Czyje śmieci?

Redakcja
Między Brzeskiem a Szczepanowem rozciąga się tzw. las szczepanowski. Pewna jego część jest własnością parafii Bożego Miłosierdzia w Brzesku. Mocno zdziwiony był ksiądz Józef Mularz, kiedy odwiedził las w miniony czwartek. Przeraziła go sterta nieudolnie zamaskowanych śmieci, które ktoś po prostu podrzucił. Sprawą zajmuje się brzeska policja - z naszego wywiadu wynika, że sprawcą może być firma, która nie tak dawno wygrała przetarg na dwuletnie utrzymywanie zieleni miejskiej w gminie Brzesko.

GMINA BRZESKO. Na tropie nielegalnego wysypiska

   - Międzynarodowy Dzień Ziemi obchodzony jest co roku 22 kwietnia. W tym dniu ludzie kochają przyrodę oraz przywiązują szczególną uwagę do tego, aby Ziemia była zadbana. Tradycją już od wielu lat było, aby uczniowie wraz ze swymi opiekunami wychodzili w ten piękny kwietniowy dzień ze szkoły i sprzątali naszą Ziemię z odpadków, które my wszyscy wyrzucamy - _tak rok temu pisał pełen dziecięcej naiwności Marcin Kisielewski w gazetce "Nasze Sprawy" Publicznego Gimnazjum w Pogórskiej Woli (II miejsce w ogólnopolskim konkursie gazetek szkolnych). Gdyby w tym roku zjawił się z okazji Dnia Ziemi w lesie szczepanowskim, zapewne mocno zastanawiałby się nad tym, o co naprawdę tym dorosłym chodzi? Wszystkie ślady wskazują na to, że sprawcą utworzenia nielegalnego wysypiska śmieci jest firma B., która dopiero co podpisała z gminą Brzesko umowę na utrzymywanie zieleni miejskiej przez dwa najbliższe lata.
    Firma B. wygrała przetarg ku wielkiemu zdziwieniu wielu osób - w pokonanym polu pozostawiła przecież będące w gestii władz gminy Brzeskie Zakłady Komunalne. Na pewno decydująca była tutaj cena zaoferowana przez B., jednak nie brakowało sceptyków, którzy powątpiewali, czy zwycięzca przetargu w należyty sposób będzie wywiązywać się z powierzonego mu zlecenia. Oto, co udało nam się ustalić w sprawie porzuconych w lesie szczepanowskim śmieci.
Dokąd pojechał uaz?
   W czwartek pracownicy firmy B. jak zwykle przystąpili do sprzątania Ogródka Jordanowskiego. Zbierane przez nich śmieci znikały raz po raz w ustawionym obok Ogródka kontenerze umieszczonym na przyczepce przymocowanej do uaza. Wkrótce potem zebrano jeszcze odpady z brzeskich "Plantów" i samochód wyruszył w nieznanym kierunku. Śmieci na pewno nie trafiły na gminne wysypisko śmieci w Jadownikach - brak w dokumentacji jakiegokolwiek wpisu na ten temat. Nie trafiły na pewno do żadnego z dużych pojemników usytuowanych na terenie miasta. Są świadkowie, którzy widzieli pojazd firmy B. zmierzający w kierunku Szczepanowa. Po jakimś czasie samochód widziano w okolicy wiaduktu kolejowego położonego nieopodal ośrodka jazdy konnej "Pasja". Kierowca miał kłopoty ze zmieszczeniem się pod mostem, dlatego usunął z dachu "koguta". Już wtedy można było się poważnie zastanawiać, dokąd zmierza samochód przeznaczony do wywozu śmieci, skoro ta droga nie prowadzi do żadnego oficjalnego składowiska odpadów.
   Kilka godzin później osoby spacerujące po lesie trafiły na stertę odpadów komunalnych pozostawioną w miejscu na pewno nie przeznaczonym do tego celu. Zdawał sobie chyba z tego sprawę osobnik porzucający te śmieci, skoro próbował zamaskować stertę gałęziami drzew. Wśród odpadów typowo organicznych nie brakowało butelek, potłuczonego szkła, puszek po napojach itp. Trafił tam nawet gruz widziany wcześniej na jednej z remontowanych niedawno ulic Brzeska, na których utrzymanie porządku należy również do B. Stąd podejrzenie, że to właśnie pracownicy tej firmy są winni wykroczenia - tak ów czyn kwalifikowany jest przez przepisy prawa. Zmierzający w tym kierunku samochód również jest okolicznością obciążającą B.
   Na miejsce zostali wezwani przedstawiciele Nadleśnictwa, którzy z ulgą stwierdzili, iż śmieci trafiły na teren niebędący w ich gestii. Z podziwem wyrazili się na temat znajomości zagadnienia przez osobę, która śmieci podrzuciła. Porzucenie odpadów w lesie państwowym jest niedopuszczalne. W lesie prywatnym taki "numer" przejdzie, jeśli zgodzi się na to właściciel. Ale i on prędzej czy później zostanie zmuszony do usunięcia śmieci z uwagi na ochronę środowiska. Bardzo szybko ustalono, że jest to las księdza Mularza, a właściwie parafii Bożego Miłosierdzia, którą ten znany w Brzesku duszpasterz zawiaduje. Wezwany przez służby porządkowe był bardzo zdziwiony tym, co zastał. Nie wyraził na coś takiego żadnej zgody, toteż ostatecznie sprawą zajęła się policja po otrzymaniu oficjalnego zawiadomienia. Zawiadomienie złożył ksiądz.
Ślady prowadzą do B.
   **
- Istotnie prowadzimy w tej sprawie dochodzenie. Trudno na razie mówić o szczegółach, bo postępowanie znajduje się w fazie początkowej - Piotr Wójciak z KP Policji potwierdza, że zdarzenie takie faktycznie miało miejsce. Już teraz sporządzona została dość obszerna lista świadków, którzy w tej sprawie będą przesłuchiwani. Nasz rozmówca zasygnalizował również, że śledztwo jest ukierunkowane na pewnego domniemanego sprawcę. Nie potwierdził, że jest to firma B ani też nie zaprzeczył. Udało nam się dotrzeć do niektórych świadków, którzy przyznali, że podczas wstępnych przesłuchań wskazali, czyj samochód widzieli owego feralnego dnia. Wymieniali nazwę firmy B.
   __Usiłowaliśmy nawiązać kontakt z właścicielem firmy B. Telefon odebrała kobieta. - _Tak, to firma B. Nie ma nikogo z kierownictwa. Jesteśmy podejrzani w jakiejś sprawie? Pierwsze słyszę. Proszę w tej sprawie kontaktować się z mężem - _tyle była w stanie powiedzieć. Kilka godzin później zadzwonił do nas sam zainteresowany. Był zdziwiony, że policja prowadzi jakieś dochodzenie w sprawie, w której jego firma może być podejrzana. Twierdził, że o całej sprawie dowiedział się dzięki naszemu wcześniejszemu telefonowi. Zaprzeczył, jakoby firma B. mogła mieć coś wspólnego z podrzuceniem śmieci.
- Mamy w mieście swój kontener, więc bez sensu byłoby wywożenie odpadów do lasu. To jest raczej niemożliwe, żeby któryś z moich pracowników postąpił w tak nierozważny sposób. Przecież nie działałby chyba na szkodę swojej firmy. _Przy okazji przyznał, że tego dnia nie nadzorował osobiście pracy swoich podwładnych, bo przebywał służbowo poza Brzeskiem. Całą sprawę uważa za kolejny element nagonki prowadzonej przez BZK, które przegrały przetarg na utrzymywanie zieleni miejskiej.
    Śledztwo w toku i - jak zapewniają policjanci - prowadzone jest w dość szybkim tempie. Dlatego o przebiegu wydarzeń w tej sprawie będziemy informować na bieżąco.
    Zofia Sitarz, Waldemar PĄczek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie