Dom rzeźbiarza

Redakcja
W domu tarnowskiego rzeźbiarza Kazimierza Klimkiewicza trudno natknąć się na plastik, ale od progu pachnie drewnem i tuż za nim dostrzegamy pierwszy, jeden z licznych staroświeckich mebli - komodę, z drewna oczywiście.

Otoczony jest sporym ogrodem, ale uwaga właściciela skupiona jest na roślinach, o małej architekturze jeszcze nie myśli

   
   Naprzeciw drzwi wejściowych uwagę przykuwa wielki, przepastny kredens, a z boku, tuż przy schodach, gości witają anioły. Nie postoją tutaj długo, wkrótce zostaną przewiezione do miejsca przeznaczenia - do bocheńskiej świątyni. Ponieważ dom jest miejscem pracy artysty, gotowe rzeźby przekraczają niekiedy granice części mieszkalnej, tworząc... czasową ekspozycję.
   Pracownia zabrała sporą powierzchnię tego domu. Do jej wnętrza można wejść od strony holu i od ogrodu. Pracownia jest nietypowa. Dzięki wysokości - siedem metrów, mocne, dzienne oświetlenie - dwie przeciwległe ściany wypełniają sięgające aż po sufit okna, stwarza wrażenie większej niż jest w rzeczywistości. Przestrzeń wzdłuż jednej ze ścian wypełnia antresola, do której prowadzi spirala lekkich jak piórko schodów. To jest miejsce do kontemplacji, szkicowania czy też ścisłych obliczeń. Tuż obok schodków znajduje się wielki kominek - źródło ciepła, a jednocześnie "pochłaniacz" drewnianych odpadów, które powstają w trakcie rzeźbienia.
   W pracowni panuje idealny porządek - ze sporego drewnianego klocka wyłania się zarys postaci, nad nią, na półce, stoją mniejsze rzeźby, niektóre podzielone ołówkiem na idealnie równie odcinki. Szkice i obliczenia są wskazówkami dla stolarza, który przygotowuje drewno do obróbki. Czasem jest to lipa, materiał lekki, łatwy do obróbki rzeźbiarskiej. - Jeśli rzeźba ma być pokryta polichromią, sięgam po lipę - tłumaczy Klimkiewicz. - Jeśli ma być przybejcowana - po dąb, orzech lub egzotyczne drewno.
   Drewno jest niezastąpione dla wielkich rzeźb, które są lekkie i łatwiej montować je na ścianie czy na konstrukcji budynków. Artysta ozdobił swymi pracami wiele świątyń. Współpracując z prof. Bronisławem Chromym z Krakowa, który zaprojektował ołtarze dla kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbego w Tarnowie i dla kościoła w Niedomicach, wykonał rzeźby. W tarnowskim kościele podziwiać można ołtarz księgę. W części środkowej księgi przedstawiona została symboliczna scena przekazania ojcu Maksymilianowi przez Matkę Bożą dwóch koron, po bokach przypomniano sceny z życia świętego w Japonii, Niepokalanowie, jest też scena z apelu oświęcimskiego.
   Kolejna praca Klimkiewicza to ołtarz zaprojektowany przez ks. Tadeusza Furdynę z Brzeznej koło Nowego Sącza. Od wielu lat sam projektuje i realizuje rzeźby zdobiące ołtarze (kościoły w Wadowicach Górnych, w Koszycach Małych), a po zakończeniu tych prac zwykle podejmuje się wykonania stacji Drogi Krzyżowej. - Sztuka sakralna - uważa - wymaga zdyscyplinowania, nie można pozwolić sobie na rozwiązania wbrew treści, każdy gest coś znaczy. Do każdego tematu trzeba się przygotować, im dłużej to trwa, tym lepiej, bo unika się wielu błędów.
   Sztuka nie może szokować, kościół to miejsce skupienia, modlitwy i temu ma sprzyjać cały wystrój wnętrz. Prace nad projektem trwają czasem długo. Dopracowany w najmniejszych szczegółach projekt musi najpierw uzyskać akceptację twórcy. A wtedy zwykle bywa tak, że inni też akceptują. - Pracując, staram się nie wracać do starych projektów. Oglądanie czegoś, co było - męczy, wolę myśleć o tym, co będzie - podkreśla artysta.
   Od czasu do czasu pojawia się zamówienie na rzeźby ogrodowe, temat nie jest trudny, ale o efekcie można mowić wtedy, gdy figura zostanie idealnie wkomponowana w krajobraz. Ta zasada dopasowania rzeźby do miejsca jest podstawowa i obowiązuje wszędzie.
   Dom rzeźbiarza otoczony jest sporym ogrodem, ale przynajmniej na razie uwaga właściciela skupiona jest na roślinach, o małej architekturze jeszcze nie myśli. Raczej wyposaża wnętrza i sam konserwuje stare szafy, biblioteczki, witryny. W przeciwieństwie do nowego sprzętu, stare meble mają charakter. - Współczesnego producenta - uważa - interesuje łatwość wykonania i transportu, szybki zysk. Rzemieślnik pracował tygodniami nad ornamentem, fryzem, wykonanie każdego detalu wymagało czasu. Dzisiaj produkowanie mebli taką metodą nie byłoby opłacalne. Zresztą, czy warto kopiować? Kazimierz Klimkiewicz - absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie - Wydziału Formy Przemysłowe i Sztuki Wizualne - twierdzi, że nie warto. Lepiej ratować to, co zostało, naprawiać, dorabiać brakujące części. Przyjemnie mieć w domu coś starego - sofę z kompletem krzeseł czy tylko pojedyncze krzesło, lecz oryginalne, obite skórą. Ale dom to nie jest muzeum, więc nie można przesadzać ze starociami.
   Oceniając współczesne, wykonywane przez automaty meble, przyznaje, iż ergonomia jest ich wielką zaletą. Współczesny producent może nie głowi się nad motywem fryzu, ale baczy na to, by sprzęt jak najlepiej spełniał swoją funkcję. W domu rzeźbiarza supernowoczesne moduły mebli, zwłaszcza w kuchni, mają swoje miejsce.
KRZYSZTOFA BIK-JURKOW
Fot. AUTORKA

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie