Grupa Gogol Bordello wystąpi 27 listopada w klubie Studio w Krakowie

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Eugene Hutz (pierwszy z lewej) – i jego wesoła gromadka, czyli amerykańska grupa Gogol Bordello.
Eugene Hutz (pierwszy z lewej) – i jego wesoła gromadka, czyli amerykańska grupa Gogol Bordello. dAN eFRAM
Koncerty grupy GOGOL BORDELLO buchają punkową energią, ale przypominają też cygańskie wesele. Najbliższy z nich – 27 listopada w klubie Studio Krakowie.

Kiedy po raz pierwszy wystąpili w Krakowie, klub Rotunda omal nie wyleciał ł w powietrze. Ich sceniczna energia wywołała bowiem wśród tłumnie zgromadzonej publiczności prawdziwe szaleństwo. Bisom nie było końca, a wszyscy uczestnicy występu wyszli z niego spływając strumieniami potu. Tak działa muzyka zespołu Gogol Bordello, który po raz kolejny zjedzie pod Wawel już 27 listopada, aby tym razem zbadać wytrzymałość klubu Studio po remoncie.

Eugene Hutz urodził się na początku lat 70. w ZSRR na terenie obecnej Ukrainy. W jego żyłach zmieszała się rosyjska (po ojcu) i cygańska (po matce) krew. Nic więc dziwnego, że od małego chłopak nie mógł usiedzieć w miejscu. Za sprawą ojca, który grał w lokalnym zespole, poczuł zew rocka. Dlatego kiedy miał zaledwie czternaście lat, zaczął grać na zrobionej ze sklejki gitarze.
Jego ulubiony wykonawcami byli wtedy polscy twórcy – Tadeusz Nalepa z Breakout i Czesław Niemen. Potem, kiedy na Ukrainę zaczęły docierać takie zespoły, jak Dezerter, Moskwa czy Tilt – zasłuchiwał się w polskim punku.

– Miałem okazję poznać tych wszystkich gości. To było jeszcze w czasach, kiedy miałem może z 15 lat i zielone włosy. Wiesz, polscy muzycy zostawili wtedy cały blok sowiecki daleko w tyle. Najlepszy rock pochodził z Węgier i z Polski – wspomina Eugene w „Naszym Mieście”.

Zew wolności, który usłyszał w rocku, nie pozwolił chłopakowi zostać w rodzinnym mieście. Na początku lat 90. wyjechał przez Polskę, Austrię i Węgry do Włoch, a stamtąd do USA. Uznany za uchodźcę politycznego, ściągnął ze sobą rodziców i kuzyna. Wszyscy znaleźli dla siebie przystań w wielokulturowym Nowym Jorku.

Ponieważ młody Eugene już w ZSRR założył swój pierwszy zespół, również w Ameryce nie zrezygnował z grania i śpiewania. Zebrawszy podobnych mu emigrantów z Europy Wschodniej powołał do życia grupę Gogol Bordello. Jej koncerty od razu przyciągnęły uwagę fanów i krytyków – bo z jednej strony buchały punkową energią, a z drugiej – przypominały cygańskie wesele.

– W naszej muzyce nie ma żadnych sztuczek. Przede wszystkim chodzi nam o pokazanie prawdziwej i surowej strony naszej kultury. Mamy jednak amerykańskiego perkusistę. Potrzebowaliśmy go, by naszej muzyce nadać ten charakterystyczny, rock androllowy puls – wyjaśnia Hutz.

Od rozpoczęcia działalności w 1999 roku, Gogol Bordello nagrał aż dziewięć płyt. „To aktualnie najbardziej wizjonerski zespół na świecie” – napisał po przesłuchaniu jednej z nich nestor amerykańskiej krytyki muzycznej, Robert Christgau. Muzykę formacji produkowali tak znani realizatorzy, jak Steve Albini z Shellaca czy Jim Sclavunos z The Bad Seeds. Najnowszy album formacji – „Seekers And Finders” ukazał się z zeszłym roku.

– Biorę różne rzeczy z różnych źródeł, głównie ze Wschodu. Ale nic na siłę, szukam rzeczy, które współgrają ze sobą. Myślę, że cała moja filozofia opiera się na współbrzmieniu między trzema czynnikami. Starożytną filozofią, fizyką kwantową – bo widzę mnóstwo podobieństw między naukami arabskich mistyków a fizyką kwantową – i głosem serca. Jeśli między tymi trzema czynnikami jest harmonia, oznacza to, że idziesz dobrą drogą –tłumaczy Eugene.

Popularność zespołu sprawiła, że o jego lidera upomniało się kino. Hutz zagrał główne role w filmach „Mądrość i seks” Madonny i „Wszystko jest iluminacją” Lieva Schreibera. Mało tego – zaczął również robić karierę w modzie. Cztery lata temu pojawił się na okładce ukraińskiego „Vogue”. Tak naprawdę artysta stroni od zgiełku wielkiego miasta. Dlatego niedawno przeprowadził się z USA do Brazylii. Chętnie jednak podróżuje z koncertami – i wraca do Polski.

– Poszedłem kiedyś z gitarą do jednego z warszawskich parków. Usiadłem pod drzewem i zacząłem śpiewać i grać. Ściągnąłem na sobie uwagę i ludzie zaczęli się zatrzymywać. Po kilku piosenkach zrobił się zamknięty krąg wokół drzewa i ze zwykłego spaceru trafił się minikoncert – śmieje się w magazynie „Laif”.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie - odcinek 26

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie