Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Michał Szczygieł: Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie przebój, a kiedy nie

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Michał Szczygieł
Michał Szczygieł Raf Kuczowicz
Michał Szczygieł to młody wokalista, pochodzący z Nowej Wsi pod Nowym Sączem. Dzięki występowi w "The Voice Of Poland" wyrwał się w wielki świat - i właśnie swoją premierę miała jego druga płyta, wydana przez polski oddział koncernu Universal. Nam piosenkarz opowiada jak powstał jego najnowszy wielki przebój - "Adrenalina".

- Twoja debiutancka płyta sprzed dwóch lat pokryła się złotem. Spodziewałeś się takiego sukcesu?
- Nigdy nie zakładałem takich wyróżnień. I nie myślałem o muzyce w takich kategoriach. Byłem skupiony przede wszystkim na artystycznej stronie swej działalności. I tu chciałem osiągnąć spełnienie. Złota Płyta jest miłym dodatkiem, ja przyjmuję ją jednak chłodno. Niektórzy moi współpracownicy mają mi to pewnie troszkę za złe. Ale cóż- taki już jestem.

- Obwołano cię honorowym obywatelem Nowej Wsi po sukcesie „Tak jak chcę”?
- Na razie nie, ale wszystko jeszcze przede mną. Muszę na to naprawdę zasłużyć. Choć z tego, co wiem, to chyba jeszcze nikt nie został wyróżniony takim tytułem. Może więc będę pierwszy? Będąc skromnym chłopakiem poprosiłbym władze wsi o to, by jednak obok mnie więcej osób otrzymało taką nominację. Żebym nie był sam. (śmiech)

- Teraz mieszkasz w Warszawie. Jak się odnajdujesz w sercu show-biznesu?
- Całkiem dobrze. Zwłaszcza, że sam steruję swoją karierą. Wiadomo – jestem z małej miejscowości, która ma się nijak do warszawskiego świata, więc musiałem się dotrzeć. Ale teraz całkiem dobrze sobie radzę i mam nadzieję, że to, co najlepsze jeszcze przede mną. Uciekam z Warszawy bardzo często, bo podróże to ważny element mojego życia. Często wracam też do siebie do Nowej Wsi oraz w Tatry, bo mam górską zajawkę. Może dzięki temu stolica mnie nie męczy? Taki balans jest bardzo zdrowy.

- Ponieważ postanowiłeś poświęcić się muzyce, zrezygnowałeś ze studiów. Nie żałujesz?
- Kiedy widzę jak teraz moi rówieśnicy kończą studia, to pojawia się we mnie taka nutka. Wiem jednak, że nie jestem typem wielozadaniowej osoby. Przy natłoku obowiązków związanych z moim zawodem, trudno by mi było skupić się na nauce. Dlatego myślę, że ta decyzja była słuszna. To, że rozmawiamy teraz o mojej drugiej płycie, jest tego najlepszym dowodem.

- Kiedy zacząłeś pracę nad nowym albumem?

Oto najcenniejsze marki na świecie!

od 16 lat

- Po wydaniu debiutu miałem dosyć ciężki czas. Musiałem zrobić pierwsze podsumowania tego, co udało mi się osiągnąć. Pojawiły się więc głosy zadowolenia i niezadowolenia. Wszystko to trzeba było przetrawić i poprawić, co nie było zrobione tak, jakbym chciał. Prywatnie był to też dla mnie trudny i wymagający czas. Potem na początku 2022 roku rozchorowałem się: najpierw na COVID, a potem na ospę, której nie przeszedłem jako dziecko. Dlatego prace nad nową płytą trochę się opóźniły. Wróciłem jednak z przytupem.

- Czułeś na sobie presję przeskoczenia sukcesu pierwszego albumu?
- Nie podchodziłem do tego w taki „sprawdzianowy” sposób. Chciałem zrobić nową płytę i wydać ją jak najszybciej. Byłem na gazie – i mocno się na tym skupiłem.

- Z kim tym razem stworzyłeś nowe piosenki?
- To cała armia producentów – grupy Hotel Torino, Bem8s czy duet Likers, z którymi nagrałem „Adrenalinę”. Z większością z nich mam większą lub mniejszą zażyłość prywatną, co się przekłada na dobre wyniki naszej pracy.

- Jaką rolę odgrywałeś w tworzeniu materiału na nową płytę?
- Przede wszystkim piszę melodie i teksty. Wszystko to powstaje praktycznie od zera w studiu, podczas pracy ze wspomnianymi producentami. Mam też swój drobny udział w realizowaniu teledysków oraz projektowaniu okładek i grafik na płytę. Wymyślam coś na bieżąco i proponuję własne rozwiązania. Nawet jak otrzymuję „stylówkę” od stylisty, to nie tylko wyrażam swoje zdanie na jej temat, ale również staram się dodawać coś od siebie. Oczywiście w zgodzie z tymi, którzy są do tej pracy oddelegowani. Bo nie chcę wchodzić w czyjeś kompetencje.

- Lubisz mieć kontrolę nad całością tego, co firmujesz swym imieniem i nazwiskiem?
- Tak. Czasami nawet za bardzo. (śmiech) Tak naprawdę myślę jednak, że znalazłem złoty środek i nie jestem kłopotliwy dla współpracowników.

- Nową płytę poprzedził twój wielki przebój „Adrenalina”, który pokrył się platyną. Jak się pisze takie hity?
- Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie przebój, a kiedy nie. W tym konkretnym przypadku było tak, że spotkałem się z chłopakami z Likers na pierwszej sesji – i od razu napisaliśmy „Adrenalinę”. Fenomen tego singla polega więc chyba na tej wyjątkowej emocji, która narodziła się między nami podczas tego spotkania. Likers to goście, którzy mają wielką zajawkę na muzę i chcą tworzyć coś dobrego. Rozmawialiśmy o mnie i o moich zainteresowaniach – a w międzyczasie „Adrenalina” zrobiła się sama.

- Twoja nowa płyta to nowoczesny pop w mainstreamowym wydaniu. Taka muzyka gra ci teraz w sercu?
- Tak. Pop pozwala mi mieszać różne gatunki. Weźmy taki utwór, jak „Możesz być, kim chcesz” – udało mi się w nim przemycić elementy zawadiackiego hip-hopu. Słychać je też w tekstach, które stworzyłem z Kaziorem, który jest przecież ulicznym raperem. Te światy popu i hip-hopu ciągle się w moich piosenkach przecinają.

- O czym napisałeś teksty na płytę?
- To przekrój moich emocji z ostatnich dwóch lat. Są w nich też elementy motywujące – skierowane do słuchaczy, ale też do mnie samego. Jest tam trochę Michała Szczygła romantyka, który pokazuje oblicze zakochanego chłopaka. Odsłaniam też różne swoje wątpliwości i zmartwienia. Całość ma jednak pozytywny przekaz mobilizujący do działania i dodający pewności siebie.

- I udaje się?
- Zdecydowanie tak. Lubię adrenalinę i ekstremalne rzeczy. Słuchając tych piosenek, wiem więc, że oddają one mojego ducha.

- Mówisz w wywiadach, że najważniejszą piosenką na płycie jest „Światło”. Dlaczego?
- To utwór, którego powstanie najwięcej mnie kosztowało emocjonalnie. Pisząc go, czułem, że mam przypływ autentycznej weny – a to nie jest tak częste. Dzięki temu miałem wrażenie swej wyjątkowości, o której często mówią mi inni ludzie, a o której sam nie do końca jestem przekonany.

- Wolisz pracę w studiu od koncertów?
- Jednak wolę koncerty. Bo mam cudowny zespół, z którym daję porządne koncerty. To moja chluba zawodowa. Każda praca ma oczywiście swoje plusy i minusy. Przy okazji nowej płyty nakręciliśmy podróżnicze wideoklipy, dzięki czemu zwiedziłem kawał świata. To też ma więc swój urok. Ale koncerty to jest to.

- Miałeś okazję dać już koncert w Nowej Wsi?
- Jeszcze nie. Ale nawet się cieszę, że to nie stało się tak szybko. Teraz jak przyjadę z występem do swojej rodzinnej miejscowości, to pokażę się z show dopracowanym na takim poziomie, z którego będę w pełni zadowolony.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo

Materiał oryginalny: Michał Szczygieł: Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie przebój, a kiedy nie - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski