Moje życie było nieciekawe...

Redakcja
O. Joachim Badeni Fot. Wacław Klag
O. Joachim Badeni Fot. Wacław Klag
Tak ojciec Joachim odpowiadał, gdy ktoś pytał go, czym się zajmował przed wojną. W rozmowach nie lubił wracać do dawnych czasów. Odsyłał do wspomnień swojej przyrodniej siostry, Marii Krystyny Habsburg. Wojna spowodowała, że o. Joachim stracił świat, w którym kiedyś żył i powracać do niego nie miał zamiaru. Doświadczył "stanu zerowego", w którym został całkowicie ogołocony, a jednocześnie stał się wolnym człowiekiem. Nie musiał już zarządzać trzema majątkami ani podtrzymywać tradycji rodu. To wszystko przepadło. Pod koniec wojny pobiegł za Chrystusem, który już wcześniej go zauroczył i z lekkim sercem przekroczył furtę klasztoru dominikanów...

O. Joachim Badeni Fot. Wacław Klag

WSPOMNIENIE. 11 marca, w wieku 98 lat, zmarł w Krakowie ojciec Joachim Badeni, dominikanin

A jednak... Ojcze Joachimie, miałeś całkiem ciekawe życie i całkiem ciekawą rodzinę.

Republika Badeńska

Ojciec Joachim Badeni urodził się 14 października 1912 r. w Brukseli jako Kazimierz Stanisław. Jest synem Ludwika hr. Badeniego i Alicji z domu Ankarcrona, Szwedki. Imię otrzymał po swoim dziadku - Kazimierzu hr. Badenim herbu Bończa, któremu cesarz Franciszek Józef powierzył w 1895 r. stanowisko premiera Austro-Węgier. Gabinet Badeniego nazywano polskim, ponieważ najważniejsze stanowiska ministerialne powierzył rodakom. Po zakończeniu kadencji premiera powrócił do swojego miasteczka Busk, 50 km na wschód od Lwowa. Przyjeżdżały tam do niego liczne delegacje, by wyrazić mu swoje uznanie. Jak pisała w pamiętniku Matylda Sapieżyna: "Wedle znanej polskiej recepty, by największy entuzjazm i solidarność objawiać przy pożegnaniu lub pogrzebach swoich wybitnych ludzi!".

Młodszy brat premiera - Stanisław Badeni - był w latach 1895-1912 marszałkiem krajowym Galicji. Dzięki jego staraniom wojska austriackie w 1899 roku zwróciły Polakom Wawel. Wpływy polityczne oraz majątki braci Kazimierza i Stanisława Badenich były w tamtym czasie tak znaczne, że Galicję i Lodomerię nazywano "republiką badeńską".

Kazimierz (o. Joachim) urodził się kilka dni po śmierci Stanisława. Wiadomość o jego narodzinach dotarła z Brukseli do dalekiej Galicji w dniu pogrzebu. Krewnych ogarnęła w tym momencie radość, bo na świat przyszedł następca braci Badenich.

Syn premiera Kazimierza Badeniego - Ludwik - poszedł w ślady ojca i stryja. Został prawnikiem, a następnie dyplomatą austriackim. Przebywając w Sztokholmie jako radca ambasady Austro-Węgier poznał Alicję Ankarcrona. Alicja była córką pierwszego łowczego dworu szwedzkiego. Musiała to być wielka miłość, skoro Alicja, aby poślubić "papistę", porzuciła protestantyzm będący od wieków religią panującą w Szwecji i w jej rodzinie. Gdy przyjęła oświadczyny Polaka, ten zaprosił ją na obsypany kwiatami statek, którym popłynęli w romantyczny rejs po Archipelagu Sztokholmskim. Zamieszkali w Brukseli w pałacyku na Avenue Louise, gdzie urodził się ich syn Kazimierz Stanisław, czyli przyszły ojciec Joachim.

W 1916 r. po długiej chorobie Ludwik zmarł. Został pochowany w rodzinnym Busku. Tam też Alicja wraz ze swoim czteroletnim synem Kazimierzem przeniosła się na stałe.

Alicja szybko nauczyła się płynnie mówić po polsku, przyswoiła sobie wiele polskich obyczajów, polubiła słowiańską kulturę i przestrzenie Kresów Wschodnich. Samo miasteczko, według wspomnień o. Joachima w "Autobiografii" (Wyd. Literackie 2004), było nieciekawe. "Busk był typowym żydowskim sztetlem. W przewodnikach po »Galicyi« pisano wprawdzie, że przed rokiem 1914 miasteczko nasze dumnie nazywano »Wenecyją Podola«, ale Busk z Wenecją tyle miał wspólnego, że panował w nim klimat malaryczny, no i wszędzie leżało błoto".

Żywieccy Habsburgowie

W listopadzie 1920 r. Alicja ponownie wyszła za mąż. Ojczymem Kazimierza został arcyksiążę Karol Olbracht Habsburg z Żywca. Kazimierz przestał być jedynakiem. Jego młodsze rodzeństwo to: Karol Stefan, Maria Krystyna oraz Renata Maria.

Dom Habsburgów żywieckich stał się domem polskim. Jak wspomina Maria Krystyna: "Pamiętam polską postawę Matki. Gdy wprowadziła swoje rządy w zamku od razu wszystko było polskie. Nie używaliśmy języka niemieckiego i nie uczyliśmy się go wcale. Dopiero w gimnazjum zaczęliśmy się go uczyć. Ale musieliśmy być Polakami".

Habsburgowie byli właścicielami browaru w Żywcu, większego od browaru Badenich w Busku, choć wielu, zwłaszcza kresowiaków, ceniło sobie bardziej od "Żywca" piwo "BBB" (Browar Busk hr. Badeniego).

Gdy wybuchła II wojna światowa ojczym dołączył do armii polskiej, Alicja natomiast pojechała do Buska. Tam przeżyła bardzo trudne chwile. Posiadłość Badenich splądrowano, łącznie z kaplicą grobową. Złodzieje otwarli trumny poszukując w nich kosztowności, a ciała wrzucili do Bugu. Alicja znalazła nad brzegiem rzeki tylko zwłoki swojej teściowej, zmarłej dwa lata wcześniej, i raz jeszcze je pochowała.

Po powrocie do Żywca Alicja dowiedziała się, że jej mąż został aresztowany przez gestapo i wtrącony do więzienia w Cieszynie. Zachował się stenogram z przesłuchania Karola Olbrachta: "- Dlaczego Pan walczył po stronie Polaków? - Skłoniło mnie do tego poczucie obowiązku wobec tego kraju, mojego kraju. - Pańskiego kraju? I to mówi Habsburg? - To mówi Habsburg. - Uważa się Pan za Polaka? - Jestem tylko niemieckiego pochodzenia. Uważam się za Polaka, podobnie jak moja żona i moje dzieci".

W więzieniu był katowany, szantażowany, grożono mu śmiercią rodziny. Gdy go wypuszczono po dwóch latach był częściowo sparaliżowany, pozbawiony jednego oka.

Niemcy całkowicie zrabowali dobra żywieckie. Alicja wraz z córkami została wyrzucona z pałacu i umieszczona w rozwalającej się ruderze w Wiśle. Została żołnierzem Armii Krajowej, jej zadaniem było m.in. prowadzenie nasłuchu zagranicznych radiostacji dla potrzeb biuletynów AK oraz tłumaczenie na język angielski różnych informacji, przekazywanych potem aliantom.

Po wojnie majątek Habsburgów został przejęty przez komunistów. Rodzina rozjechała się po świecie. W latach dziewięćdziesiątych przyjechała do Żywca ze Szwajcarii siostra o. Joachima - Maria Krystyna. Władze miasta udostępniły jej małe mieszkanie w dawnym zamku Habsburgów, zamienionym na siedzibę Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych.

Szeregowy Badinato

Jak na Badeniego przystało, młody Kazimierz ukończył Wydział Prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim (1937 r.). Wakacje 1939 r. spędzał wraz ze swoim bratem Karolem Stefanem u ciotki Wery, w siedemnastowiecznym dworze pod Sztokholmem. Na wieść o zbliżającej się wojnie wsiadł w samolot do Warszawy i szybko dotarł do Buska, a stamtąd do najbliższej komendy uzupełnień. Nie przyjęto go jednak do wojska, więc prywatnie zamówił mundur u krawca, wziął sztucer myśliwski i swoim fiatem pojechał do batalionu zapasowego pod granicę rumuńską, gdzie powierzono mu funkcję dowódcy wozu benzynowego. Po ataku Armii Czerwonej na Polskę batalion został ewakuowany do Rumunii. Kazimierz przedostał się do Bukaresztu, gdzie zakochał się w pięknej dziewczynie o imieniu Mariczika - córce urzędnika rumuńskiego MSZ. Po dwóch miesiącach wyjechał z Bukaresztu z obrączką zaręczynową na palcu. Przedostał się do Coëtquidan na północy Francji, gdzie wstąpił do 3. Kompanii Strzeleckiej. Został zwykłym szeregowym żołnierzem, ukrywając swój, jak mówił, "garb hrabiowski". Jego towarzyszami zostali przede wszystkim górnicy, którzy przed wojną wyjechali na północ Francji za chlebem. "Spaliśmy obok siebie na betonie i nie dzieliły nas żadne różnice. Byłem z nimi w największej komitywie. Badinato, ça va? - wołali na mój widok" - wspominał w "Autobiografii".
Po przegranej bitwie o Narwik wraz z kilkoma kolegami z rozbitej brygady uciekł na południe Francji, a następnie kutrem do Afryki. Tam został internowany przez Francuzów wraz z grupą kilkuset błąkających się polskich żołnierzy. Po kolejnej ucieczce dotarł do angielskiego Gibraltaru. Został sekretarzem polskiej misji, służąc biegłą znajomością kilku języków zachodnich. Z początkiem 1943 r. przeniesiono go do sztabu generała Sikorskiego w Anglii. Potem przeszedł do brygady spadochronowej, chcąc wrócić do kraju jako "cichociemny". Jednak po negatywnym orzeczeniu komisji lekarskiej został przeniesiony do kwatermistrzostwa. Tam poznał dominikanina o. Innocentego Bocheńskiego, który pomógł mu na nowo rozeznać powołanie. W lipcu 1943 r. wstąpił do seminarium duchownego w Anglii, rok później do nowicjatu dominikanów. Po latach tak skomentował ten fakt: "Skoro moja kariera wojskowa legła w gruzach, skoro nigdy nie zostanę bohaterem, zatem idź, Kaziu, do klasztoru!".

Dominikanin

"Gdyby nie wojna, pozostałbym przeciętnym właścicielem ziemskim, obarczonym po uszy kłopotami małżeńskimi, wychowaniem dzieci, podatkami, problemami ze służbą i Bóg wie, czym jeszcze. Jako zakonnik też mam problemy, ale inne, na przykład, czy nasze zgromadzenie przetrwa czy nie przetrwa - chyba raczej przetrwa".

W lipcu 1944 r. Kazimierz przekroczył próg klasztoru, stając się zwykłym bratem. Długo nie zastanawiał się, jakie przyjąć nowe imię w zakonie. Na dzień przyjęcia przez niego pierwszej profesji przypadło akurat wspomnienie Joachima i Anny - rodziców Matki Bożej. W 1947 r. o. Joachim wrócił do Polski. Święcenia zakonne i kapłańskie przyjął w 1950 r. w Krakowie.

Ubóstwo, na które się zdecydował, praktykował w najprostszy sposób. Była to rezygnacja z posiadania czegokolwiek. Nie zbierał nawet żadnych pamiątek czy zdjęć. Książki pożyczał w bibliotece. Prezenty, które otrzymywał od razu przekazywał innym. Nie pogardził natomiast butelką pepsi, dobrym obiadem w restauracji czy nową kurtką, gdy stara się rozleciała. W okresie PRL chciał odwiedzić w Szwecji swoją mamę, z którą zawsze czuł się bardzo związany. Funkcjonariusz, który zasugerował mu, że dostanie paszport w zamian za współpracę, zdziwił się, gdy usłyszał od zakonnika, gdzie może sobie ten paszport wsadzić.

Był człowiekiem modlitwy kontemplacyjnej. Zastanawiał się, czy jego miejsce nie jest u kamedułów. Próbował zostać eremitą na Srebrnej Górze w krakowskim Lesie Wolskim. Kiedy po 9 miesiącach odosobnienia uległ pokusie strzelania z procy do wron, stwierdził, że życie pustelnicze nie jest jego powołaniem. Wrócił do dominikanów, którzy są wezwani nie tylko do kontemplacji, ale też do przekazu kontemplacji.

Zasłynął jako duszpasterz akademicki w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie. Znalazł dobry kontakt z młodzieżą. Był wybitnym kaznodzieją. Kilka jego kazań przeszło do historii. M.in. wymagające ogromnej odwagi słowa prawdy, wygłoszone do kilku tysięcy studentów zgromadzonych w Bazylice Dominikańskiej w Krakowie po zamordowaniu Stanisława Pyjasa w maju 1977 r. Albo kazanie na Jasnej Górze na I Kongresie Odnowy w Duchu Świętym we wrześniu 1983 r. Gdy wypowiedział pierwsze zdanie: "To jest to!", tłum zgromadzony w bazylice zareagował długimi owacjami na stojąco.
Ojciec Joachim był jednym z pierwszych w Polsce "charyzmatyków". O wydarzeniu "wylania Ducha Świętego", które przeżył we Wrocławiu w 1976 r., chętnie opowiadał. Był wielkim wsparciem dla budzącej się w Kościele Odnowy w Duchu Świętym. Zawsze tryskał energią i humorem. Kiedy radziłem się go, czy w wieku 50 lat mogę rozpocząć pracę w nowym zawodzie, Ojciec Joachim stwierdził: "Ja, na przykład, w wieku dziewięćdziesięciu kilku lat zacząłem wydawać swoje pierwsze książki i idzie mi to całkiem nieźle". Duch młodości nie opuszczał go nawet w chwilach kryzysów zdrowia. Na jedną z naszych ostatnich rozmów spóźnił się pół godziny: "Przed wyjściem z celi straciłem przytomność, zdarza mi się to ostatnio, ale główka już pracuje, możemy rozmawiać". Przed 95 rocznicą urodzin powiedział: "Podałem się do mamy, która żyła 96 lat. Mamy więc jeszcze cały rok do wykorzystania". Dane mu było przeżyć jeszcze trzy lata. Zmarł 11 marca 2010 r.

Sylwester Szefer

Autor jest redaktorem TVP Historia. W 2007 r. przeprowadził z o. Joachimem Badenim wywiad-rzekę: "Kobieta i mężczyzna. Boska miłość" (Wydawnictwo AA)

Pogrzeb śp. o. Joachima Badeniego OP

odbędzie się w poniedziałek, 15 marca 2010 roku, w Krakowie.

Porządek uroczystości pogrzebowych:

8.30 - wystawienie trumny w kościele oo. Dominikanów przy ul. Stolarskiej 12.

10.00 - Msza św. pogrzebowa.

12.30 - rozpoczęcie obrzędów pogrzebowych na cmentarzu Rakowickim przy bramie od ulicy Rakowickiej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie