Konrad Bukowiecki: Nie byłem pewny, czy tu przyjadę, a teraz...

Konrad Bukowiecki: Nie byłem pewny, czy tu przyjadę, a teraz mam srebro [ROZMOWA]

Jakub Guder, Berlin

Gazeta Wrocławska

Aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Konrad Bukowiecki, Berlin 2018
1/15
przejdź do galerii

Konrad Bukowiecki, Berlin 2018 ©fot. Paweł Relikowski

- Po drugiej kolejce usiadłem z Michałem i wspólnie popatrzyliśmy na tablicę z wynikami. Michał wtedy powiedział: "Wiesz co, w sumie mogłoby tak zostać, czy bardzo chcesz być pierwszy?". Odpowiedziałem: "Stary, jest OK, niech tak będzie" - zdradza kulisy wtorkowego konkursu pchnięcia kulą w Berlinie nasz wicemistrz Europy Konrad Bukowiecki.
Z piekła do nieba, czyli od eliminacji do wicemistrzostwa Europy.
Konrad Bukowiecki: No tak. W poniedziałek byłem przekonany o tym, że w tym finale nie wystąpię. W drodze z kwalifikacji do hotelu myślałem, co będę robił wieczorem, a nie o tym, co będzie jutro. Dzisiaj tymczasem jestem wicemistrzem Europy.
Zobacz galerię
To jest piękno sportu.
Konrad Bukowiecki: Tak.
Do końca nie wiedzieliśmy z Michałem, czy będziemy na medalowych pozycjach. Wydawało się, że nasze wyniki mają taką moc, że nic złego nie powinno się już wydarzyć. Do końca jednak patrzyłem kątem oka na to, co robi David Storl i Czech Stanek. Nie udało im się jednak nas przepchnąć. Dziś byliśmy lepsi. Dwa najcenniejsze medale jadą do Polski. Tak samo jak w młocie. Piękny dzień.

Eksplodowała sportowa złość po eliminachach?
Konrad Bukowiecki: W poniedziałek byłem smutny i wściekły na siebie. Kiedy jednak sprawdziłem, że jednak awansowałem do finału, to te złe emocje ze mnie zeszły. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany. W poniedzałek na rozgrzewce mogłem pchać daleko, więc dziś w konkursie też będę mógł to robić. Wyszło znakomicie. Pchnąłem najdalej w tym sezonie, najdalej na otwartym stadionie w życiu. To jest chyba mój trzeci wynik w karierze, więc jest pięknie.

Wierzył Pan, że spokój po eliminacjach może dać medal?
Konrad Bukowiecki: Byłem bardzo dobrze przygotowany, co potwierdzały treningi i moje ostatnie starty. Cztery razy w tym sezonie przepchnąłem 21 metrów. To dało mi pewności siebie. Wiedziałem, że mogę pchać daleko. Zrzuciłem trochę wagi, jestem dużo szybszy, bardziej dynamiczny. To wszystko dało efekt.

To Pana pchnięcie chyba nie było jednak idealne.
Konrad Bukowiecki: Jak mam być szczery, to faktycznie nie było to dobre pchnięcie. Technicznie dużo brakowało. Nie chcę już teraz o tym nawet myśleć. Fajnie, że nie powtarzają się problemy z utrzymaniem rzutu. To już chyba za mną. Dobrze, że te długie rzuty nie są spalone.



To jest cenniejszy medal od złota na halowych mistrzostwach Europy w tamtym roku?
Konrad Bukowiecki: Na pewno nie, bo tam wygrałem. Tu jestem drugi, ale bardzo się cieszę, że mam medal. Miałem coś do udowodnienia za występ w Amsterdamie dwa lata temu (Bukowiecki był wówczas czwarty - przyp. JG). Tam przegrałem medal o jeden centymetr. Już wówczas powinienem stanąć na podium. Teraz krążek już mam, srebrny. Zobaczymy, co będzie za dwa lata.

Mówi Pan, że podczas konkursu patrzył na to, co robi Storl i Stanek, ale tylko sześć centymetrów z przodu był Michał Haratyk. Nie było ochoty, żeby go jeszcze zaatakować?
Konrad Bukowiecki: Po drugiej kolejce usiadłem z Michałem i wspólnie popatrzyliśmy na tablicę z wynikami. Michał wtedy powiedział: "Wiesz co, w sumie mogłoby tak zostać, czy bardzo chcesz być pierwszy?". Odpowiedziałem: "Stary, jest OK, niech tak będzie". Na razie jest lepszy ode mnie. Jest bardzo równy, a na dodatek pcha bardzo daleko. Wydaje mi się, że ciężko byłoby mi z nim wygrać w Berlinie, ale te sześć centymetrów to - kurcze - nie jest duża różnica.

Ten konkurs to była też uczta dla kibiców, bo takiego poziomu jeszcze chyba nie było w historii.
Konrad Bukowiecki: Z całą pewnością nie na europejskim podwórku. Padło sześć wyników ponad 21 metrów. Poziom był bardzo wysoki. Cieszę się, że w takich zawodach daliśmy radę i wygraliśmy. Już mi nikt nie powie, że nie przygotowuję się do głównej imprezy. Pchnąłem najdalej w tym roku, najdalej w życiu na otwartym stadionie. Dobrze, że jest progres.

To nie był dla Pana łatwy rok, bo przydarzały się kontuzję.
Konrad Bukowiecki: Mam właśnie zawiniętą całą kostkę, bo cztery dni temu przed wylotem do Berlina skręciłem nogę na treningu. Nie byłem w ogóle pewien, czy tu się pojawię. Wielkie układy dla fizjoterapeutów z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, którzy postawili mnie na nogi. No i dałem radę, bo nie wyglądało to za dobrze. Tych urazów było bardzo dużo w tym sezonie. Wykluczały mnie na dłuższy czas z treningów. Na szczęście bardziej mnie to tylko denerwowało, niż robiło krzywdę.

Na waszej rywalizacji skupiał się we wtorek cały stadion.
Konrad Bukowiecki: Nie wiem, jak to wyglądało w telewizji, ale faktycznie dało się wyczuć, że kibice są za nami. Fajne było to, że niemieccy kibice nie tylko dopingowali swojego zawodnika, ale kiedy my wychodziliśmy do koła, to też czuliśmy poruszenie. Ludzie klaskali. Niezapomniane, piękne chwile. Myślę, że podium też będzie piękne (ceremonia medalowa odbywa się następnego dnia - przyp. JG). Ja będę śpiewał ten hymn tak, jakbym wygrał. Fajnie, że to Michał ze mną wygrał, a nie ktoś inny.

Nasz dublet w rzucie młotem dodał Wam skrzydeł?
Konrad Bukowiecki: Mijaliśmy się z Wojtkiem Nowickim i Pawłem Fajdkiem dwa razy - wtedy, kiedy my wchodziliśmy i kiedy oni schodzili ze stadionu. Na drugim razem krzyknęli, że mamy zrobić to samo. Grzecznie się ich posłuchaliśmy (uśmiech).

Noc w hotelu będzie pewnie długa.
Konrad Bukowiecki: Pewnie tak. Zobaczymy, jak się ułoży wieczór.

Z czego wynika ta nasza dominacja w konkurencjach rzutowych?
Konrad Bukowiecki: Nie wiem. Wiem tylko, jak ja trenuję i że mam świetnego trenera. Mój tata chce dla mnie jak najlepiej. Układa trening specjalnie pode mnie, bo zna mnie najlepiej na świecie. Chwała mu za to, że kolejny raz potrafi mnie przygotować do głównej imprezy.

Po eliminacjach dostał Pan od taty po głowie?
Konrad Bukowiecki: Nie. On nie jest człowiekiem, który dawałby mi takie reprymendy. Jak mi idzie źle, to przecież nie robię tego specjalnie. Czasem nie wychodzi. Został na eliminacje grupy B, ja poszedłem do hotelu. Wysłał mi tylko SMS, że od początku wierzył, że będę w finale i że jutro ma być ogień. Grzecznie zrobiłem to, co powiedział.

pytał i notował w Berlinie - Jakub Guder

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Sport z kraju i ze świata

Zobacz więcej na Sportowy24.pl

Tabela Ekstraklasy

Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
Awans do grupy mistrzowskiej
Miejsce w grupie spadkowej
1 Lechia Gdańsk Live 15 31 9 4 2 25-15
2 Jagiellonia Białystok Live 15 28 8 4 3 26-18
3 Legia Warszawa Live 15 26 7 5 3 25-18
4 Wisła Kraków Live 15 25 7 4 4 28-19
5 Piast Gliwice Live 15 25 7 4 4 21-18
6 Korona Kielce Live 15 25 7 4 4 18-15
7 Pogoń Szczecin Live 15 22 6 4 5 22-18
8 Lech Poznań Live 15 21 6 3 6 21-21
9 Arka Gdynia Live 15 20 5 5 5 21-17
10 Wisła Płock Live 15 18 4 6 5 23-24
11 Zagłębie Lubin Live 15 17 5 2 8 22-26
12 Śląsk Wrocław Live 15 16 4 4 7 24-22
13 Cracovia Live 15 14 3 5 7 11-18
14 Górnik Zabrze Live 15 13 2 7 6 15-25
15 Miedź Legnica Live 15 13 3 4 8 16-32
16 Zagłębie Sosnowiec Live 15 11 2 5 8 21-33

Wideo