Kawa na ławie. Jest sukces, są i jego ojcowie

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Pewnie narażę się fanom Cracovii, ale powiem to głośno: Wisła - ta walcząca o utrzymanie na dole tabeli ekstraklasy - ma dziś lepszą drużynę niż „Pasy”. Po derbach Krakowa wszyscy będą mądrzy, a ja wtedy będę miał to z głowy. Albo dopiero na głowie, gdy zespół Artura Skowronka zaliczy wtopę. Wtedy dostanę po uszach aż miło. Trudno, ryzyko wkalkulowane w zawód.

Co więcej, kusi mnie, by postawić tezę jeszcze bardziej kontrowersyjną, mianowicie taką, że „Biała Gwiazda” miała większy potencjał już jesienią, gdy koncertowo przegrywała mecz za meczem. Problem nie leżał bowiem w umiejętnościach piłkarzy, ale ich przygotowaniu fizycznym. Stąd brały się częste kontuzje, stąd ogromny ubytek sił w trakcie meczów i tracenie goli na potęgę.

Szczupła, oszczędnościowo zbudowana kadra nie pozostawiała Maciejowi Stolarczykowi pola manewru. Gdy któryś z czołowych zawodników wypadał z gry, nie sposób było go zastąpić równie wartościowych ogniwem. Swoje zrobiło też małe doświadczenie trenerskie „Stolara”. Najwięksi menedżerowie mają problemy, gdy ich jedenastka wpadnie w korkociąg porażek, a co dopiero ktoś, kto nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji.

Gdy jest sukces, a takim z pewnością jest seria pięciu zwycięstw z rzędu zapoczątkowana zaraz po serii dziesięciu (sic!) porażek, to warto poszukać jego ojców.

Sporą zasługę w wypracowaniu dobrej formy piłkarzy Wisły Kraków ma trener przygotowania fizycznego Leszek Dyja

Jak się rzekło, przed wtorkowymi derbami największa przewaga ekipy „Pasów” z jesieni, a więc szeroka, wyrównana kadra, zniknęła. Dziś, gdy kontuzji doznaje napastnik numer 1 (miano to natychmiast po przyjściu zimą zyskał wypożyczony z Austrii Wiedeń Alon Turgeman), w wiślackim sztabie nikt nie panikuje, bo jest kilka innych rozwiązań. I nie chodzi o sam fakt błyskawicznego dojrzewania Olka Buksy oraz przemyślanych wzmocnień zza granicy (tu zasługi leżą po stronie nowego komitetu transferowego), lecz przede wszystkim dobrej formy wszystkich pozostałych graczy, dzięki czemu słabościom w ataku można zaradzić na wiele innych sposobów.

Duża w tym zasługa znanego z pracy w kadrze Waldemara Fornalika i Jerzego Brzęczka trenera przygotowania fizycznego Leszka Dyji, który wprawdzie był już w krakowskim klubie jesienią, lecz pełną odpowiedzialność za rezultaty wziął na siebie dopiero po zwolnieniu Wojciecha Żuchowicza pod koniec listopada ubiegłego roku. Mógłbym nawet zaryzykować kolejne mało popularne stwierdzenie, że to właśnie ta decyzja była bardziej brzemienna w skutkach niż zatrudnienie w tym samym czasie coacha Skowronka.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Do lekarza!!!!

Dodaj ogłoszenie