Natychmiast, czyli w nieskończoność

EK
W ubiegłym roku Okręgowy Inspektorat Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie skierował do sądów grodzkich ponad 100 wniosków o ukaranie przedsiębiorców, którzy nie wypłacali pracownikom wynagrodzeń.

Mimo korzystnych orzeczeń sądów wielu pracownikom do dziś nie udało się wyegzekwować zaległych wynagrodzeń

W ubiegłym roku Okręgowy Inspektorat Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie skierował do sądów grodzkich ponad 100 wniosków o ukaranie przedsiębiorców, którzy nie wypłacali pracownikom wynagrodzeń.

   O 15 przypadkach złośliwego lub uporczywego uchylania się od obowiązku wypłaty wynagrodzenia PIP poinformował prokuraturę. W tym samym czasie pracujący bez pensji pracownicy złożyli kilkaset pozwów w sądach pracy. Mimo korzystnych orzeczeń wielu do dziś nie udało się wyegzekwować pieniędzy.
   Co w naszych realiach znaczy wyrok z klauzulą natychmiastowej wykonalności - pokazuje historia naszej Czytelniczki.
   W marcu 2002 roku 23-letnia Anita Kuklińska podjęła pracę jako telemarker w prywatnej firmie "Partner", zajmującej się sprzedażą usług turystycznych. Za pierwsze dwa miesiące wypłacono jej wynagrodzenie, za trzeci już go nie otrzymała.
   - Wszelkie negocjacje z właścicielem okazały się nieskuteczne. Twierdził, że nie ma klientów, więc i pieniędzy na wypłaty - opowiada młoda kobieta.
   Dwukrotnie składała skargi do Państwowej Inspekcji Pracy. Bez efektu. Mimo że inspektorzy potwierdzili, że Bogusław K. zalega z wypłatą wynagrodzeń - nie tylko jej, ale też i innym pracownikom - przedsiębiorca nie przejął się kontrolą ani nałożonymi na niego mandatami. Należności nie miał zamiaru regulować.
   Prawdziwe kłopoty pani Anety zaczęły się, kiedy trafiła do szpitala z powodu zagrożonej ciąży. Wszystkie oryginały druków L-4 przesyłała pracodawcy, ale ten nie przekazywał ich do ZUS. Nie przekazywał, ponieważ w ogóle nie zgłosił tam jej zatrudnienia. Mimo że przez pierwsze dwa miesiące potrącał z jej pensji składkę emerytalno-rentową, żadnych pieniędzy do ZUS nie odprowadzał. Podobnie zresztą jak i zaliczki do urzędu skarbowego.
   - Znalazłam się w tragicznej sytuacji - bez pieniędzy na niezbędne lekarstwa i specjalistyczne badania, bez ubezpieczenia, za to z rachunkami za trzykrotne pobyty w szpitalu. Postanowiłam walczyć. Wtedy okazało się, że druki L-4 przesłane do mojego pracodawcy gdzieś zniknęły. Postarałam się o duplikaty. Początkowo stanowisko ZUS-u było twarde. W końcu jednak, choć nie bez walki, udało mi się znaleźć w tej instytucji zrozumienie - uzyskałam ubezpieczenie - opowiada.

   Mniej więcej w tym samym czasie wystąpiła do sądu pracy z pozwem przeciwko pracodawcy o wypłatę zaległego wynagrodzenia. Ponieważ nie zgłaszał się on na rozprawy, wyrok zapadł zaocznie. Był zgodny z żądaniem pozwu. 24 października orzeczenie uzyskało rygor natychmiastowej wykonalności. Tyle, że w tym przypadku słowo "natychmiast" w praktyce oznaczało… nieskończoność.
   Leszek Dumnicki, komornik sądowy Rewiru IX przy Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Krowodrzy, do którego trafił wyrok, już 25 stycznia 2003 r. pismem poinformował panią Anitę, że postępowanie egzekucyjne przeciwko jej pracodawcy jest

"całkowicie bezskuteczne".

   "Kobieta, która otworzyła drzwi, nie wpuściła mnie do mieszkania i nie udzieliła żadnej informacji. Pozostawiłem wezwanie z informacją o komisyjnym otwarciu drzwi z udziałem policji i ślusarza. Wobec powyższego proszę o dalsze wnioski co do egzekucji lub o oświadczenie (...) co do umorzenia postępowania" - czytamy w piśmie komornika.
   Stanowisko komornika zdumiało panią Anitę. Tym bardziej że pracownicy jego kancelarii już wcześniej informowali ją telefonicznie o zajęciu samochodu dłużnika. - Dlaczego w swoim piśmie komornik pominął ten fakt? Jak miałam tłumaczyć jego sugestię, dotyczącą wycofania wniosku o egzekucję, w świetle informacji o zamiarze komisyjnego otwarcia drzwi? Odpowiadając na pytanie komornika o dalsze wnioski co do egzekucji, zaproponowałam więc, by działał nadal i odważniej korzystał z przewidzianych prawem możliwości zapisanych dla instytucji komornika sądowego - mówi pani Anita.
   Zagadka zajętego przez komornika fiata multipla wyjaśniła się po dwóch miesiącach. Wtedy komornik przyznał, że rzeczywiście 19 grudnia 2002 r. zajął ten samochód, tyle że na papierze. "Dłużnik podpisał protokół zajęcia, przyjmując go pod dozór, jednakże nie wskazał miejsca postoju pojazdu" - informował Leszek Dumnicki. Podczas jego kolejnej wizyty w siedzibie firmy - 3 lutego 2002 r. - dłużnik miał mu oświadczyć, że auto stoi zepsute w warsztacie, ale odmówił podania jego adresu. Tydzień później oświadczył natomiast, że samochód "zabrała mu mafia". "Wielokrotnie dokonano sprawdzenia siedziby dłużnika i jej okolic - samochodu nie znaleziono" - informował komornik.
   Prawdopodobnie komornik nie sprawdził jednak, czy kradzież w ogóle została zgłoszona policji. W piśmie z 8 października 2003 r. oświadczył bowiem, że "nie posiada informacji, czy zajęty samochód jest poszukiwany przez policję".
   W końcu komornik zajął wyposażenie biura firmy "Partner". W trakcie tych czynności - z udziałem policji - właściciel firmy Bogusław K. oświadczył jednak, że wszystkie meble oraz znajdujący się tam sprzęt

nie są jego własnością,

ale należą do współpracującej z nim warszawskiej firmy. Mimo to wyposażenie zostało zajęte i przewiezione do magazynu. Warszawska firma błyskawicznie zareagowała na to pozwem przeciwegzekucyjnym i skargą na komornika. Sąd postanowił oddalić skargę i wstrzymać egzekucję. Po 1,5-rocznym procesie warszawska firma wygrała proces i większość zajętego przez komornika sprzętu została jej zwrócona. Komornikowi do licytacji pozostał jedynie: komputer wraz z monitorem, radio i wentylator. Udało mu się je spieniężyć za niespełna 400 zł, które w całości zostały przeznaczone na pokrycie kosztów postępowania egzekucyjnego. Dla wierzycielki pieniędzy już nie wystarczyło.
   Umorzenie postępowania komorniczego we wrześniu ubiegłego roku nie kończy jednak sprawy dla pani Anity. Niewykluczone, że za przewlekłe postępowanie sądowe i komornicze sama będzie musiała zapłacić. Warszawska firma, która udowodniła przed sądem swe prawa do większości zajętego przez komornika sprzętu, nie daje za wygraną. Skoro sąd odrzucił jej skargę na komornika, podczas jednej z rozpraw złożyła pismo procesowe przeciwko pani Anicie, wierzycielowi w postępowaniu egzekucyjnym. Domaga się od niej pokrycia kosztów sądowych oraz odszkodowania "z racji utraconych korzyści". Swoje roszczenia wyliczyła na ponad 20 tys. zł. Do protokołu z rozprawy z 25 września 2003 r. zostało zapisane stanowisko sędziego, że "w odrębnym postępowaniu zostanie rozstrzygnięta kwestia odszkodowania od pozwanej". Na razie sprawa pozostaje w zawieszeniu.
   - To jakiś absurd. Za co mam płacić? Za działanie komornika, za opieszałość sądu, który przez 1,5 roku badał sprawę, czy za złożenie wniosku o egzekucję? Poza tym w piśmie jest mowa o odszkodowaniu za utracone przez warszawską firmę korzyści z uwagi na niemożność prowadzenia firmy "Partner" w Krakowie. Jakie zyski? Przecież Bogusław K. twierdził, że nie płacił wynagrodzenia pracownikom, bo nie miał klientów i zysków - oburza się pani Anita.
   W tej chwili jej roszczenia wobec byłego pracodawcy, wraz z odsetkami sięgają ok. 6 tys. zł. Czy kiedykolwiek odzyska te pieniądze - to już inna sprawa. Nie ma szansy na ich uzyskanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, ponieważ firma Bogusława K., choć

faktycznie nie funkcjonuje,

nadal figuruje w ewidencji działalności gospodarczej. A zgodnie z przepisami, w takim przypadku nie występują przesłanki do wypłaty świadczeń z funduszu z powodu "wystąpienia niewypłacalności pracodawcy".
   Wyrok w sprawie wypłaty zaległego wynagrodzenia nie jest jedynym, ciążącym na Bogusławie K. Już w 2002 r., po przeprowadzonej kontroli w jego firmie, Państwowa Inspekcja Pracy wystąpiła z wnioskiem o jego ukaranie do sądu grodzkiego. Zapadł wyrok, skazujący go na 1,5 tys. zł grzywny. Kara okazała się nieskuteczna. Nieskuteczne - jak dotąd - jest również prokuratorskie śledztwo prowadzone przeciwko niemu od dwóch lat. Zdążono mu wprawdzie przedstawić zarzut dotyczący złośliwego i uporczywego uchylania się od obowiązku wypłaty wynagrodzenia i... postępowanie zawieszono "z uwagi na fakt, iż nie przebywa on w miejscu swego zameldowania, a miejsce jego pobytu nie jest znane".
   - Od blisko dwóch lat pan K. jest objęty poszukiwaniami krajowymi, których skuteczności nie widać. Wielokrotnie wnioskowałam do prokuratury o wydanie za nim listu gończego, ale w odpowiedzi słyszałam, że nie ma ku temu przesłanek. Obawiam się, że brak jednoznacznych i zdecydowanych działań prokuratury w tej sprawie doprowadzi do uniknięcia odpowiedzialności przez tego pana i dodatkowo jedynie zwiększy koszty działań prokuratorsko-policyjno-sądowych - mówi Anita Kuklińska.
   Czym różnią się poszukiwania krajowe od zarządzanych na podstawie listu gończego? - Dla policji nie ma żadnej różnicy. Poszukiwana osoba w obydwu przypadkach trafia do naszych baz danych - mówi podkomisarz Marcin Kotulski z biura prasowego małopolskiej policji. Dla poszukiwanego różnica jednak istnieje. - W przypadku wydania listu gończego dane przestępcy trafiają również do rejestrów Straży Granicznej, nie figurują już tam natomiast osoby, wobec których wydano postanowienie o objęciu poszukiwaniami krajowymi - przyznaje podkom. Kotulski.
   Tak więc nieuchwytny dla prokuratury Bogusław K. może swobodnie przekraczać granicę. Taki stan rzeczy może trwać w nieskończoność. Tymczasem nieobecność poszukiwanego rodzi dla - wystawionych przez niego do wiatru - byłych pracowników wymierne konsekwencje. Niewystawienie świadectwa pracy (za co Bogusław K. został m.in. ukarany przez sąd grodzki) powoduje m.in. kłopoty z rejestracją w urzędzie pracy, uzyskania statusu osoby bezrobotnej z prawem do ubezpieczenia i zasiłku. Brak świadectwa pracy oznacza również problemy ze znalezieniem nowego zatrudnienia.
   Oszukani mają do wyboru dwa wyjścia: zataić przez przyszłym pracodawcą poprzednie zatrudnienie lub szczerze opowiedzieć o wszystkim. Obydwa są złe. Kłamstwo nie wróży niczego dobrego. Szczerość w tym przypadku również może okazać się niezbyt szczęśliwym posunięciem, bo przedsiębiorca w kandydacie do pracy może dopatrzyć się zwykłego pieniacza i zrezygnować z jego usług.
EWA KOPCIK

Wnioski do sĄdu

   W ubiegłym roku Okręgowy Inspektorat PIP w Krakowie skierował do sądów 101 wniosków o ukaranie (w 2003 r. - 444)), w których ujawniono 423 wykroczenia przeciwko prawom osób wykonujących pracę zarobkową. Najwięcej wykroczeń - 230 - dotyczyło niewypłacania pracownikom wynagrodzeń za pracę. Do końca 2004 r. sądy rozpatrzyły 183 wnioski (w tym 96 z 2003 r.) W 83 przypadkach orzeczono grzywny: 45 - na kwotę do 500 zł, 36 - na kwotę od 501 zł do 2500 zł i 2 - na kwotę od 2501 zł do 5000 zł. (EK)

ObowiĄzek inspektora

   Ustawowym obowiązkiem inspektora pracy jest powiadomienie prokuratora o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przeciwko osobom wykonującym pracę zarobkową. Warunkiem odpowiedzialności karnej dotyczącej przestępstw przeciwko wynagradzaniu jest złośliwość lub uporczywość działania, jak również zaniechania. Złośliwość i uporczywość jest kwestią ocenną, przyjmuje się jednak, że nawet w przypadku braku środków finansowych u pracodawcy niewypłacanie wynagrodzeń przez 3 miesiące nosi cechy uporczywości. W 2004 roku skierowano do prokuratury 15 zawiadomień o złośliwym lub uporczywym uchylaniu się od obowiązku wypłaty wynagrodzenia za pracę. Jedynie w 6 przypadkach do sądu skierowany został akt oskarżenia. Orzeczone kary to: w 2 sprawach grzywna, w 2 kara pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania oraz grzywna (8 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata oraz 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 4 lata). Grzywny wynosiły od 400 do 4500 zł.
   - Prawie połowa skarg pracowniczych kierowana do naszego inspektoratu dotyczy kwestii związanych z wypłatą wynagrodzenia - _mówi__Maciej Piotrowski, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Państwowej Inspekcji Pracy w Krakowie. - _Pracownicy zwykle zaczynają od skorzystania z pomocy Państwowej Inspekcji Pracy, a dopiero potem z drogi sądowej. Znaczna część skarg dotyczy kwestii spornych - muszą one być rozstrzygnięte na drodze sądowej.
   Opisywana historia to typowy przykład, z jakimi się spotykamy. W ub.r. odnotowaliśmy kilkanaście podobnych. Po stronie inspektora pracy jako organu egzekucyjnego istnieje prawny obowiązek podjęcia czynności zmierzających do zastosowania środków egzekucyjnych, jeśli zobowiązany przedsiębiorca uchyla się od wykonania nałożonego nań obowiązku. Jeżeli inspektor stwierdzi niewykonanie nakazu, kieruje najpierw do obowiązanego upomnienie, a jeśli ono nie skutkuje, może nałożyć mandat (maksymalnie 1000 zł) lub skierować wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego (maksymalna kara do 2 lat więzienia).
   Kary za niewypłacanie wynagrodzenia są często niewspółmiernie niskie do stwierdzonych naruszeń, pomimo tego udało się w latach 2001 - 2004 wyegzekwować dla pracowników około 88 mln zł, co stanowiło około 39 600 średnich wynagrodzeń za pracę.
(EK)

Rekord upadłości w 2021 roku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie