Miałam wielkie szczęście poznać w życiu prawdziwych...

Miałam wielkie szczęście poznać w życiu prawdziwych patriotów

Rozmawiał Paweł Gzyl

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Muzyka. Angielka polskiego pochodzenia - Katy Carr - zaśpiewa o żołnierzach wyklętych
Katy Carr chciała być lotnikiem - to dla niej symbol polskości

Katy Carr chciała być lotnikiem - to dla niej symbol polskości ©www.Benwrightphotography.co.uk

- Co zapamiętałaś z dzieciństwa w Polsce?

- Pamiętam jak spędzałam czas z moja babcią Joanną. Śpiewała mi polskie i góralskie piosenki. Miała mocny głos i pamiętała wiele piosenek. To był bajkowy czas. Całe dnie spędzałam na polu, na wsi. Bawiłam się z innymi dziećmi. Lubiłam konie. Z kolei zimą jeździłam na sankach. Pamiętam jak zajadałam się gołąbkami. Najbardziej jednak lubiłam pierogi z jagodami, bo zawsze bawiło mnie, że miałam po nich fioletowy język. Ciocia piekła też pyszny makowiec . Jedzenie jest dla mnie bardzo ważne. Kiedy przyjeżdżam do Krakowa - od razu idę kupić moje ulubione pączki z różanym dżemem na ulicy Krupniczej w cukierni „Michałka”.

- Jak to się stało, że robiąc karierę na angielskim rynku muzycznym, nagle ogłosiłaś w swoich piosenkach, że pochodzisz z Polski?

- Zaczęło się sześć lat temu. Pojechałam do Polski na wakacje - i trafiłam do Żywca, gdzie odwiedziłam pracownię ludowego rzeźbiarza Józefa Hulki. To było niesamowite przeżycie! Bardzo mi się spodobały jego prace i zamówiłem u niego wykonanie Turonia. Kupiłam tę wielką kozę na kiju, wsiadłam z nią do samolotu i przyleciałam do Anglii. Kiedy zaproszono mnie na muzyczny festiwal, grałam jako didżejka i wyszłam na scenę z... tym Turoniem. Bardzo się to wszystkim spodobało, a jedna z dziennikarek postanowiła nawet napisać artykuł o ludowym rzeźbiarzu. A ja zapragnęłam bliżej przyjrzeć się polskiej kulturze i historii.

- Tak narodziła się piosenka „Kommander’s Car”, dzięki której poznaliśmy Cię w Polsce?

- Tak. I odwiedziłam obóz - muzeum Auschwitz - Birkenau. To był dla mnie szok. Dowiedziałam się wtedy, że zginęli w nim nie tylko Żydzi, Cyganie i homoseksualiści, ale też ponad 150 tysięcy Polaków. Mało tego: dowiedziałam się - że polscy żołnierze z AK zorganizowali w Auschwitz ruch oporu. Jeden z nich - Kazimierz Piechowski - uciekł z trzema innymi więźniami przebrany w mundur SS samochodem komendanta obozu, Rudolfa Hössa. Przeżyłam wstrząs - postanowiłam wyrazić swe uczucia w piosence.

- Co wiedziałaś wcześniej o historii Polski?

- Prawie nic. Może tylko to, że w bitwie o Anglię uczestniczył polski dywizjon 303 z generałem Skalskim na czele. Spotykałam ludzi, którzy byli Sybirakami, ale kompletnie nie wiedziałam, co oni przeżyli. Dlatego teraz dobrze rozumiem młodych ludzi, którzy też nic nie wiedzą o polskiej historii.

- Co Cię zafascynowało w tych polskich losach z czasów II wojny światowej?

- Poznałam osobiście druha Kazika Piechowskiego, kiedy przyjechałam do Gdańska z angielską reżyserką, Hannah Lovell, która postanowiła nakręcić film o jego przeżyciach. I on stał się moja muzą. Otworzył mi swoimi opowieściami oczy na polska historię. Zachwycił mnie jego autentyczny patriotyzm. Był bardzo cierpliwy, mówił powoli, opowiadał niesamowite historie. Początkowo jednak niewiele rozumiałam. Nie mieściło mi się w głowie dlaczego Niemcy prześladowali polskich harcerzy. Dopiero z czasem zrozumiałam, że oni byli patriotami i chciano im za to odebrać życie w Auschwitz.

- Jak Brytyjczycy odebrali Twoje piosenki o Polsce?

- Bardzo emocjonalnie. Okazało się, że pamiętają zaangażowanie Polaków w obronę ich ojczyzny podczas II wojny światowej. Oczywiście szczególnie uczestnictwo lotniczego Dywizjonu 303 w Bitwie o Anglię.

- A jak przyjęto Twoje piosenki nad Wisłą, kiedy je tutaj zaprezentowałaś po raz pierwszy?

- Wszyscy byli podwójnie zdziwieni. Po pierwsze: dlatego, że o historii Polski śpiewa młoda osoba, po drugie dlatego - że jestem z Wielkiej Brytanii. Kiedy śpiewałam takie piosenki, jak „Czerwone maki na Monte Cassino” czy „O mój rozmarynie”, szczególnie poruszeni byli weterani, którzy walczyli o Polskę podczas II wojny światowej.

- Co jest takiego w polskim folklorze, że fascynuje Cię bardziej niż celtycki?

- Te piosenki mają niesamowite melodie. Znałam je już od mojej babci, ale nauczyłam się śpiewać w Krakowie z pomocą chóru z Lochu Camelot. Dzięki wsparciu tutejszej Biblioteki Polskiej Piosenki wystąpiłam na Rynku Głównym podczas Lekcji Śpiewania. To było niesamowite doświadczenie Początkowo trochę kaleczyłam język polski, ale z czasem szło mi coraz lepiej. Bardzo mi pomogła letnia szkoła na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ten kurs polecam wszystkim obcokrajowcom, którzy chcą poznać polski język i historię. Ja nauczyłam się nawet tańczyć mazura!

- Dlaczego występujesz w strojach z okresu dwudziestolecia międzywojennego?


- Moja angielska babcia miała bardzo piękne stroje. Dlatego zaczęłam je nosić. Akurat trafiłam w modę na vintage. Wiele ludzi ubiera się dzisiaj w Anglii w sklepach z ubraniami z drugiej ręki. Ja mam typowo damską figurę - i dzisiejsze ubrania niezbyt do niej pasują.

- Dzisiaj wielu młodych ludzi ma skrajnie odmienny stosunek do patriotyzmu. Ty nie wstydzisz się swojej miłości do Polski.

- Słowo „patriotyzm” niektórym młodym ludziom źle się kojarzy. Niestety - są politycy, którzy wykorzystują je do brudnych celów. Ja miałam szczęście poznać prawdziwych patriotów, ludzi, którzy mają dziś po 90 lat. Oni za czasów swej młodości byli gotowi oddać swoje życie za Polskę. Stanowili bowiem pierwsze pokolenie, które doświadczyło życia w wolnym kraju i nie chcieli tego za nic w świecie utracić.

- Niebawem zaśpiewasz w Krakowie z okazji dnia pamięci o żołnierzach wyklętych.

- Armia Krajowa była w czasie II wojny światowej największą organizacją oporu. Dla mnie ważne jest to, że w jej szeregach było tak wiele dziewczyn. Generał Grot-Rowecki powiedział, że nie byłoby Armii Krajowej bez kobiet. I to prawda - bo w tamtych czasach dziewczyny były żołnierkami, partyzantkami, sanitariuszkami, szpiegami. Wiesz, że były nawet dwie pilotki? Jadwiga Piłsudska i Anna Leska. Na mojej ostatniej płycie - „Polonia” jest piosenka „Jumping With Zo” o generał Elżbiecie Zawackiej, która była jedyną kobietą wśród Cichociemnych.

Jej archiwum w Toruniu, którym dysponuje Fundacja Elżbiety Zawackiej było dla mnie wielką inspiracją. Osobiście poznałam z kolei Danutę Gradosielską - Sybiraczkę, która służyła w kompanii 316 II korpusu i walczyła pod Monte Cassino. Ona nauczyła mnie piosenki „Mundur miałyśmy zielony”. Mamy wiele takich historii, z których możemy być dumni.

Katy Carr zaśpiewa 28 lutego o godz. 19 w krakowskim Auditorium Maximum UJ z okazji obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Wstęp wolny.

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
łza w oku się kręci.

Roderyk. (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Urocza i mądra kobieta z czarującym głosem.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo