Dokąd karetka ta jedzie (2)

Redakcja
Niektórzy pacjenci z zawałem serca i udarem mózgu zamiast do specjalistycznych placówek transportowani są najpierw do SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy), a dopiero potem (czasem tą samą karetką) do miejsca, gdzie można udzielić im rzeczowej pomocy.

Andrzej Kaczmarczyk, Mateusz Paulo*

Ten kombinowany transport, trwający nawet do 4 godzin, skutkuje kalectwem pacjenta, a czasem jego śmiercią. Taką sytuację opisała niedawno "Gazeta Wyborcza". Redakcja naszego portalu przeczytała te teksty z zadziwieniem, gdyż już rok temu dokładnie opisaliśmy owe wady transportu medycznego w artykule: "Dokąd karetka ta jedzie".

Nie powstały standardy

Minął rok i nic się nie zmieniło. Jedną z przyczyn zamieszania są niejasne uregulowania zawarte w Ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym. W artykule 44. jest bowiem napisane czarno na białym, że każdego pacjenta należy zawieźć zawsze bezpośrednio do najbliższego SOR lub też do szpitala wskazanego przez dyspozytora medycznego. Natomiast art. 45. stwierdza, że jeśli stan pacjenta jest na tyle poważny, że w SOR nie otrzyma niezbędnej pomocy, to trzeba go zabrać bezpośrednio do jednostki wyspecjalizowanej w udzielaniu pomocy adekwatnej do schorzenia. O tym, czy stan jest wystarczająco poważny, aby jechać do szpitala specjalistycznego, czy też wystarczy zawieźć chorego do SOR, należy zadecydować w oparciu o standardy postępowania, o których mowa w art. 43 wspomnianej ustawy. Problem w tym, że takie standardy do dziś nie powstały, choć ustawa pochodzi z 2006 roku i nawet była już nowelizowana. Przy braku standardów jedynie z lekarz będący na miejscu zdarzenia może zdecydować o transporcie pacjenta wprost do szpitala specjalistycznego. Tu jednak mamy nowy problem. Blisko 2/3 karetek to tzw. zespoły podstawowe, w których jeżdżą tylko ratownicy medyczni, a oni, w myśl ustawy, mogą podjąć decyzję jedynie w oparciu o ciągle nieistniejące standardy.

O brakujące standardy postępowania, o których mówi art. 43 Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym pytaliśmy w Ministerstwie Zdrowia już rok temu.

- Obecnie trwają prace nad nowelizacją ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (DZ. U. Nr 191, poz. 1410, z późn. zm.). Projekt nowelizacji został przygotowany przez zespół powołany przez ministra zdrowia. W trakcie prac zostały zaproponowane zmiany w art. 43 ust. 1 ustawy dotyczącym standardów postępowania, jak również szereg innych zmian mogących mieć wpływ na te standardy. W tej sytuacji opracowanie i wydanie obwieszczenia w przedmiotowej kwestii będzie możliwe po wprowadzeniu stosownych zmian w ustawie - brzmiała odpowiedź Jakuba Gołąba, ówczesnego rzecznika prasowego Ministerstwa Zdrowia. Minął rok, zmienił się rzecznik prasowy, nie zmienił się natomiast minister i nie zmieniła się sytuacja w kwestii standardów postępowania. Wysłaliśmy więc kolejne pytanie do Ministerstwa Zdrowia i czekamy na odpowiedź...

Gorzej i drożej

Chory system transportu chorego z zawałem ma się więc dobrze. Tylko chory ma się gorzej. Kluczowe dla skutecznego leczenia zawałów serca jest pierwsze 90 do 120 minut od pierwszych objawów. Potem trwałe zmiany w organizmie są większe. Zwiększa się także ryzyko śmierci. Ponieważ wielu pacjentów powiadamia pogotowie z opóźnieniem, dotrzymanie tego krótkiego terminu i tak bywa trudne, ale nonsensowny transport w pełni to uniemożliwia.
Dodatkowy problem to niecelowo wydane pieniądze i dezorganizacja. We wszystkich województwach, choć nie we wszystkich karetkach, korzysta się już z telemedycyny ratunkowej. Z karetki do lekarza specjalisty w pracowni hemodynamicznej można przesłać drogą radiową wyniki EKG. Zespół bez lekarza może on-line uzyskać opinie i decyzję lekarza - dokąd jechać. Wydano na ten cel - i słusznie - sporo pieniędzy, ale nie potrafimy tego spożytkować i zawałowcy dalej trafiają do SOR.

Działalność oddziałów ratunkowych jest opłacana ryczałtem, więc dodatkowy pacjent nie musi generować dodatkowych kosztów. Jednak udzielanie pomocy jednemu pacjentowi oznacza opóźnienie pomocy dla innego pacjenta. Sytuacja staje się szczególna, gdy owo udzielanie pomocy sprowadza się do stwierdzenia, że skutecznej pomocy może udzielić jedynie ktoś inny. Po tym odkryciu następuje transport z SOR do szpitala ze specjalistycznym oddziałem. O ile pierwszy transport pacjenta jest zapłacony ryczałtem, o tyle ten drugi, już na zlecenie szpitala, opłacany jest osobno. Stąd oskarżenia, że pogotowie świadomie wiezie wszystkich do SOR, bo to mu się opłaca. Tak czy inaczej, mamy niebezpiecznie gorszą usługę za większe pieniądze.

Pytania - niestety - retoryczne

Mamy więc ponad 100 pracowni hemodynamicznych w każdej chwili gotowych ratować zawałowców. Według specjalistów jest to liczba wystarczająca. Mamy też wsparcie w postaci szybko rozwijającej się telemedycyny ratunkowej. Niestety, mamy też zasady finansowania transportu, które prowokują pogotowie, by woziło pacjentów nie tam, gdzie otrzymają pomoc i ustawę bez rozporządzeń, która to umożliwia, a nawet zobowiązuje. Niektórzy próbują jednak coś naprawić. Po koniec ubiegłego roku wojewodowie śląski i małopolski wystosowali zalecenia dla pogotowia ratunkowego, w których piszą, że w przypadku podejrzenia zawału serca pacjenci winni być transportowani bezpośrednio do szpitala, w którym znajduje się wolny oddział kardiologii inwazyjnej. W obydwu województwach widoczne są już ponoć pierwsze efekty wprowadzenia zaleceń, choć chyba jeszcze za wcześnie, aby można się było pochwalić jakimiś wiarygodnymi danymi.

Te lokalne próby naprawy nie zmieniają wszelako faktu, że od prawie czterech lat pozostają aktualne retoryczne pytania. Ile jeszcze trzeba czasu, by poprawić w ustawie jeden artykuł? Ile jeszcze trzeba czekać, by Ministerstwo Zdrowia ustaliło standardy postępowania? Dlaczego wydajemy pieniądze na inwestycje mogące zwiększyć bezpieczeństwo pacjentów, a potem wydajemy kolejne pieniądze na organizację, która uniemożliwia pożyteczne wykorzystanie tych inwestycji? I wreszcie, czy za rok coś się zmieni, czy też będzie powód do napisania artykułu pt. "Dokąd karetka ta jedzie 3"?

*Autorzy są redaktorami portalu Medycyna Praktyczna (www.mp.pl)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie