Krakowska restauracja na czele pozwu gastronomii o miliard złotych od Skarbu Państwa. Rząd zamknął firmy i nie naprawia szkód [AKTUALIZACJA]

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Cała gastronomia od wielu tygodni protestuje przeciwko wprowadzanym przez rząd obostrzeniom, a zwłaszcza formie ustanawiania zakazów: z dnia na dzień, bez konsultacji z nikim, a już na pewno nie z przedstawicielami branży. A branża ta należy do najbardziej sponiewieranych przez pandemię.
Cała gastronomia od wielu tygodni protestuje przeciwko wprowadzanym przez rząd obostrzeniom, a zwłaszcza formie ustanawiania zakazów: z dnia na dzień, bez konsultacji z nikim, a już na pewno nie z przedstawicielami branży. A branża ta należy do najbardziej sponiewieranych przez pandemię. Fot. Karolina Misztal
Szykuje się rekordowy w dziejach pozew zbiorowy przeciwko państwu. Może chodzić o ponad miliard złotych. W imieniu zdruzgotanej przez pandemię i rządowe ograniczenia polskiej gastronomii przygotowuje go doświadczona warszawska Kancelaria Adwokacko - Radcowska Dubois i Wspólnicy. Liderką grupy pozywającej Skarb Państwa została Dorota Rydygier, właścicielka serwującej dania kuchni francuskiej Restauracji Voila w Krakowie. Wszechstronnego wsparcia udziela powstała w zeszłym roku ogólnopolska Izbą Gospodarcza Gastronomii Polskiej (IGGP). Do pozwu ma się przyłączyć co najmniej… tysiąc firm, którym rząd zakazał działalności, a nie udzielił wsparcia w pandemii.

Położona przy Konfederackiej 4 w Krakowie Restauracja Voila tak opisuje swą historię: "Chef Dorota Rydygier odkrywała kuchnie świata z ogromną pasją. Przez 20 lat mieszkała we Francji, gdzie przesiąknęła smakami, tradycją i kulturą francuską. Szkoliła się w restauracjach wyróżnionych trzema gwiazdkami Michelin (Michel&Sebastien Bras 3*, Regis&Jacques Marcon 3*, Georges Blanc 3*, Laurent Petit 2*), ale również na Korsyce i w Turcji. Voilà to spełnienie jej marzeń o własnej restauracji. Miejsce stworzone rodzinnie, gdzie wraz z synem Kamilem tworzy unikalną atmosferę i przenosi do Polski smaki i klimaty Francji. Z połączenia wiedzy, doświadczenia i miłości do kuchni francuskiej powstało wyjątkowe miejsce na mapie Krakowa, którego menu zaspokoi wymagania największych smakoszy".

- Otworzyłam swoją restaurację w lutym 2020 r., zaraz potem rząd po raz pierwszy zamknął całą gastronomię, więc nie zarabiałam. Dopiero lato pozwoliło mi nieco stanąć na nogi, ale ogłoszony w październiku przez rząd drugi lockdown wszystko zniszczył. Nie jestem stanie powstać po nim. Będę musiała chyba zamknąć restaurację, choć gotowanie to moja pasja i chciałam przekazać tę pasję wraz ze zdobytą wiedzą moim ludziom

– mówiła Dorota Rydygier tuż przed podpisaniem umowy dotyczącej złożenia pozwu z kancelarią mecenasa Dubois. Zgodnie z tym dokumentem, krakowska restauratorka będzie reprezentować przed sądem cała grupę poszkodowanych. Własne straty z tytułu wprowadzonych przez rząd zakazów szacuje na 300 tys. zł.

- Jestem na skraju upadku i załamania nerwowego, grozi mi utrata dorobku i konieczność powrotu do Francji, żeby się ponieść, mimo że prosiłam prezydenta i premiera mojego kraju, a także Polski Fundusz Rozwoju, żeby takich, jak ja, nie zostawiali na lodzie. Bez skutku. Dostałam tylko ironiczną radę, żeby wziąć kredyt. A ja już przecież jeden spłacam, choć przez rządowe decyzje nie mam przychodów. I ja nie domagam się pomocy, żadnej łaski. Ja żądam, by rząd zrobił to, co do niego należy – podkreśla krakowska restauratorka.

Popiera ją mnóstwo restauratorów i wielu z nich zapewne przyłączy się do bezprecedensowej batalii.

Straty, których nikt nie rekompensuje

Cała gastronomia od wielu tygodni protestuje przeciwko wprowadzanym przez rząd obostrzeniom, a zwłaszcza formie ustanawiania zakazów: z dnia na dzień, bez konsultacji z nikim, a już na pewno nie z przedstawicielami branży. A branża ta należy do najbardziej sponiewieranych przez pandemię.

- Ostatnie zamknięcie naszej działalności odbyło się z dnia na dzień, bez ostrzeżenia. Musieliśmy wyrzucić zakupione towary, nikt nam za nie pieniędzy nie zwrócił. Publiczna pomoc, o której tyle słyszymy, nie dotarła do wielu potrzebujących, z powodu kruczków prawnych i ograniczeń. Z kolei ci, którym udało się ją otrzymać, i tak ledwie zipią, bo to wsparcie to była kropla w morzu potrzeb. Nie można miesiącami utrzymywać pracowników, nie zarabiając ani grosza

– opisuje Wiesław Jopek, prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej.

Dodaje, że przedsiębiorcy wydali już oszczędności, wielu straciło dorobek życia, a banki nie chcą im pożyczać pieniędzy na utrzymanie firm w kryzysie, zwłaszcza że nie wiadomo, ile jeszcze potrwa pandemia i jak szybko uda się ją opanować. Kompletną zagadką są także dalsze plany rządu, które zmieniały się dotąd niemal z dnia na dzień. – Tak się nie da prowadzić biznesu, wszyscy po uszy zadłużają się u rodzin, żeby opłacić czynsze i media, utrzymać lokale i nie zwalniać pracowników. Nie mamy już siły, na przednówku wszystko szlag trafi – ostrzega Wiesław Jopek.

Jeśli rząd nie odblokuje gospodarki, to w ciągu dosłownie paru tygodni kupcy i restauratorzy w Krakowie, zwłaszcza na Starym Mieście, zaczną masowo zwalniać pracowników – ostrzegają zdesperowani działacze Kongregacji. Prezes Jopek musi codziennie powstrzymywać zrzeszonych w KKK restauratorów przed desperackim otwieraniem lokali – wbrew rządowym zakazom.

Rząd zakazuje działalności, ale wielu przedsiębiorców wykluczył z pomocy

Restauratorzy zwracają uwagę, że – inaczej niż to jest w innych krajach, jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy choćby sąsiednie Czechy - polski rząd wprowadzając zakazy nie przewidział szybkich i odpowiednich do strat rekompensat dla przedsiębiorców. W dodatku w środku kryzysu zwiększył obciążenia firm, wprowadzając liczne nowe daniny i opłaty, np. „prozdrowotny” podatek cukrowy, podwójne opodatkowanie spółek komandytowych (które w 95 proc. uderzyło w polskie firmy rodzinne), a także podatek od handlu detalicznego. Podniósł także po raz kolejny płacę minimalną – z 2600 do 2800 zł; teraz, by zapłacić pracownikowi 2061 zł na rękę, przedsiębiorca musi wysupłać 3373 zł z groszami. W sytuacji wielotygodniowego administracyjnego zamknięcia biznesu i państwowych dotacji do wynagrodzeń wynoszących zaledwie 2 tys. zł na etat, zwiększa to problemy przedsiębiorców – i ich desperację.

W efekcie wiele branż znalazło się w najtragiczniejszej sytuacji w całych swoich dziejach. Sama tylko gastronomia - skupiająca około 76 tys. lokali w całej Polsce i zatrudniająca około miliona pracowników – straciła od początku pandemii przynajmniej połowę ze swych przychodów, szacowanych na 37 mld zł rocznie. Tymczasem rząd szacuje wsparcie dla tej branży – już udzielone i to, które dopiero zostanie przekazane – na 2 mld zł.

Co istotne, poszczególne przedsiębiorstwa są w skrajnie odmiennej sytuacji: te, które realizują dużo zamówień na telefon i przez internet, jakoś sobie radzą, natomiast te, które funkcjonowały dotąd głównie dzięki turystom (zwłaszcza zagranicznym) – a tak jest m.in. na krakowskim Starym Mieście oraz Kazimierzu – notują spadki obrotów przekraczające 90, a nawet 95 procent.

Pracę straciło z tego powodu kilkadziesiąt tysięcy osób - w pierwszym rzędzie, już wiosną, na bruk powędrowali zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych, ale teraz zwolnienia obejmują także pracowników etatowych, bo firmy nie mają pieniędzy ani na czynsze, ani na płace. Jak tłumaczy Sławomir Grzyb, Sekretarz Generalny IGGP, mimo racjonalnych argumentów branży i późniejszych poprawek Senatu, w przyjętej ostatecznie przez sejmową większość (czyli PiS) Tarczy Antykryzysowej 6.0 pominięto tysiące podmiotów, w efekcie czego nie mogą one skorzystać z pomocy. Np. nie udało się dopisać poprawek rozszerzających pomoc na nowe lokale gastronomiczne powstałe po 1 grudnia 2019 r. czy dla firm, które 100 proc. swojej działalności opierają na dostawach do lokali gastronomicznych. Zabiegi o to okazały się bezskuteczne.

Proces: Tysiąc firm, miliard złotych?

Wedle IGGP, ze wsparcia wykluczonych zostało około 20 tysięcy restauratorów, czyli 30 proc. ogółu. Chodzi o tych, którzy uruchomili swe lokale po 1 listopada 2019 r. oraz już „zamkniętych z powodu manipulacji rządu kodami PKD” (od tych kodów zależy, czy dana firma otrzyma pomoc, czy też nie). Gastronomowie tacy będą domagać się odszkodowań finansowych za poniesione straty przez pracowników i pracodawców.

Jak wyjaśnia mec. Jacek Dubois, pozew zostanie złożony, kiedy tylko przystąpi doń 1.000 pokrzywdzonych firm. IGGP szacuje, że dochodzone odszkodowania przekroczą kwotę jednego miliarda złotych. Żądaniem pozwu zbiorowego będzie ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działania i zaniechania przy wykonywaniu władzy publicznej, w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego oraz stanu epidemii COVID-19.

- Pandemia kororawirusa to sytuacja przewidziana w naszej Konstytucji. To jest klęska naturalna. Jeśli taka się zdarza, trzeba wprowadzić stan klęski żywiołowej i wtedy państwo ma prawo ograniczać rózne prawa, w tym, działalność gospodarczą, ale za odpowiednim odszkodowaniem dla przedsiębiorców. Państwo polskie zrobiło inaczej, być może z przyczyn politycznych, a może dlatego, że nie chciało oddać pieniędzy przedsiębiorcom. Będziemy tego dowodzić w sądzie

– tłumaczy mec. Jacek Dubois.

Jacek Czauderna, prezes IGGP przypomina, że zrzeszeni w Izbie przedsiębiorcy prosili rząd o rozmowę. Bez odpowiedzi. Zdesperowani zwrócili się o pomoc do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców i ten przyznał im rację, ale i jego rząd zingorował. Dlatego jedynym wyjściem jest pozew.

- Przedstawiciele rządu naruszyli konstytucję , przekroczyli uprawnienia, wyrządzając olbrzymie szkody przedsiębiorcom. My reprezentujemy tych, którzy żadnej pomocy nie uzyskali. Pozew zbiorowy będzie pozwem „o zasadę” – oczekujemy od Sądu rozstrzygnięcia, iż Skarb Państwa powinien zapłacić firmom odszkodowania. W przypadku wygrania tej sprawy, w indywidualnych procesach sądowych firmy dochodzić będą zasądzenia konkretnych kwot odszkodowania. Istnieje również możliwość wypłaty odszkodowania wskutek zawarcia ugody – wyjaśnia adwokat.

Jeśli zgłosi się odpowiadania liczba firm, pozew zbiorowy zostanie złożony już z początkiem kwietnia 2020 r. 49 przedstawicieli regionalnych IGGP będzie pomagało w gromadzeniu niezbędnej dokumentacji dla kancelarii Dubois i Wspólnicy, prowadzącej proces. Sławomir Grzyb zaprasza wszystkich zainteresowanych na stronę internetową IGGP www.iggp.pl, gdzie można się zapoznać ze szczegółami pozwu. Co tydzień w piątek IGGP organizuje też bezpłatne wideokonferencje internetowe dla wszystkich zainteresowanych.

Polacy smakoszami czekolady

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie