Dama sprintu

Redakcja
Wystarczy na nią spojrzeć, porozmawiać przez chwilę, posłuchać, jak spokojnym, stonowanym głosem przywołuje wspomnienia, popatrzeć na jej uśmiech, a z miejsca na skrzydłach wyobraźni można przenieść się w malowniczą scenerię wielkich stadionów, salonów, filmowych gwiazd, arcydzieł sztuki i architektury, a zarazem w zwykły, codzienny świat pełen przeciwności i niespodzianek niesionych przez kaprysy losu.

Barbara Janiszewska-Sobotta

  Barbara Janiszewska-Sobotta, bo to o niej mowa, była brązowa medalistka z igrzysk olimpijskich w Rzymie, mistrzyni Europy, wielokrotna mistrzyni i rekordzistka Polski, czołowa polska sprinterka, która odniosła niewątpliwy sportowy sukces, a w codziennym życiu miewała momenty dalekie od euforii, patrzy w przyszłość z tym samym, charakterystycznym dla siebie optymizmem. A że jest osobą o wyjątkowym uroku, jej optymizm udziela się niebywale szybko, tak szybko jak szybko przez kilkanaście lat przemierzała światowe bieżnie...

W tajemnicy przed mamą

 Na pierwsze treningi zaprowadził ją ojciec w konspiracji przed mamą, która była zawziętą przeciwniczką sportu. W wieku 14 lat wygrała pierwsze zawody - bieg na 500 m. Wtedy to młodą zawodniczką zainteresowali się trenerzy AZS-u Poznań. Pod ich okiem zaczęła robić ogromne postępy. Już po roku treningów wygrała eliminacje przedolimpijskie, lecz na igrzyska do Helsinek nie pojechała, ponieważ uznano, że jest jeszcze za młoda. Ten argument wydał jej się nieco śmieszny, bowiem uważała, że jako osoba młoda pozbawiona jeszcze obciążeń i odpowiedzialności była w stanie osiągnąć zadowalający wynik i nabyć wiele nowych doświadczeń.
 Na kolejne igrzyska olimpijskie w Melbourne w 1956 roku była już w kadrze pewniakiem. Tak wspomina tamten okres: - To był bardzo egzotyczny wyjazd. W Australii przebywałam w sumie sześć tygodni. Zachowałam w pamięci ogromnie ciekawe spotkania z Polonią, dla której rozmowy z naszą ekipą były pierwszym powojennym kontaktem z ojczystym krajem. Można powiedzieć, że przyczyniliśmy się do scalenia tamtejszych środowisk polonijnych, które z początku zastanawiały się, w jaki sposób mają przyjąć gości z komunistycznego kraju...
 Wielkich wyników sportowych w Melbourne, niestety, nie udało jej się osiągnąć. Jedyną zdobyczą było dotarcie do półfinału w sztafecie 4x100 m. Na wielki sukces musiała jeszcze poczekać...

W cztery oczy z Gregorym Peckiem

  Największe triumfy przyszło jej święcić w 1958 roku na mistrzostwach Europy w Sztokholmie, gdzie zdobyła złoty medal w biegu na 200 m i brązowy w sztafecie 4x100 m. Na tej samej imprezie została wybrana miss mistrzostw. Ze Skandynawii wracała więc z podwójnym tytułem - najszybszej i najpiękniejszej. Dwa lata później zawodniczkę już AZS-u Kraków czekało niezwykle ciężkie zadanie powtórzenia znakomitego wyniku na olimpiadzie w Rzymie w 1964 roku, o której opowiada z wielkim sentymentem: - Byłam bardzo dobrze przygotowana. Liczyłam, że w kraju, w którym zawsze czułam się wspaniale, powtórzę swój sukces sprzed dwóch lat. Zostałam zgłoszona do trzech konkurencji: biegu na 80 m przez płotki, biegu na 200 m i do sztafety. W Rzymie bardzo ważną kwestią była aklimatyzacja, trzeba było przyjechać nie dzień przed startem, ale co najmniej tydzień. Na miejscu okazało się, że zaginęło moje zgłoszenie do biegu na 80 m przez płotki. Z tego powodu na swoją koronną konkurencję bieg na 200 m musiałam zbyt długo czekać, co bardzo źle zniosłam. Objawiało się to bezsennością i ogólnym zmęczeniem. Fakt ten zadecydował o tym, że nie udało mi się wywalczyć medalu i ostatecznie zajęłam piąte miejsce. Na osuszenie łez pozostał brązowy medal w sztafecie 4x100 m.
 Z Rzymu przywiozła też jeszcze jedno miłe wspomnienie i... zdjęcie, które do dziś zajmuje honorowe miejsce w jej albumie. Dokładnie pamięta tamto zdarzenie: - Spacerowałam po wiosce olimpijskiej i nagle stanęłam osłupiała. W mężczyźnie przechodzącym obok mnie rozpoznałam Gregory Pecka. Przyznam, że w tym momencie poczułam mocniejsze bicie serca. Nie zastanawiając się, podeszłam do niego, przedstawiłam się i zaczęliśmy rozmowę. Staliśmy przez chwilę sami pod wiaduktem i nagle zobaczyłam idącego z aparatem fotograficznym reprezentanta Nowej Zelandii, którego udało mi się przekonać, by utrwalił nasze spotkanie... a później by przysłał mi jeszcze to zdjęcie.
 Na kolejnych mistrzostwach Europy, które odbyły się w 1962 roku w Belgradzie w biegu na 200 m była trzecia, natomiast w sztafecie wywalczyła medal złoty. Swój wynik zamierzała powtórzyć, a nawet poprawić za dwa lata na swych trzecich igrzyskach, tym razem w Tokio. Niestety, w realizacji planów przeszkodziła jej bardzo ciężka kontuzja - zerwanie ścięgna Achillesa, którą odniosła zaledwie na kilka miesięcy przed wyjazdem do Krainy Kwitnącej Wiśni. Na igrzyska ostatecznie pojechała, startując jedynie w biegu na 200 m, w którym zajęła szóstą lokatę. Ogromnym zawodem było dla niej niezakwalifikowanie się z powodu kontuzji do sztafety, która wywalczyła złoty medal. Po igrzyskach podjęła decyzję o definitywnym zakończeniu sportowej kariery, w trakcie której, przez z górą dziesięć lat, utrzymywała się w ścisłej sprinterskiej czołówce.

Życiowe wiraże i wyjście na prostą

 Po odłożeniu butów z kolcami na półkę nie ciągnęło ją jakoś na bieżnię. Postanowiła wyjechać, najpierw do Włoch, później Francji, gdzie pracowała między innymi w trakcie zimowych igrzysk w Grenoble jako tłumacz. Po powrocie do kraju postawiła na naukę. Była już absolwentką historii sztuki, którą ukończyła na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zdecydowała się również na studia w krakowskiej AWF. W 1973 roku urodziła syna Łukasza, który poza powodami do radości przysparzał również kłopotów, które musiała rozwiązywać sama. Był to dla niej bardzo trudny okres. Nie brakowało w nim chwil przygnębienia, związanych głównie z brakiem pracy. Dziś z Łukasza jest dumna. Poszedł w ślady swego ojca i został aktorem. Niedawno zadebiutował w Teatrze Ateneum w sztuce Witolda Gombrowicza pt. "Opętanie". Sama też znalazła swoje miejsce w otoczeniu dzieł sztuki i od kilku miesięcy pracuje w jednej z galerii w Rynku Głównym w Krakowie. Bardzo interesuje się architekturą. Ma swoje ulubione miejsca takie, jak Florencja czy Asyż, których pięknem godzinami mogłaby karmić swe oczy.
 Ze sportem nie straciła całkowitego kontaktu. Uczestniczy w spotkaniach reaktywowanego Klubu Olimpijczyka, Klubu Seniora AZS, często także kibicuje polskim sportowcom. Ma też swoje zdanie na temat aktualnej kondycji polskiej lekkoatletyki i jej przyszłości: - U młodzieży dostrzegam coraz mniejsze zainteresowanie sportem. Brakuje nam imprez masowych. Ja zaczynałam od biegów narodowych, w których startowało tysiące ludzi. Jest jeszcze inny problem - wygląd naszych stadionów. Gdzie nasza młodzież ma trenować? Uważam, że trzeba znaleźć środki i postawić na szkolenie młodzieży od podstaw, wyszukiwać talenty w małych ośrodkach; kiedyś wielu przyszłych mistrzów wychowywało się w LZS-ach...
 Zastanawia się też, czy zachęcałaby młode dziewczyny do wyczynowego sportu: - Sport uprawiany dla zdrowia, jak najbardziej. Natomiast wyczynowo... W dzisiejszym sporcie pojawiło się ogromne zagrożenie, jakim jest doping, który z lepszym lub gorszym skutkiem jest właściwie powszechnie stosowany. Poza tym w dzisiejszych czasach młodzi ludzie mają ogromne możliwości robienia wspaniałej kariery. Jeżeli ktoś jest pracowity, zna obce języki, to naprawdę może dużo dalej zajść aniżeli poprzez sport. A trzeba pamiętać, że sport wyczynowy to zajęcie tylko na pewien okres często przerywane kontuzjami, a dalsze życie trzeba przecież w jakiś rozsądny sposób wypełnić. W ten wielki sport powinni bawić się tylko ci najlepsi, ci obdarzeni fenomenalnymi zdolnościami i sercem do treningu, których talentu nie można zmarnować.
 Takich z sercem i talentem, którzy mogliby ją zastąpić na bieżni, wciąż wypatruje. Co ciekawe, do dziś nie może doczekać się pobicia swych rekordów okręgu w biegu na 100 i 200 m, które należą do niej już przeszło 35 lat.

PIOTR TYMCZAK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie