MKTG SR - pasek na kartach artykułów

"La La Land". Szczęśliwego zakończenia nie będzie

Urszula Wolak
Urszula Wolak
fot. archiwum
Za realizację najskrytszych marzeń trzeba zwykle zapłacić wysoką cenę - to głębokie przekonanie Damiena Chazelle’a, twórcy najgłośniejszego w ostatnich latach musicalu „La La Land”, nagrodzonego aż siedmioma Złotymi Globami. Film, który wszedł właśnie na polskie ekrany z pewnością będzie liczył się również w walce o oscarowe nominacje.

„La La Land” (w porównaniu do poprzedniego dzieła Chazelle’a - raczej kameralnego „Whiplash”) zachwyca widowiskowością, czego zapowiedzią jest sekwencja otwierająca film: zainscenizowana w „miejskiej dżungli” choreografia, której towarzyszy wpadająca w ucho piosenka.

Jesteśmy w Los Angeles - informuje nas Chazelle - mieście aniołów, fabryce snów, gdzie każdy ma szansę zostać kimkolwiek zechce, jeśli tylko uparcie dąży do wyznaczonego celu. Tacy są właśnie Mia i Sebastian - bohaterowie „La La Land”, których odgrywają znakomicie obsadzeni Emma Stone i Rayan Gosling. Ona, sprzedając kawę, marzy skrycie, by zostać wziętą gwiazdą filmową. On - obiecujący pianista - chce otworzyć własny klub jazzowy. Spotykają się przypadkiem i w naturalny sposób odsłaniają przed sobą wyśnione światy.

Chazelle świadomy gatunkowej konwencji musicalu zręcznie nią żongluje, wykorzystując między innymi modę na nostalgię za złotą erą Hollywood. Choć akcja filmu rozgrywa się współcześnie, bohaterowie noszą kostiumy jak z lat 50., a nawet 20. Rozkloszowane sukienki skrzące się barwami i idealnie skrojone garnitury wyrażają estetyczne fascynacje pary marzycieli, przywodząc na myśl kolory świata przedstawionego choćby w „Deszczowej piosence” Gene’a Kellego.

W musicalu Chazelle’a „różowo” jest jednak tylko w snach, do których przenosimy się wraz z bohaterami tańczącymi na przykład walca w kosmicznej przestrzeni. To zresztą jedna z piękniejszych sekwencji filmu, w której elegancki taniec w przestworzach ilustruje rodzące się między Mią a Sebastianem uczucie.

Lądowanie na Ziemi nie jest jednak do końca miękkie. W rzeczywistości trzeba bowiem zmierzyć się z prawdziwymi problemami i poświęcić nawet prawdziwą miłość, by spełnić marzenia. Smutne? A może po prostu prawdziwe. I chyba właśnie dlatego film Chazelle’a budzi tak powszechny entuzjazm na całym świecie.

Przychodzący dziś do kina widzowie nigdy nie uwierzyliby bowiem w szczęśliwe zakończenie tej muzycznej bajki. Do świata iluzji miło się ucieka, ale kiedyś trzeba przecież stamtąd wrócić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski