Dorota Dżugan: Myślę o tym, co zrobić, aby kolejna osoba dostała szansę na lepsze życie

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Dorota z Kacperkiem, jednym z dzieci, któremu pomaga "Licytuje-Pomagam"
Dorota z Kacperkiem, jednym z dzieci, któremu pomaga "Licytuje-Pomagam" Fot. Paweł Dżugan
Kiedy zaangażowała się w pierwszą akcję charytatywną pracowała w korporacji. Z czasem pomaganie innym pochłonęło ją bez reszty. Ze specjalistki od zarządzania stała się specjalistką od pomagania i właśnie założyła fundację. Jej siedzibą jest Wieliczka, ale swoim zasięgiem obejmuje znacznie większy obszar.

WIDEO: Krótki wywiad

Niedawno założyłaś fundację „Licytuje – Pomagam”. Jej zaczątkiem była grupa o tej samej nazwie działająca na Facebooku, która pomogła już wielu osobom. Od czego, albo raczej od kogo zaczęło się Twoje pomaganie innym?
Od Marcela. Mój mąż, zapalony wędkarz i prezes koła PZW Raba organizował, zresztą nie pierwszy już raz charytatywne zawody ,,Wędkarskie Serducho''. Każde z nich mają na celu pomoc jakiejś osobie. Te były dla Marcela. Wtedy poznałam jego rodziców.

Jaki był cel?
Mieliśmy zebrać 140 tys. zł. Wtedy kwota wydawała mi się ogromna, cel nieosiągalny, ale pomyślałam sobie tak: „jak zbierzemy nawet i dwa tysiące złotych, to już przecież pomożemy, o tyle rodzicom będzie łatwiej, bo będą mieli mniej do zebrania”. Nie miałam pojęcia jak się prowadzi licytacje, więc pytałam i czytałam-uczyłam się. Nieraz wstając rano myślałam: „nie mam rzeczy na licytacje. Co zrobię?”, więc pisałam kolejne prośby do ludzi, aby coś wystawili. Odpowiedzieli i przyszedł moment, kiedy licytacji było bardzo dużo, a zbiórki niemalże nie można zatrzymać, bo takiego nabrała rozpędu. Zebraliśmy całą potrzebną kwotę, a nawet z górką.

Po Marcelu szybko pojawili się inni: Kasia, Patryk, Maja…
...Martynka, Przemek, Michał, Franio, a potem Kacperek.

Astronomiczna kwota 8 mln zł, której potrzebował Kacperek nie sprawiła, że odpuściłaś. Na początku byłaś sceptyczna, że to się może udać, ale nie trzeba było długo czekać jak powiedziałaś: „kwota nierealna, ale spróbujemy”. Co sprawiło, że podjęłaś to wyzwanie?
Spotkanie z ludźmi, a dokładnie z rodzicami Kacperka i z nim samym. Założeniem naszej fundacji jest właśnie spotkanie. Do każdego z naszych podopiecznych dotrzeć osobiście, poznać go, nawiązać kontakt, a nawet coś więcej, więź. To osobiste, emocjonalne zaangażowanie to coś co nas wyróżnia wśród innych fundacji.

Nie bałaś się też podjąć zbiórek dla dorosłych…
Bałam…

Ale mimo wszystko podjęłaś się, a wiadomo, że to zadanie trudniejsze niż w przypadku dzieci.
To prawda, historie dzieci zawsze bardziej chwytają za serce. Tak samo jak zawsze bardziej poruszają te, gdzie zagrożone jest życie, od tych, gdzie zbieramy na sprzęt medyczny albo rehabilitacyjny, który ma po prostu ułatwić codzienne funkcjonowanie osobie chorej lub niepełnosprawnej. A takich sytuacji przecież nie brakuje. To właśnie ich jest najwięcej.

Jako fundacja planujecie objąć ich pomocą w jakiś szczególny sposób?
Jako fundacja chcemy pomagać wszystkim. Tym których zagrożone jest życie, zdrowie, los, codzienność. Nie chcemy pozostać obojętni na żadną krzywdę człowieka. Zrobimy co w naszej mocy, żeby móc pomagać jak największej liczbie osób, z pełnym zaangażowaniem.

Próśb na pewno jest bez liku. Media społecznościowe, i nie tylko one pełne są apeli o pomoc…
Często kiedy szukamy za granicą osób do pomocy w zbiórkach słyszę pytania „dlaczego jest aż tyle próśb o pomoc dla chorych z Polski?”, „dlaczego państwo nie pomaga?”. Nie wiem dlaczego tak jest i nawet się nad tym nie zastawiam. Zastanawiam się tylko nad tym jak pomóc, i co zrobić, żeby kolejna osoba mogła dostać szansę na zdrowie, na życie.

Co twoim zdaniem decyduje o tym, że ludzie chętnie przyłączają się do pomocy?
Myślę,że wpływ na to ma ogrom czynników. Praca osób, które się angażują w pomoc i ich relacje z ludźmi, a przy tym dobre serca ludzi, którzy się do nas przyłączają. Trzeba przekonać inne osoby do tego, żeby pomogły, że to ma sens, że to ważne. Istotna jest więź z osobą potrzebującą pomocy, dlatego trzeba na bieżąco informować co u niej słychać, jak się czuje, na jakim etapie jest leczenie. Czuję się zobowiązana do takiego informowania także dlatego, że ludzie czekają na informacje o tym co dzieje się z osobą, której pomogli. Co więcej, myślę, że to ważne także później, kiedy zbiórka się kończy, dlatego na przykład z Mają, dla której już nie prowadzimy licytacji, nadal utrzymujemy kontakt i przekazujemy wieści o niej i od niej i jej rodziców.

Dla kogo będzie kolejna akcja?
Dla Laurki i Igi z gminy Tokarnia. Na Facebooku będą prowadzone licytacje, a na stronie fundacji będzie można dokonywać wpłat. Powinniśmy ruszyć z akcją na początku lutego, dlatego proszę obserwujcie nas, abyśmy wspólnie mogli im pomóc.

***

Fundacja Licytuje – Pomagam Zgłoszenia (podopiecznych, wolontariuszy oraz chętnych, aby przekazać przedmioty lub usługi na licytacje) można wysłać na adres: [email protected]

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
EM

Jak dobrze ,że są Takie osoby. Wielkie brawa i szacunek!

K
KG

Cudowna osoba o ogromnym sercu.

Dodaj ogłoszenie