znacjonalizowane, opiekowało się krakowskie Muzeum Czartoryskich. Adam Karol Czartoryski, dziedzic rodu, odzyskał nad nimi kontrolę po przełomie w 1989 roku. Nie mógł ich utrzymać za własne pieniądze ani z powodów prawnych wywieźć za granicę. Po rozmowach z rządem w 1991 r. ustanowił Fundację Czartoryskich, która stała się formalnie właścicielem zbiorów.

Praktycznie pozostawały one pod finansowaną z budżetu państwa opieką Muzeum Narodowego w Krakowie. Fundator zachował jednak dla siebie decydujący głos w sprawie obsady wszystkich istotnych stanowisk w fundacji. Niejasny status prawny zbiorów powodował liczne konflikty między fundatorem i fundacją a Muzeum Narodowym, m.in. na tle podróży „Damy z gronostajem” do innych krajów. Sprzeciwiali się konserwatorzy zabytków, a forsowała je fundacja, która czerpała z nich korzyści finansowe.

Dla wielu muzealników jedynym sposobem rozwiązania tego problemu stało się wykupienie zbiorów. - To wiadomość rewelacyjna. Chodzi o zbiór o wielkiej wartości narodowej. Dobrze, że państwo chce się nim zająć - tak zareagowała na wieść o negocjacjach Zofia Gołubiew, była wieloletnia dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

Ministerstwo Kultury od kilku miesięcy nie odpowiada na nasze pytania w sprawie negocjacji o wykupienie zbiorów. Szef resortu prof. Piotr Gliński powiedział nam w połowie lipca, że w ciągu pół roku „sprawa zamkniętego na razie Muzeum Czartoryskich zostanie rozwiązana”. Nie chciał jednak ujawnić planów ministerstwa.

To może być kolejny zwrot akcji w historii zbiorów Czartoryskich. Chodzi o nieoficjalne informacje, że Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zamierza wykupić kolekcję, w której znajdują się m.in. „Dama z gronostajem”, arcydzieło Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta. Cena - według różnych źródeł - ma oscylować pomiędzy 500 mln zł a 1 mld zł. Tymczasem sama wartość ubezpieczeniowa dzieła Leonarda da Vinci, najcenniejszego obrazu znajdującego się w polskich zbiorach, to kwota ok. 1,3 mld zł. Ale to cena umowna. - Każda suma, jaka padłaby w wypadku takiego dzieła, byłaby uzasadniona. Ceny ustala się bowiem w oparciu o rynkowe doświadczenia, a w obiegu nie ma dzieł Leonarda tej klasy - tłumaczy Leszek Wąs ze Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich.

Spory w rodzinie

Plotki o negocjacjach w sprawie sprzedaży było słychać już w wakacje. Podobnie jak te o sporze wewnątrz fundacji. Bo o ile fundator, czyli Adam Karol Czartoryski, negocjacje prowadzi, o tyle zarząd fundacji - jest im przeciwny. Co więcej, zgodnie z zapisami statutu to właśnie fundacja (a nie fundator) są właścicielami całej kolekcji. Tak postanowił Adam Karol Czartoryski w 1991 roku, gdy zbiory zostały mu zwrócone. Wcześniej znajdowały się „w zarządzie” państwa, a opiekę nad nimi sprawowało Muzeum Narodowe w Krakowie. To jego oddziałem od 1950 roku były zbiory Czartoryskich. I nic się nie zmieniło po powołaniu do życia fundacji. - Skoro my jesteśmy właścicielami kolekcji to dlaczego rozmowy toczą się poza nami? - pyta Marian Wolski, prezes zarządu Fundacji Czartoryskich.

Niewykluczone - jak twierdzą prawnicy - że sprawa rozstrzygnąć się może podczas obrad Rady Fundacji (wktórej zasiada dożywotnio fundator, a także osoby przez niego powołane). Ten organ może zmienić statut, przez co np. zbiory nie będą stanowiły „nierozerwalnej całości” albo zmieniony zostanie ich charakter. Prawnik Michał Krok zaznacza, że takie zmiany są możliwe, o ile spełnione będą odpowiednie warunki, czyli m.in. nowe zapisy zostaną zaakceptowane przez sąd rejestrowy.

Co więcej, rada może też odwołać zarząd fundacji.

Dzieła za węgiel

Co ciekawe, pomysł wykupienia zbiorów pojawiał się w przeszłości wielokrotnie. Wystarczy wspomnieć, że w 1986 r. prof. Zdzisław Żygulski proponował, by państwo przejęło kolekcję, a rodzinie Czartoryskich wypłaciło odszkodowanie. W rozmowach z Adamem Karolem księciem Czartoryskim pośredniczył Andrzej Ciechanowiecki, znany kolekcjoner, a także znawca dawnej sztuki, a Polskę reprezentował m.in. Tadeusz Chruścicki, nieżyjący już dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Umowa w końcu została sporządzona: chodziło o 6 mln dolarów, kwotę stosunkowo niewielką. Ale ministerstwo zaproponowało, by tę sumę wypłacić w... węglu.

Potem do pomysłu powracano w latach 90., ale już bez konkretnych ustaleń. W międzyczasie - po upadku komunizmu - rodzina Czartoryskich przejęła zbory i utworzyła fundację.

Pojawiały się też inne pomysły niż wykupienie. Chodziło m.in. o propozycję leasingu, którą zgłaszała poprzednia dyrekcja Muzeum Narodowego w Krakowie.

Razem czy osobno

Warto zaznaczyć, że od 2010 roku w budynkach przy ul. św. Jana w Krakowie, gdzie dotąd mieściły się cenne zbiory, trwa remont. Na jego dokończenie potrzeba ok. 30 mln zł. Dotąd kolejni ministrowie obiecywali, że pieniądze dadzą, gdy uzgodniona zostanie umowa i statut nowego muzeum. Mowa o nowej instytucji, prowadzonej wspólnie przez ministerstwo kultury i fundację Muzeum Czartoryskich. Kolejne zarządy fundacji zabiegały o oddzielenie zbiorów od Muzeum Narodowego w Krakowie i stworzenie oddzielnej placówki. Miała ona powstać w 2013 roku.Wszystko jednak wskazuje na to, że sytuacja się zmieniła. - To świetna wiadomość. Będzie to szansa na szybkie dokończenie remontu Muzeum Czartoryskich i udostępnienie tych cennych zbiorów w miejscu ich stałego eksponowania - zaznacza Zofia Gołubiew, historyczka sztuki i wieloletnia dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

- Jeśli te informacje się potwierdzą, będzie to najlepsza wiadomość w dziedzinie muzealnictwa i historii sztuki w tym roku - zaznacza Joanna Daranowska-Łukaszewska ze Stowarzyszenia Historyków Sztuki. - Trzeba pamiętać, o jakiej rangi zbiorach mówimy. Do Muzeum Czartoryskich przed wojną Polacy mieli wstęp wolny, bo to były przecież pamiątki narodowe. Z tą myślą tworzyła tę kolekcję Izabela Czartoryska - dodaje.

Trudne relacje

Warto przypomnieć, że na przestrzeni lat Fundacja Czartoryskich wielokrotnie toczyła boje z Muzeum Narodowym w Krakowie.

Jeden z najgłośniejszych sporów, jakie toczyły się ostatnio, dotyczył częstych podróży „Damy z gronostajem”, które oprotestowywali muzealnicy i konserwatorzy. Z kolei zarząd fundacji podkreślał, że arcydzieło Leonarda da Vinci podróżuje, by zarabiać na dokończenie remontu muzeum.

Konflikty wybuchały też w kwestii czynszu, które płaciło Muzeum Narodowe w Krakowie Fundacji Czartoryskich. Chodzi o opłaty za sale w budynkach przy ul. św. Jana w Krakowie - tych, w których wcześniej przechowywane, konserwowane i prezentowane były (od 1878 r.) zbiory gromadzone przez księżnę Izabelę oraz jej wnuka, księcia Władysława Czartoryskiego.

Czynsz, jaki dotychczas płaciło fundacji Muzeum Narodowe w Krakowie (którego oddziałem od 1950 roku były Zbiory Czartoryskich i które korzystało z jej budynków przy św. Jana) wynosił 70 tys. zł miesięcznie. Problem w tym, że MNK musiało ponosić te opłaty nawet w czasie remontu, gdy ze wspomnianych sal nie korzystało.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Panie Redaktorze jest pan do tyłu!! pani Gołubiew przestała być dyr. Muzeum MN rok temu !!! to jest ostatnia osoba , którą trzeba pytać !!! to żadna "rewelacyjna wiadomość" - pyta pan niewłaściwych ludzi !

Dodaj ogłoszenie