reklama

Niby-państwo, niby-władza

RedakcjaZaktualizowano 
Ulotka kolportowana po wojnie przez Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość FOT. ARCHIWUM IPN
Ulotka kolportowana po wojnie przez Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość FOT. ARCHIWUM IPN
Wypełniając wolę Narodu Polskiego i zgodnie ze swym powołaniem - Sejm Ustawodawczy Rzeczypospolitej Polskiej uchwala uroczyście niniejszą Konstytucję jako ustawę zasadniczą, którą Naród Polski i wszystkie organy władzy polskiego ludu pracującego kierować się winny" - takie słowa znalazły się w preambule Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej uchwalonej przez tak zwany Sejm Ustawodawczy 22 lipca 1952.

Ulotka kolportowana po wojnie przez Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość FOT. ARCHIWUM IPN

KRAKOWSKI ODDZIAŁ IPN I "DZIENNIK POLSKI" PRZYPOMINAJĄ. "Ludowa" Polska potrzebowała mitu założycielskiego, który pozwalałby twierdzić, że komuniści sprawowali władzę legalnie.

Dziś wiadomo, że ogłaszane wtedy oficjalnie w prasie i radiu wiadomości na temat tego fundamentalnego dla dyktatury w Polsce dokumentu były kłamstwem. Wbrew temu, co mówiono, tekst konstytucji nie był konsultowany z suwerennymi przedstawicielami narodu polskiego, ale z sowieckim tyranem- Józefem Stalinem. Zachował się tekst w języku rosyjskim, na którym naniósł on swoje poprawki ołówkiem. Ten sam tekst został przetłumaczony na polski i na nim też dopisano ręcznie uwagi Stalina, prawdopodobnie zrobił to sam Bierut. To najlepiej pokazuje, do jakiego stopnia Moskwa decydowała o tym, co dzieje się w zajętej przez jej wojska Polsce. Można domniemywać, że w ten sposób "konsultowano", także inne akty prawne, a także wszelkie ważniejsze działania.

Część historyków po 1989 r. nadal pisze o polskich komunistach, jako o władzy "wspieranej przez Sowietów". Tymczasem byli oni władzą przez nich narzuconą i w pełni posłuszną, a więc po prostu sterowaną przez Kreml.

Bezprawie

Wbrew tezom nachalnej propagandy, władze komunistyczne narzucone przez ościenne mocarstwo i działające w jego interesie nie miały żadnego prawa do reprezentowania narodu polskiego. Z punktu widzenia polskiego prawa były nielegalne i samozwańcze. Przede wszystkim odrzuciły Konstytucję RP z 23 kwietnia 1935, na podstawie której działał Prezydent i Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie, który po wojnie miał powrócić do kraju i zorganizować demokratyczne wybory. Sowiecki niby-rząd, czyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, utworzono w Moskwie między 18 a 21 lipca 1944 r. Na jego czele - by sprawiać pozory pluralizmu - postawiono Edwarda Osóbkę-Morawskiego z niszowej Robotniczej Polskiej Partii Socjalistycznej. W stolicy ZSRS wydrukowano manifest mówiący między innymi o odrzuceniu "faszystowskiej konstytucji z 1935 r." oraz o tym, że "podstawowe założenia Konstytucji z 1921 będą nadal obowiązywać". A przecież garstka komunistów i ich popleczników, zgromadzona w PKWN z woli Stalina, nie miała prawa do decydowania o zmianach czy odrzuceniu polskiej ustawy zasadniczej. Posuwając się za Armią Czerwoną i likwidując działające w podziemiu legalne władze polskie, NKWD, to uzurpatorskie ciało, zainstalowało się w Lublinie. Ale jeszcze przed opuszczeniem Moskwy ten, w świetle prawa polskiego i międzynarodowego nielegalny, twór podpisał umowy graniczne z Moskwą, oddając Sowietom polskie kresy, a następnie wprowadził rządy tworzonej przez Sowietów bezpieki i rozpoczął prześladowania legalnych władz polskich - działających dotąd w konspiracji w ramach Polskiego Państwa Podziemnego. Choć, i tak, kręgosłup podziemnego państwa został złamany w wyniku działań sowieckiej bezpieki. To NKWD dokonało aresztowania przywódców Polski Podziemnej, zwabiwszy ich wcześniej do Pruszkowa, pod pozorem rozmów dotyczących bieżącej sytuacji. To przed sowieckim trybunałem postawiono Delegata Rządu na Kraj - Jana Stanisława Jankowskiego, zwierzchnika sił zbrojnych w kraju - gen. Leopolda Okulickiego, przewodniczącego Rady Jedności Narodowej - Kazimierza Pużaka i ich trzynastu towarzyszy. Elita polskiej konspiracji, sądzona w czasie pokazowego procesu, stała się tłem dla politycznego spektaklu, w czasie którego pod dyktando Stalina utworzono Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej - będący w istocie kontynuacją marionetkowego PKWN.

Fałszowanie wyborów

"Ludowa" Polska potrzebowała mitu założycielskiego, który pozwalałby twierdzić, że komuniści sprawowali władzę legalnie. Mogły nim się stać, przewidziane w postanowieniach konferencji jałtańskiej, wybory. Nie możliwe jednak było ich wygranie, dlatego postanowiono je sfałszować. Testem na skuteczność wyborczych manipulacji stało się tzw. referendum ludowe z 30 czerwca 1946 r. sfałszowane przez ekipę sowiecką dowodzoną przez płk. Arona Pałkina z Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MGB). Na tydzień przed referendum sposób i skalę fałszerstw wysłannicy Stalina omówili z Władysławem Gomułką (sekretarzem generalnym PPR w latach 1943-1948) oraz Bolesławem Bierutem (samozwańczym prezydentem utworzonej w nocy 31 XII 1943/1 I 1944 Krajowej Rady Narodowej). Ostatecznie sfabrykowano 5 994 protokoły komisji wyborczych i podrobiono 40 tys. podpisów. Pod osobistym kierownictwem szefa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza zawożono "nowe" karty i protokoły do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej. Taka metoda fałszowania wyników okazała się jednak zawodna - w kilku miejscach nie udało się protokołów podmienić, co spowodowało, że opinia publiczna poznała faktyczne wyniki w niektórych komisjach wyborczych. Do tzw. wyborów do sejmu ustawodawczego, przeprowadzonych 19 stycznia 1947 r., komuniści przygotowali się staranniej. A fałszerstw dokonywała ponownie grupa Pałkina. Tym razem jednak nie przerabiano protokołów, bowiem w ogóle nie liczono oddanych głosów, wpisując do nich wyniki wyliczone i przesłane wcześniej. Wszystko to odbywało się w atmosferze represji i niszczenia jedynej jawnie działającej partii opozycyjnej, jaką było PSL kierowane przez Stanisława Mikołajczyka. Ostatecznie po odrzuceniu protestów tej partii, proklamowano zwycięstwo Bloku Demokratycznego (PPR, PPS , SD i SL), czyli komunistów i ich przybudówek. Nowy sejm, który był nielegalny, wybrał 5 II 1947 r. na "prezydenta" RP Bieruta. Ten natychmiast złożył przysięgę i nawet zakończył ją słowami "tak mi dopomóż Bóg".

Narzucona dyktatura

Namiestnicze rządy komunistów były bezprawne, nie miały umocowania w suwerennej decyzji narodu polskiego. Przeprowadzane do 1989 "wybory" do tzw. sejmów dziewięciu kadencji były farsą. Mogli w nich startować jedynie ludzie zaakceptowani przez rządzącą partię i wobec niej lojalni - z małym wyjątkiem czynionym od 1957 r. dla reprezentantów tzw. łagodnej opozycji katolickiej. Szczególnym kuriozum były pod tym względem "wybory" do Sejmu PRL I kadencji, które odbyły się 26 października 1952 r. Zgodnie z przyjętą kilka miesięcy wcześniej ordynacją, kandydatów było tyle, ile mandatów do zdobycia...

Do drugiej połowy lat 70. nie istniała żadna licząca się jawna siła opozycyjna wobec reżimu. A gdy takie zaczęły powstawać po 1976 r. i ostatecznie doprowadziły do utworzenia "Solidarności" cieszącej się powszechnym poparciem Wojciech Jaruzelski zdławił ją za pomocą stanu wojennego. Elementem wszechobecnego zakłamania była cenzura i monopol medialny. Nie było żadnych mechanizmów społecznej kontroli nad partią komunistyczną i jej rządem. Polityka zagraniczna była ustalana z Kremlem i realizowana była w sowieckim interesie. W związku z potrzebami Moskwy rozbudowywano Ludowe Wojsko Polskie. Formalnym przypieczętowaniem dyktatorskich rządów PZPR i jej całkowitej zależności od Moskwy były poprawki do konstytucji PRL. Przyjęto je przy jednym głosie wstrzymującym się - Stanisława Stommy - 10 lutego 1976 r. Wprowadzały one pojęcie "PZPR jako przewodniej siły narodu" oraz nienaruszalny sojusz ze Związkiem Sowieckim. Co ciekawe, komuniści nie szanowali nawet ustanowionych przez siebie przepisów i ustaw. Jak orzekł w marcu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny, wprowadzając stan wojenny w nocy 12/13 grudnia 1981 r. ówczesny premier i pierwszy sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski złamał konstytucję PRL, ponieważ Rada Państwa nie mogła wydawać dekretów w czasie sesji zwyczajnej Sejmu.
Nie zmienia to podstawowego faktu, że ludzie sprawujący w Polsce władze w latach 1944-1989 nie mieli legitymacji Polaków, byli częścią sowieckiego imperium zła i utrzymywali się przy władzy tylko dzięki sile własnego aparatu terroru i potędze sowieckiego patrona. Tym bardziej namacalnej, że od 1944 do 1993 r. na terenie Polski stacjonowały oddziały Armii Czerwonej (przemianowanej później na Armię Radziecką). Państwo funkcjonujące w ten sposób nie było suwerenne na arenie międzynarodowej i siłą rzeczy pełniło rolę bezwolnego satelity, gotowego realizować każde polecenie swego rzeczywistego zwierzchnika. Nie pytano Polaków, czy akceptują działania komunistów, po prostu je narzucano. W sytuacjach krytycznych odwołując się do sowieckiego straszaka i przypominając o interwencjach zbrojnych w NRD w 1953, na Węgrzech w 1956 i w Czechosłowacji w 1968 r.

Ponad dwadzieścia lat po upadku reżimu, PRL wciąż traktowany jest przez wielu ludzi jako - może nie przynoszący chluby - ale jednak element polskiej państwowości. Tymczasem wpisuje się on w imperialną tradycję sowiecką czy, szerzej, rosyjską. Elementem polskiej tradycji państwowej w latach 1939-1990 były władze na uchodźstwie, które przekazały swoje uprawnienia demokratycznie wybranemu prezydentowi RP dopiero 22 grudnia 1990. Wolna Polska nie zdecydowała się na jednoznaczną amputację totalitarnej przeszłości.

Tymczasem warto przypomnieć, że np. nowa węgierska Ustawa Zasadnicza z 2011 r. uznaje narzuconą przez komunistów konstytucję z 1949 roku za nieważną i podkreśla, że w latach 1944-1990 suwerenne państwo węgierskie nie istniało. To właściwa definicja tego, co działo się w drugiej połowie minionego stulecia nie tylko nad Dunajem, ale we wszystkich krajach naszej części Starego Kontynentu.

Tylko prawda o komunistycznym zniewoleniu i jego okowach może być początkiem odbudowy suwerennej państwowości i wzajemnej współpracy narodów środkowej Europy, które doświadczyły na sobie dwóch totalitaryzmów - niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu.

SEBASTIAN DRABIK

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3