Julia Pietrucha: Gdy wsiadłam na motocykl, poczułam, że mam...

Julia Pietrucha: Gdy wsiadłam na motocykl, poczułam, że mam dużo siły

Rozmawiał Paweł Gzyl

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Julia Pietrucha (dziś z ukulele), była m.in. serialową „Blondynką”
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Fot. archiwum artystki

Muzyka. Julia Pietrucha opowiada o swej pierwszej płycie i inspirujących ją podróżach.
- Niedawno zwiedziłaś na motocyklu Indonezję, Filipiny, Tajwan, Laos i Wietnam . Skąd taki pomysł?

- Odkąd wraz z moim mężem, Ianem, zaczęliśmy podróżować, zawsze pożyczaliśmy jeden motocykl lub skuter i jechaliśmy przed siebie bez planu. Uwielbiamy ten sposób podróżowania. Jesteśmy wolni, możemy się zatrzymać, gdzie mamy ochotę. No i podczas tej naszej ostatniej podróży, pewnego dnia, powiedziałam: „Kupmy dwa motocykle!”.
Nie wiem, co mi przyszło do głowy, bo nigdy wcześniej nie prowadziłam motocykla ani skutera. No i zostało postanowione. Kupiliśmy w Hanoi dwie maszyny i zanim się zorientowałam, siedziałam już za kierownicą starej chińskiej przeróbki hondy. Sześć tysięcy kilometrów dalej nadal nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę wydarzyło.

- W czasie takiej niezwykłej podróży na pewno mieliście mnóstwo przygód.

- Podróż dała mi poczucie niezwykłej wolności, przełamania własnych zahamowań i strachu. To był taki mój mały survival. A uwierz mi: z WF-u zwykle miałam zwolnienie. (śmiech) Każda z tych wypraw była ekscytująca na swój sposób. Wyjątkowy okazał się wypad do Indii - kuchnia nas zachwyciła, chcielibyśmy kiedyś tam wrócić właśnie ze względu na te niezwykle smaki. Bali jest kolorowe. Mieszkają tam piękni ludzie, a ich życiu towarzyszą nieustannie dźwięki gongów, bambusowych instrumentów, na których zawsze, w każdej rodzinie, ktoś gra. Tajwan z kolei jest bardzo poukładany, ale mieszkańcy tak pragną kontaktu ze światem zachodnim, że ich gościnność przechodzi ludzkie pojęcie.

- To właśnie ten pobyt w Azji tak Cię muzycznie zainspirował, że nagrałaś pierwszą płytę - „Pairsley”?

- Muzykę komponowałam już od wielu lat. Próbowałam też w tym czasie nagrać płytę z różnymi producentami, ale żadne z tych muzycznych spotkań nie zakończyło się wydaniem albumu. Miałam wrażenie, że nie udaje nam się oddać mojej prawdziwej osobowości. Dopiero kiedy wsiadłam za kierownicę motocykla i pokonałam tysiące kilometrów w jednym z najbardziej zatłoczonych miejsc na ziemi, to poczułam, że mam w sobie dużo siły. I z tym przekonaniem, że mogę spełnić swe marzenia, wróciłam do Polski - i sama zorganizowałam nagranie płyty.

- Śpiewasz na niej akompaniując sobie na... ukulele.

- Ten zupełnie niepozorny instrument wpadł mi w ręce przez przypadek, jakieś 8 lat temu. I tak mnie zainspirował muzycznie, że to właśnie dzięki niemu nagrałam płytę. Dlatego teraz jestem na Hawajach - bo to jego ojczyzna. Chciałam przyjechać do miejsca, gdzie został po raz pierwszy skonstruowany i poczuć zamkniętego w nim ducha.

- Po raz pierwszy dowiedzieliśmy się, że lubisz śpiewać dzięki programowi „Twoja twarz brzmi znajomo”. Jak wspominasz tę przygodę?

- Bardzo dobrze. To była rzeczywiście fajna przygoda, ale i niezwykła nauka. Obcowania z publicznością i śpiewania na żywo. Myślę, że wyciągnęłam z tego doświadczenia dużo dla siebie. No i bardzo się cieszę, że tylu osobom spodobał się mój głos. To na pewno zmotywowało mnie do muzycznego działania.

- Miałaś w Polsce ładnie rozwijającą się karierę aktorską. Nie obawiasz się, że przez to podróżowanie stracisz pozycję na naszym rynku filmowym, którą sobie wyrobiłaś?

- Nie myślę o tym. W aktorstwie zawsze najwspanialsze były filmowe wyzwania, spotkania na planie z fantastycznymi twórcami, mierzenie się z rolą. To jest najważniejsze. Nie pozycja. Reżyserzy wiedzą, co zrobiłam, ludzie pamiętają moje role, jeśli więc będą chcieli mnie zobaczyć ponownie w nowej odsłonie, to się na pewno wydarzy. Nic na siłę. Ja chcę się rozwijać, a podróże mi w tym pomagają.

- Wspomniałaś, że w Twoich muzycznych i podróżniczych poczynaniach wspiera Cię mąż - amerykański scenograf Ian Dow. Jak się poznaliście?

- Na planie filmu, który razem kręciliśmy w Budapeszcie. Zakochaliśmy się - i już się na krok nie rozstajemy. On bardzo pomaga mi w moich działaniach, wspiera, ale chyba najważniejsze jest, że moja płyta to też jego „córka”. Jest odpowiedzialny za oprawę graficzną albumu, poprawiał też mój angielski. Jest perfekcjonistą, zresztą jak ja. Dobrze się dobraliśmy.

- Zapewne mąż mógłby Ci pomóc w karierze aktorskiej w USA. Nie chcesz spróbować sił w Hollywood?

- (śmiech) Chyba już za późno. Miałam szansę zostać w Los Angeles w wieku 13 lat, ale nie zdecydowałam się, wolałam wracać do domu i szkoły. Jeśli coś ma się wydarzyć w Hollywood, to trzeba się temu poświęcić bezgranicznie, a ja po prostu mam inne cele, co innego sprawia mi przyjemność. Tam trzeba mieć stalowe nerwy, mocną osobowość, żeby się przebić. Chyba coś innego mnie w życiu cieszy.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Śpiewać każdy może

czytelnik (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2

Śpiewać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.

...

bo ja się wcale nie chwalę
ja po prostu niestety mam talent.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo