"Nie" dla szpitali-spółek

Redakcja
Fot. Ingimage
Fot. Ingimage
Przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego nakazuje forsowana od miesięcy przez rząd ustawa o działalności leczniczej. Rząd uważa, że szpitale-spółki będą lepiej zarządzane a pieniądze na leczenie wydawane bardziej efektywnie. Przekształcenia, czyli komercjalizacji, będzie można uniknąć, jeśli samorządy, które są ich organami założycielskimi, spłacą bieżące zadłużenie placówek.

Fot. Ingimage

KONTROWERSJE. Małopolscy starostowie i dyrektorzy zrobią wszystko, by nie przekształcać szpitali w spółki. Boją się, że najciężej chorzy nie będą mieli gdzie się leczyć.

Projekt ustawy wkrótce trafi na biurko prezydenta, który niemal na pewno ją podpisze. Gdyby nawet niektóre zapisy skierował do TK, nie wstrzymuje to jej wejścia w życie, co najprawdopodobniej nastąpi już 1 lipca.

Przeprowadzona przez "DP" sonda wykazała, że zarówno starostowie, jak i dyrektorzy szpitali - niezależnie od opcji politycznej - uczynią wszystko, by "ich" szpitale zbilansowały się, czyli wyszły na zero: wówczas ustawa nie będzie ich dotyczyć i status szpitala pozostanie bez zmian.

Dotąd szpitale, które miały lepszą sytuację i mogły wyjść "na zero", na ogół utrzymywały tzw. sanitarny, zwany także kontrolowanym, poziom zadłużenia. Dzięki temu miały argument przy staraniach się o zwiększenie finansowania, pozwalał on też bronić się przed roszczeniami pracowników. Teraz, jak się zdaje, będzie na odwrót: placówki z niezbyt wysokim zadłużeniem przy wsparciu samorządu uczynią wszystko, by wyjść na zero i tym samym ominąć ustawę, czyli uniknąć komercjalizacji.

Wszyscy samorządowcy zgodnie podkreślają też, że ustawa to przykład przerzucania na samorządy kolejnego zadania bez przekazania funduszy. Jej zapisy przewidują bowiem, że te samorządy, które ze swej kasy nie spłacą zadłużenia szpitali i będą je musiały przekształcić, otrzymają z budżetu państwa bezzwrotne dotacje na pokrycie długów szpitali - ale tylko tych zaciągniętych względem ZUS oraz fiskusa. Ale te zobowiązania większość naszych szpitali reguluje na bieżąco. Natomiast długów wobec dostawców towarów i usług, które w Małopolsce przeważają, skarb państwa nie wyrówna.

Starosta myślenicki Józef Tomal przekonuje, że jego szpital od dwóch lat nie przynosi strat, nie ma zatem tematu komercjalizacji. - Jestem liberałem i zgadzam sie, że spółka prawa handlowego rządzi się zdrowymi zasadami, a jej celem jest osiągnięcie zysku. Ale są dziedziny, które z reguł rynkowych trzeba wyłączyć. Uważam, że szpital nie jest od robienia pieniędzy, ale od leczenia ludzi - podkreśla. Starosta nie wątpi, że - przy obecnym poziomie finansowania usług medycznych przez NFZ - szpital-spółka, która nie może się zadłużać, nie będzie przyjmowała pacjentów ze skomplikowanymi urazami i powikłaniami, których leczenie jest nieopłacalne.

Jan Puchała, starosta limanowski, przekonuje, że jego szpital - nowoczesny, zmodernizowany i zrestrukturyzowany - od trzech lat nie ma długów, o żadnej komercjalizacji nie ma zatem mowy. Jeszcze 6 lat temu dług placówki wynosił 18 mln zł. - Przerost administracji kosztem redukcji białego personelu, czyli tzw. produkcyjnego, nadal dość powszechny, kończy szpital. Dlatego uważam, że przekształcenie w spółkę nie jest złe, ale pod warunkiem zmiany poziomu finansowania nieopłacalnych dziś procedur - zaznacza.

Zbigniew Wójcik, starosta proszowicki, nie jest przekonany do koncepcji przekształcenia szpitala, zadłużonego obecnie na niewielką, w jego ocenie, kwotę 1-1,5 mln zł. Starosta jest zwolennikiem lepszego zarządzania, co prawdopodobnie miałoby miejsce w spółce, ale dla pacjentów nie widzi konkretnych z tego korzyści. Obecnie w szpitalu trwa audyt, prowadzony przez firmę zewnętrzną, po zakończeniu którego rada powiatu zdecyduje, co dalej.
Również Miechów chce uciec spod gilotyny prywatyzacyjnej. Starosta Marian Gamrat nie chce spółki: przy obecnych cenach, narzuconych przez NFZ, część pacjentów nie miałaby gdzie się leczyć. Równocześnie kasa powiatu nie będzie w stanie pokryć długów, dlatego będzie go nakłaniać do "wyjścia na zero". Czy jednak szpital może się zbilansować? Jego dyrektor, Jan Ostrowski uważa to za mało prawdopodobne - chyba że zostanie ograniczona działalność. Dyrektor nie wątpi, że komercjalizacja szpitali to początek ich prywatyzacji: jeśli przekształcony w spółkę szpital będzie wykazywał długi - co jest nieuchronne - zarząd musi ogłosić upadłość. Wówczas masę upadłościową kupią ci, dla których będzie to najbardziej opłacalne. - Nie jest prawdą, że komercjalizacja - jak głosi rząd - to nie prywatyzacja - podsumowuje.

Spod działania ustawy "wywiną się" także szpitale tarnowskie. Marcin Kuta, kierujący szpitalem im. E. Szczeklika informuje, że jego placówka nie ma zobowiązań wymagalnych, nie ma zatem mowy o przekształceniu. To samo dotyczy Szpitala im. św. Łukasza. Dyrektor podkreśla, że nie jest przeciwnikiem prywatyzacji, ale sprzeciwia się wynikającej z nowych uregulowań dyskryminacyjnej tezie, iż tylko szpitale-spółki mogą być dobre.

Ale są placówki powiatowe, których sytuacja jest bardzo trudna. Np. szpital w Nowym Targu jest zadłużony na ok. 45 mln zł i spłacenie tych zobowiązań przez samorząd nie jest możliwe. Co na komercjalizacji placówki zyska pacjent? Starosta Krzysztof Faber uważa, że nic, a wręcz przeciwnie - tzw. chorzy nieopłacalni będą odprawiani z kwitkiem. - Na ich przyjmowanie nikt wówczas się nie zgodzi: przy obecnych kwotach, które otrzymujemy z funduszu, wystarczy kilka ciężkich przypadków, by spółka zbankrutowała - podkreśla starosta.

Szpitale krakowskie podległe prezydentowi chcą ominąć ustawę. Renata Godyń-Swędzioł, dyrektorka Szpitala im. Narutowicza, nie chce na razie podawać wiążących informacji, bo - jak zauważa - wszystko zależy do decyzji rady. Natomiast Andrzej Ślęzak, kierujący Szpitalem im. St. Żeromskiego, nie wątpi, że ewentualna decyzja o przekształceniu szpitala w spółkę byłaby niekorzystna dla wszystkich. - W spółce pracuje się dla zysku. Takie oddziały jak szpitalny oddział ratunkowy, ortopedia, ciężka chirurgia, oddział intensywnej opieki medycznej nigdy nie będą rentowne i w spółce nie mają racji bytu - przekonuje.

Magistrat nie pali się do podjęcia decyzji o komercjalizacji. Michał Marszałek, dyrektor biura ds. ochrony zdrowia UMK, obawia się, że nałożenie dzisiaj na samorząd obowiązku pokrywania strat szpitali może prowadzić w nieodległej przyszłości do konieczności finansowania części świadczeń medycznych, co jest zadaniem NFZ.

Z kolei Wojciech Kozak (PSL), wicemarszałek województwa małopolskiego, nie obawia się, by szpitale-spółki odsyłały ciężko chorych, rzekomo nieopłacalnych pacjentów. W jego ocenie wprowadzony dwa lata temu przez NFZ system rozliczeń (tzw. jednorodne grupy pacjentów) sprawia, że fundusz zaczyna płacić szpitalom za faktycznie poniesione koszty. Ale podległych sobie szpitali nie chce przekształcać, bo jak podkreśla - natrafi to na olbrzymi opór społeczny, a także sprzeciw radnych. Tym bardziej że nie ma takiej konieczności, bo podległe marszałkowi placówki nie mają bieżącego zadłużenia. Wyjątkiem jest Szpital Psychiatryczny im. J. Babińskiego w Krakowie, który ub. rok zakończył stratą w wysokości 3,6 mln zł. W styczniu tego roku strata wynosiła 212 tys. zł, w lutym już tylko 97 tys. zł i istnieje szansa, że do końca roku placówka zbilansuje się.
W minionym roku zarząd województwa przekształcił w spółkę krakowski Szpital im. Rydygiera. Ten pierwszy w Polsce przypadek komercjalizacji tak dużego szpitala miał być eksperymentem na skalę kraju. Ale Wojciech Kozak nie jest z niego zadowolony: nie ma zakładanych dochodów z działalności komercyjnej, a zamiast zmniejszenia zatrudnienia nastąpił jego wzrost...

Szpitale-spółki mogą prowadzić działalność komercyjną. Publicznym nie wolno tego robić, w efekcie sale zabiegowe i pracownie diagnostyczne po godzinie 14 stoją puste. Rozmówcy "DP" nie rozumieją jednego: dlaczego rząd forsuje przez nikogo niechciane spółki, zamiast zgodzić się na to, by szpitale publiczne w godzinach popołudniowych przyjmowały tych pacjentów, którzy nie chcą czekać w kolejce, bo stać ich na zapłacenie za usługę medyczną?

DOROTA STEC-FUS

Głos na tak

Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert od spraw systemów ochrony zdrowia, jest gorącym zwolennikiem szpitali-spółek. Uważa, że spółki przestaną np. hospitalizować tych pacjentów, których można, bez szkody dla ich zdrowia, znacznie taniej zdiagnozować w przychodni, dzięki czemu staną się bardziej efektywne. Przekonuje, że nie jest rolą szpitala martwić się o dostępność leczenia, bo za to odpowiedzialny jest NFZ. Zapytany jednak przez "DP", czy wierzy, iż fundusz zdolny jest tę rolę pełnić, odparł, że nie, bo jest to zbyt skostniała instytucja...

Niemniej dr Adam Kozierkiewicz uważa, że sam fakt, iż szpitale i samorządy - w obawie przed skutkami ustawy - zaczęły uważniej liczyć koszty i księgować je tak, by wyjść na zero, jest już jej sporym sukcesem.

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie