Muzyka na harfy

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Uczestnicy sympozjum najbliższe dni spędzą bardzo pracowicie, uczestnicząc w wykładach i licznych koncertach odbywających się po kilka dziennie. Melomani słuchający harfy jedynie na koncertach symfonicznych, jako jednego z wielu instrumentów orkiestry, zastanawiać się mogą nad potrzebą tego typu spotkań. Już czwartkowy koncert inaugurujący sympozjum te wątpliwości rozjaśniał, pozwalał nieco inaczej niż przywykliśmy, spojrzeć na instrument, jeden z najstarszych w naszej cywilizacji, towarzyszący od tysięcy lat poetom i wieszczom, urzekający tajemniczą niekiedy barwą.

Z sali koncertowej

W czwartek wieczorem, koncertem we Floriance, rozpoczęło się Polsko-Niemieckie Sympozjum Harfowe, zorganizowane przez krakowską Akademię Muzyczną i Związek Harfistów Niemieckich, a otworzone uroczyście przez prof. prof. Therese Reichling i Barbarę Świątek-Żelazną.
 Tak się złożyło, że przed trzydziestoma laty, u progu mojej działalności zawodowej, towarzyszyłam imprezie podobnej, choć o zasięgu jedynie ogólnopolskim. To doświadczenie pomogło mi w czwartek zorientować się, jak dalece rozwinęła się w Polsce sztuka gry na harfie, a przecież wciąż nie jest to u nas instrument powszechnie używany w grze solowej czy muzyce kameralnej. Na trwającym przeszło trzy godziny koncercie inauguracyjnym słuchaliśmy właśnie kameralnego harfowego muzykowania w wykonaniu zespołów z Kolonii, Rostocku, Paderborn, Warszawy i Krakowa.
 Młodzi muzycy (uczniowie szkół II stopnia i muzycznych uczelni) grali repertuar od renesansu po współczesność, zarówno transkrypcje popularnych utworów orkiestralnych, jak i oryginalne kompozycje pisane w naszych już czasach na kilka harf. Był to pokaz różnych szkół gry harfowej i bogatych możliwości muzykowania na tym instrumencie.
 Niewątpliwym ewenementem był występ Junges Deutsches Harfenensemble z Kolonii, bo większość obecnych na sali chyba po raz pierwszy słuchała brzmienia sekstetu harf (niemieccy goście przywieźli z sobą instrumenty). Prezentowany przez koloński zespół obszerny program, od Praetoriusa po Andresa, wykonany został muzykalnie, ze znajomością rzeczy, choć nieco jeszcze szkolnie. To samo rzec można o duecie harfowym z Paderborn. Dojrzałością muzyczną wyróżniał się duet z Rostocku. Cornelia Lootsmann i Constanze Stieber dobrze zestawiły program krótkiego występu, ukazały swoją muzyczną wszechstronność i pełnię bogactwa brzmienia instrumentów.
 Dobrze zaprezentowały się polskie harfistki. Anita Didkowska, Zofia Dowgiałło, Natalia Dymarska, Urszula Nowakowska i Zuzanna Dymer z Warszawy sprawnie grały w duecie i kwartetach, szczególnie interesująco brzmiały w ich wykonaniu utwory współczesne, poszukujące owych barw i brzmień, choć w południowoamerykańskich rytmach brakło nieco charakterystycznego dla tej muzyki pulsu. Pięknie zakończyły czwartkowy koncert Elżbieta Baklarz i Malwina Lipiec z krakowskiej muzycznej uczelni.
 Harfa jest instrumentem prawie zupełnie sfeminizowanym, co widać było w czwartek i na estradzie, i wśród publiczności, choć światową sławę zyskują grający na tym instrumencie mężczyźni, dość wymienić Marcela Tourniera, Carlosa Salzedę, czy Nicanora Zabaletę. Dlaczego? Może uda mi się odpowiedzieć na to pytanie po wysłuchaniu kolejnych koncertów sympozjum.
ANNA WOŹNIAKOWSKA

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo