Fundacje w niełasce. Pomagamy sami.

ANNA AGACIAK, MACIEJ PIETRZYK
FOT. ANNA KACZMARZ, FOT. ARCHIWUM PRYWATNE
FOT. ANNA KACZMARZ, FOT. ARCHIWUM PRYWATNE
W tym roku z 1 procenta podatku Polacy przekazali organizacjom pożytku publicznego rekordowe 480 milionów złotych. W sumie jednak na konta większości fundacji wpłynęły znacznie mniejsze środki niż w poprzednich latach.

FOT. ANNA KACZMARZ, FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

POMOC. Coraz rzadziej wspieramy działania organizacji charytatywnych i kościelnych. Nie szczędzimy za to swoich pieniędzy na bezpośrednią pomoc potrzebującym.

- Ogromna część podatników w praktyce nie przekazuje swojego 1 procenta organizacji, ale potrzebującym pomocy osobom prywatnym, które w danej fundacji założyły tak zwane subkonto - tłumaczy Jadwiga Przewłocka ze Stowarzyszenia Klon/Jawor.

PRZECZYTAJ NASZ KOMENTARZ: Dobroczynność a kryzys zaufania >>

Tym samym organizacje charytatywne z instytucji niosących pomoc coraz częściej przekształcają się w pośredników w przekazywaniu pieniędzy potrzebującym. - Dzieje się tak, ponieważ historia małego dziecka, pilnie potrzebującego operacji ratującej życie, jest nam bliższa emocjonalnie niż apele o wsparcie ciężkiej, ale mało spektakularnej pracy fundacji - wyjaśnia psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki.

Maciej Gnyszka z Fundacji Dobroczynnosc.com, wspierającej organizacje charytatywne, zauważa, że z powodu rozwoju internetu i portali społecznościowych odwrót Polaków od dotowania fundacji na rzecz pojedynczych przypadków nabiera rozpędu. Efektem jest powstawanie kolejnych instytucji (rocznie około 1,5 tys.), specjalizujących się w pomocy konkretnym osobom. To do nich odpływa znaczna część pieniędzy z organizacji charytatywnych, które datki od darczyńców przekazują np. na dofinansowanie posiłków czy budowę ośrodków pomocy.

Nieprzypadkowo więc liderem w pozyskiwaniu środków z 1 proc. jest Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", w której wszystkie pieniądze zebrane na dane dziecko trafiają na jego subkonto. W tym roku zgromadziła ona ok. 117 milionów złotych, czyli ponad trzy razy więcej niż w 2008 r.

Spadają za to wpływy organizacji pomagających przez cały rok, nawet tych cieszących się najlepszą opinią. Przykładowo: prowadzone przez krakowskich kapucynów Dzieło Pomocy św. Ojca Pio, zajmujące się m.in. pomocą dla bezdomnych, otrzymało niespełna 2,5 mln zł (w 2008 r. było to 17 mln zł). Fundację Anny Dymnej "Mimo Wszystko" Polacy wsparli kwotą 6,2 mln zł, czyli połowę niższą niż w 2009 r.

Mniejsze wpływy polskich fundacji to także efekt malejącego zaufania społecznego, które dodatkowo potęgują doniesienia o marnotrawieniu pieniędzy przez niektóre z nich. Takie informacje uderzają rykoszetem nawet w najuczciwsze fundacje. - Dlatego wolimy przekazać pomoc konkretnej osobie, a nie wrzucać do dużego worka, nad którym nie mamy żadnej kontroli - mówi prof. Nęcki. Według badań Stowarzyszenia Klon/Jawor w uczciwość fundacji nie wierzy połowa Polaków.

Pomagamy ludziom, których znamy

Za pośrednictwem serwisu internetowego Siepomaga.pl możemy przekazać pieniądze m.in. chłopcu zbierającemu na nowy wózek inwalidzki, wesprzeć zbiórkę środków na zakup protez rąk dla noworodka, a nawet uchronić konia przed ślepotą.

Przez ostatnie cztery lata dzięki tej stronie internauci przekazali potrzebującym ponad 7,5 miliona złotych. To niewiele mniej niż w tym czasie z 1 proc. naszych podatków otrzymała Caritas Polska, największa kościelna instytucja charytatywna.

- To potwierdzenie tego, że fundacje stopniowo schodzą na dalszy plan, a wyraźnie postępuje indywidualizacja pomocy - tłumaczy prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny. - Pomoc konkretnej osobie w rozwiązaniu jej życiowego problemu daje nam bowiem znacznie więcej satysfakcji niż przekazanie pieniędzy na cele statutowe fundacji, choćby nie wiem jak szczytne one były.
Doskonale widać to po reakcjach Czytelników "Dziennika Polskiego" na artykuły o ludzkich dramatach.

Przykładem jest historia 17-letniego Pawła Pachacza, podopiecznego Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego przy ulicy Parkowej w Krakowie. 25 września miało być licytowane 45-metrowe mieszkanie chłopca na os. Na Stoku. Paweł mógł stracić jedyne zabezpieczenie na życie, podarowane przez nieżyjącą już babcię. Rodzina zastępcza, która zobowiązała się zajmować chłopcem i lokalem, nie płaciła czynszu. Dorośli zadłużyli go na kilkanaście tysięcy złotych. Wspólnota mieszkaniowa zgodnie z prawem postanowiła odzyskać pieniądze.

Po naszym artykule ruszyła lawina pomocy. - Takiego odzewu się nie spodziewaliśmy - mówiła ze wzruszeniem Jolanta Kołodziej, opiekunka prawna chłopca z ośrodka przy ul. Parkowej. Od razu pobiegła założyć konto Pawłowi i zaczęły się wpłaty. Dzięki nim udało się spłacić zadłużenie ciążące na mieszkaniu, a sąd wstrzymał licytację.

Zgłosiła się także kancelaria prawna gotowa przeprowadzić eksmisję "dzikich" lokatorów (to członkowie bliskiej rodziny Pawła, którzy nie mają prawa przebywać w jego mieszkaniu). Sprawa jest w toku, są duże szanse, że skończy się dobrze.

Nasi Czytelnicy nie zostawili w potrzebie także 9-letniego Witka Głoda z Krakowa. Jego historię opisaliśmy 18 października. Chłopiec podczas porodu doznał poważnego uszkodzenia splotu ramiennego.

Szpital nie chciał się przyznać do błędu, a rodzice zostali pozostawieni sami sobie. Ich życie stało się dramatyczną walką o pieniądze na rehabilitację niepełnosprawnej ręki i niezwykle kosztowane zagraniczne operacje.

Po naszym artykule Witek uzbierał ponad 18 tysięcy złotych, co praktycznie pokryło wydatki związane z operacją

Maciej Gnyszka z Fundacji Dobroczynnosc.com przyznaje, że jest pod wrażeniem gotowości Polaków do niesienia pomocy innym. Podkreśla jednak, że warto wspierać nie tylko konkretne przypadki, ale także organizacje charytatywne.

- Bo one przez cały rok ciężko pracują na rzecz innych, a na to potrzebne są ogromne środki. To często nie są działania widowiskowe, ale za to bardzo ważne z punktu widzenia potrzebujących - mówi Maciej Gnyszka.

Potwierdza to Janina Dudzik, zastępca dyrektora w Fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko". - Za wsparcie z 1 procentu udało nam się wybudować ośrodek terapeutyczny dla osób niepełnosprawnych intelektualnie w Radwanowicach - mówi Janina Dudzik.

- Ideałem byłoby więc wyważenie naszej pomocy. Tak, żeby wspierać i pojedyncze tragedie, i organizacje, które pomagają potrzebującym na co dzień - zauważa prof. Zbigniew Nęcki.

maciej.pietrzyk@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
demon

Organizacje charytatywne to sposób na życie dla ich właścicieli, właśnie wykupują wyjazdy na święta do ciepłych krajów.

J
John Galt

I b. dobrze, że ludzie nie dają na pasibrzuchów (przeważnie) tuczących się na ludzkiej krzywdzie i nieszczęściu.

p
polak

Acha, tym razem jestem dumny z mojego Narodu.

p
polak

Nie będziemy wspierać organizacji. Gdy ktoś potrzebuje pieniędzy, jesteśmy gotowi pomóc. Ale ani grosza nie damy tym, którzy chcą dzielić naszą pomoc. To zwykle, nie twierdzę że zawsze, ale zwykle, jest forma grabienia potrzebujących.

Dodaj ogłoszenie