Majowa ucieczka

Redakcja
W sobotę zaklinała Wanda maj wierszykiem - jak to poetka. A przymilała mu się, a podlizywała w każdym wersie! Nawet go "baciarem słodkim" nazwała, by się cieszył! Wierszyk przeczytałem kilka razy. Owszem, zgrabny.

Jerzy Tawłowicz: KILKA SKWAREK DO GRULI

Nie zrozumiałem jedynie fragmentu głoszącego, że "maj... wyłazi na stare śliwy"?! I w tej kwestii będę musiał poprosić autorkę o osobistą interpretację tekstu! Ten maj zakręcił w głowie nie tylko Wandzie. Podtatrze postanowiło go uczcić szaloną zabawą. Ogłoszono więc na całą Polskę, że w Zakopanem organizujemy Majówkę Tatrzańską. Miastowi, nie chcąc pozostać w tyle, natychmiast postanowili zorganizować swoją Majówkę Nowotarską. W ślad za nimi majowe święta zaczęły planować wszystkie podtatrzańskie miejscowości i... stało się! Zwaliło się do nas pół kraju, by te pierwsze trzy dni miesiąca przebalować pod Tatrami. Czym to grozi, wiedziałem od dawna. Już w czwartek każdy mógł się o tym przekonać na własnej skórze: przez Aleje Trzeciego (nomen omen!) Maja jechało się tak, jak przez centrum Warszawy w godzinach szczytu! Postanowiłem więc uciec: od tłoku, od tatrzańskiego świętowania, od majówki. Wybrałem się na Jurę i na Mazowsze. Jednak, gdy się od czegoś ucieka, to trzeba się też liczyć z tym, że ucieczka może się nie udać. I faktycznie! "Korki" na drogach, po których jeździłem, były wcale nie gorsze niż te na zakopiance! Od spraw podhalańskich też daleko nie odjechałem: w Złotym Potoku kilkakrotnie przypominano mi, że spaceruję po ścieżkach, którymi chadzał nasz zakopiański hrabia Władysław Zamoyski, a na pobliskiej Wilczej Górze walczył w oddziale powstańczym Adam Chmielowski (ten sam!), późniejszy Brat Albert z Kalatówek. Gdy przed Tomaszowem zjechałem z trasy, by coś przekąsić, przywitał mnie Zajazd Góralski, w którym można było zasiąść do posiłku na Tatrzańskim Tarasie. Zachęcony swojskimi nazwami (i wyglądem!) zapytałem kelnerki, czy w tym zajeździe Podhalańczycy mogą liczyć na jakieś zniżki. Niestety! Okazało się, że nie! Obrałem więc kurs powrotny. Po trzech dniach wędrowania wróciłem do domu, wiedząc już, że sprawdza się często to przysłowie: "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma"! To może lepiej już majowe święta obchodzić u siebie - z widokiem na biały jeszcze Giewont?!...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie