MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kolejny znany sklep z Nowej Huty może zniknąć z mapy Krakowa. "Świetlik powoli umiera, nie mamy szans na rynku"

Marcin Banasik
Dla pani Joanny sklep to całe życie. "To mój pierwszy dom".
Dla pani Joanny sklep to całe życie. "To mój pierwszy dom". Marcin Banasik
Wchodząc do sklepu elektrycznego "Świetlik" na os. Teatralnym można przenieść się w czasie do początku lat 90. Wystrój, półki, asortyment, a nawet ręcznie robione ceny za pomocą pieczątek. - W latach świetności drzwi do naszego sklepu nie zamykały się, klienci tylko mijali się w drzwiach wejściowych. Dzisiaj przychodzi jeden człowiek na godzinę. Żal patrzeć, jak sklep, któremu oddałam życie powoli umiera - nie kryje żalu Joanna Węgiel, właścicielka "Świetlika", w którym 30 lat temu "elektryczne" zakupy robiło pół Nowej Huty. Sklep niedługo będzie obchodził 60. urodziny.

Sufit cały w żyrandolach

Wysoki sufit lokalu cały jest w przeróżnych żyrandolach. Zdejmuje się je i zawiesza specjalną tyczką zakończoną hakiem. - Od zawsze lubiłem żyrandole, maja w sobie elegancje i ciepło, które potrzebne jest w żadnym domu. Lubiłam je rozpakowywać, skręcać i robić wystawy - mówi pani Joanna.

Wystawy w witrynie sklepowe są po dziś dzień. Przechodząc obok zawsze można podziwiać ciekawe lamy i żyrandole.

- Raz przyszła pani, która przechodząc obok wystawy zauważyła lampę, o której zawsze marzyła. Weszła do środka i ją kupiła. To dowód na to, ze wystawa zawsze powinna być - mówi właścicielka sklepu.

Przenosiny na os. Teatralne

Joanna Węgiel pracę w sklepie zaczęła w 1978 r. Na początku był to sklep z urządzeniami wielofunkcyjnymi. Po 10 latach została przeniesiona do sklepu elektrycznego na os. Teatralnym.

- Po zmianach ustrojowych zwolniono nas i jedynym sposobem na kontynuowanie pracy było wykupienie sklepu, który był wtedy prywatyzowany. Zrobiłyśmy to razem z koleżanką i po dziś dzień prowadzę ten lokal - mówi.

Na półkach elektryka i... kwiaty

W sklepie jest wszystko - od dużych lamp, przez latarki, klosze, akcesoria elektryczne i baterie. Mimo to część półek jest pusta. Stoją tam donice z kwiatami.

- Pełnią funkcje zapychaczy wolnego miejsca. Niestety, duże markety budowlane i sklepy internetowe są konkurencję, z którą ciężko się walczy. Ludzie wolą zamówić lampkę i odebrać ją w paczkomacie niż przyjść do sklepu - mówi pani Joanna.

Właścicielka lokalu przyznaje, że sklep utrzymuje się już tylko dlatego, że prowadzi go emerytka. Gdyby chciał tu przyjść młody człowiek, który musi płacić pełne składki, a do tego chce dobrze zarobić, to niestety nie miałby szans utrzymać się tutaj. Nie mamy już szans na rynku - przyznaje.

Pierwszy dom

Mimo dość pesymistycznego spojrzenia na przyszłość sklepu pani Joanna bardzo miło wspomina pracę w "Świetliku".

- To był zawsze mój pierwszy dom. W drugim domy praktycznie tylko spałam. W dużej części nowohuckich mieszkań nasze żyrandole do dziś zdobią sufity. Czasem, jak przechodzę wieczorem ulica i widzę odsłonięte okno to zerkam. Zdarza się, że widzę tam żyrandol lub lampę kupioną w moim sklepie kilkadziesiąt lat temu - mówi nie ukrywając wzruszenia Joanna Węgiel.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Kolejny znany sklep z Nowej Huty może zniknąć z mapy Krakowa. "Świetlik powoli umiera, nie mamy szans na rynku" - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski