Nie ma ludzi niezastąpionych

Redakcja
Zdobywca dwóch bramek dla Cracovii Radosław Matusiak (z lewej), obok Hernani i Cezary Wilk z Korony Kielce Fot. Waclaw Klag
Zdobywca dwóch bramek dla Cracovii Radosław Matusiak (z lewej), obok Hernani i Cezary Wilk z Korony Kielce Fot. Waclaw Klag
"Pasy" odniosły pierwsze tej wiosny, bardzo efektowne zwycięstwo. Pokonały Koronę Kielce 3-0, i tym samym odczarowały stadion na Suchych Stawach, na którym krakowskie zespoły - Cracovia i Wisła - nie wygrały swoich poprzednich meczów. CRACOVIA - KORONA KIELCE 3-0 (2-0)

Zdobywca dwóch bramek dla Cracovii Radosław Matusiak (z lewej), obok Hernani i Cezary Wilk z Korony Kielce Fot. Waclaw Klag

EFEKTOWNE ZWYCIĘSTWO "PASÓW". Drużynę dopadła przed meczem plaga kontuzji. Zmiennicy jednak stanęli na wysokości zadania, a Piotr Polczak, Dariusz Pawlusiński i zwłaszcza Radosław Matusiak pokazali formę godną swoich ról - liderów zespołu.

1-0 Matusiak 42, 2-0 Matusiak 45, 3-0 Goliński 71.

SĘDZIOWALI: Artur Radziszewski oraz Maciej Szymanik i Rafał Roguski (wszyscy Warszawa). ŻÓŁTA KARTKA Polczak (38, faul na Andradinie). WIDZÓW 4500.

CRACOVIA (1-4-2-3-1)

Merda 6

Mierzejewski 6

Tupalski 5

Wasiluk 5

Sasin 5

Polczak 7

Szeliga 6

Pawlusiński 7

(84 Owsjannikow)

Klich 7

Moskała 5

(57 Goliński) 6

Matusiak 8

(84 Kaliciak)

KORONA (1-4-4-2)

Małkowski 5

Jędrzejczyk 4

Stano 4

Hernani 5

Mijailović 4

P. Sobolewski 4

(72 Tataj)

C. Wilk 4

(54 Lech)

Vuković 5

Gajtkowski 4

(46 Zieliński) 4

Kiełb 5

Andradina 4

Często można usłyszeć opinię, że nie ma graczy niezastąpionych. Potwierdziło się to w sobotę na stadionie Hutnika. Z powodu urazów w wyjściowym składzie Cracovii nie wybiegło aż sześciu podstawowych graczy: Marcin Cabaj, Mariusz Sacha, Aleksandr Suworow, Arkadiusz Baran, Michał Goliński, Łukasz Derbich (ten ostatni doznał urazu podczas piątkowego treningu). Kilku z nich mogłoby na siłę grać, ale trener Orest Lenczyk wyznaje zasadę, że bardziej cenny jest nawet może słabszy, ale zdrowy zawodnik. W ten sposób do podstawowej jedenastki trafili Paweł Sasin, Tomasz Moskała, w bramce szkoleniowiec postawił na Łukasza Merdę. - Mam dwóch równorzędnych bramkarzy. Cabaj był po urazie w Poznaniu, a poza tym po wpuszczeniu pięciu bramek (w dwóch poprzednich meczach) mógł czuć dyskomfort w tym dla nas bardzo ważnym spotkaniu - mówił po meczu Lenczyk.

W pierwszych minutach kibice "Pasów" mogli mieć obawy, bo nieco lepiej prezentowali się goście. Krakowianie nie chcieli ryzykować odważnych ataków, byli schowani za podwójną gardą, najczęściej akcje wyprowadzali prawą stroną, gdzie Dariusz Pawlusiński dobrze radził sobie z Nikolą Mijailoviciem. Do 30 minuty żadna z drużyn nie stworzyła klarownej sytuacji bramkowej. - Po półgodzinie gry myślałem sobie: co się będzie dalej działo? Czy Korona ułoży sobie grę i nas rozklepie? - przyznał potem Lenczyk.

Tymczasem gra kielczan z minuty na minutę "siadała", a krakowianie czuli się na boisku coraz pewniej. Dobrze radzili sobie w przechwytywaniu piłek w środku boiska Piotr Polczak i Sławomir Szeliga, ciężar gry w rozwijaniu akcji ofensywnych wziął na siebie Mateusz Klich.

I w ostatnich czterech minutach pierwszej połowy gospodarze zdobyli dwa gole. O ile pierwsza bramka była efektowna, a strzał głową Radosława Matusiaka przedni, to drugi gol był z gatunku kuriozalnych. Po uderzeniu Pawlusińskiego piłka trafiła w plecy Matusiaka i, całkowicie myląc Zbigniewa Małkowskiego, znalazła się w bramce Korony. Te dwie bramki ustawiły II połowę spotkania.

Po przerwie od pierwszych minut Korona starała się odwrócić losy meczu, atakowała, ale krakowianie nie zamierzali się kurczowo bronić, przy każdej okazji wyprowadzali kontry. W 49 min na linii pola karnego ostro atakowany był Moskała, gwizdek arbitra jednak milczał. Potem parę razy groźnie zaatakowała Korona. Po rzucie rożnym Hernani nie trafił jednak do siatki z 5 metrów. Niezłą okazję miał Michał Zieliński, piłka po jego strzale z 14 metrów poleciała nad poprzeczką, strzelał też z dystansu Jacek Kiełb, trochę zaskoczony Merda odbił piłkę przed siebie. Goście grali jednak nerwowo, nieporadnie, z każdą minutą coraz gorzej.
A krakowianie nabrali pewności, dobrze radzili sobie w strefie środkowej, gdzie nadal królował Klich. W 61 min mocno, z ponad 20 metrów, strzelał Szeliga, Małkowski z największym trudem wybił piłkę na róg. Potem efektowną akcję przeprowadzili Klich i Pawlusiński, soczysty strzał tego drugiego obronił bramkarz gości.

Gra gospodarzy jeszcze bardziej nabrała wyrazu, kiedy na boisku w 57 min pojawił się Goliński - miał kilka nietuzinkowych, długich podań, dobrze rozgrywał piłkę. I właśnie Goliński był autorem trzeciego gola, strzelonego po kontrze wyprowadzonej przez Klicha, a potem świetnie rozegranej przez Matusiaka.

3-0 - to najbardziej efektowna wygrana Cracovii za czasów trenera Lenczyka. Rywal nie postawił wysoko poprzeczki. Trzeba się zgodzić ze słowami trenera gości Marcina Sasala, że zawiedli jego wszyscy piłkarze. - Graliśmy trzynastego, może dlatego to był dla nas feralny dzień? - zastanawiał się Sasal.

A w Cracovii było w sobotę kilku wyróżniających się zawodników. Przede wszystkim czwórka: Polczak, Klich, Matusiak, Pawlusiński. Ten pierwszy świetnie spisał się w roli defensywnego pomocnika, szkoda tylko, że "złapał" czwartą w tym sezonie żółtą kartkę i za tydzień Polczak nie zagra w Gdyni z Arką. Odżył w tym meczu Matusiak, strzelił dwa gole, miał asystę, kilka dobrych akcji. Klich coraz lepiej radzi sobie w roli rozgrywającego, ma duże umiejętności techniczne, a teraz także siły na 90 minut gry. A Pawlusiński był motorem napędowym akcji ofensywnych.

Trzeba podkreślić, że i zmiennicy wnieśli swój wkład w zwycięstwo. Merda, poza jedną niepewną interwencją, bronił dobrze, Sasin grał z minuty na minutę lepiej, Moskała dużo biegał, walczył. I to jest także zdobycz tego meczu.

Andrzej Stanowski

Jak padły bramki

1-0 Mateusz Klich dośrodkował piłkę w pole karne, Radosław Matusiak wyskoczył wyżej niż Pavol Stano, uderzył futbolówkę głową i ta wpadła w samo "okienko" bramki Korony.

2-0 Z ponad 30 metrów strzelił Dariusz Pawlusiński, piłka trafiła w plecy Matusiaka i, zupełnie myląc bramkarza Korony, wpadła tuż obok słupka.

3-0 Źle rozegrany rzut różny przez Koronę. Piłkę przechwycił Klich, uruchomił długim podaniem po skrzydle Matusiaka, ten po 40-metrowym rajdzie ograł Nikolę Mijailovicia, wyłożył piłkę nie obstawionemu Michałowi Golińskiemu, który ze stoickim spokojem pokonał Zbigniewa Małkowskiego.

ZDANIEM TRENERÓW

Orest Lenczyk, Cracovia:

- Mimo licznych kontuzji w drużynie zachowaliśmy zimną krew i cierpliwość. Po półgodzinie gry myślałem sobie, co się będzie dalej działo, czy Korona ułoży sobie grę i nas "rozklepie"? Potem Matusiak zdobył bardzo pięknego gola. A od kogo odbiła się piłka po uderzeniu Pawlusińskiego? Od Radka? To szczęściarz. Czasem opłaca się nie być chudym, tylko mieć trochę ciała... Cieszę się, że zawodnicy z tak wielkim zaangażowaniem podeszli do tego meczu. Przed spotkaniem powiedziałem im: z Koroną musimy wygrać, bo wtedy w tabeli spadną za nas. Zmiennicy, którzy wyszli na boisko, dali, jak się mówi, z siebie wszystko. Byliśmy na boisku szybsi od rywala. Jako trener jakoś umiem grać z Koroną, z Zagłębiem Lubin wygrałem z nimi 4-0. Dlaczego bronił Merda? Mam dwóch równorzędnych bramkarzy. Cabaj był po urazie w Poznaniu, a poza tym po puszczeniu pięciu bramek mógł czuć dyskomfort w tym dla nas bardzo ważnym meczu. Teraz czeka nas kolejny bardzo trudny pojedynek - w Gdyni z Arką, z gatunku "albo my albo oni".

Marcin Sasal, Korona:

- W pierwszej połowie graliśmy bardzo słabo, statycznie. Nie poznawałem mojej drużyny, która wygrała wiosną dwa mecze. Brakowało jej charakteru, wszyscy zawodnicy zagrali poniżej oczekiwań, nie walczyli tak, jak w poprzednich spotkaniach. Mecz załatwiony został w ciągu czterech minut w końcowych fragmentach pierwszej polowy. Drugi gol Matusiaka był bardzo szczęśliwy, ale padł tylko dlatego, że Pawlusiński zdecydował się na uderzenie z dystansu, a nasi piłkarze zapomnieli, że gra się po to, by strzelać na bramkę. Po przerwie dokonałem kilku zmian, ale niewiele dały.

(AS)

Matusiak: reaktywacja?

Radosław Matusiak trafił do Cracovii za namową Oresta Lenczyka. Widać, trener wierzył w jego umiejętności. Ale jesienią Matusiak grał różnie, kibice zarzucali mu, że jako snajper za mało strzela goli. Do tej pory zdobył ich tylko dwa. W sobotę zobaczyliśmy odmienionego Matusiaka. Strzelił nie tylko dwie bramki (zdarzyło mu się to po raz pierwszy od jesieni 2006 roku, kiedy jeszcze w barwach GKS Bełchatów dwukrotnie pokonał bramkarza Wisły Kraków), miał też znakomitą asystę przy golu Michała Golińskiego. Pytany - czy nie marzy mu się powrót do reprezentacji, odrzekł: - Mam w tej chwili dużo do zrobienia z Cracovią; moja gra nie jest tak ustabilizowana, by myśleć o kadrze.

Andrzej Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie