Nie myślę, co będzie w zimie. Dobrze mi w namiocie.

Redakcja
Grzegorz mieszka w zbudowanym przez siebie szałasie ukrytym w lasku, jakieś 200 m od ul. Wańkowicza. Wkoło same chaszcze. Nikt by się nie spodziewał, że ktokolwiek może tu żyć.

Cały dorobek Sylwestra to namiot i wózek inwalidzki Fot. Maria Srebnicka

BEZDOMNOŚĆ. Grzegorz boi się, żeby nie spalili go w nocy. Sylwester stracił stopy podczas libacji. Tadeusz zbiera pieniądze od klientów sklepu.

Czy nie chciałby się zgłosić do jakiejś noclegowni? - A po co? Dobrze mi się tu żyje. Wyznaje, że boi się jedynie nocy. - Znajomemu podpalili domek, gdy spał. Przeżył, ale jest nie do poznania, całe ciało poparzone - mówi 47-letni Grzegorz. Ale nie narzeka. - Dostaję zasiłek chorobowy, mam tu piecyk, łóżko, w zimie też nie jest tak źle. Wokół dużo drzew, to mam czym palić. W ciągu dnia myślę sobie nad życiem. Nie pracuję, gdybym miał dochody, zabraliby zasiłek.
Grzegorz nie zawsze żył w ten sposób. Opowiada, że dawniej pracował w hucie, mieszkał w hotelu robotniczym. - Gdy zmieniły się władze, straciłem pracę i lokum. Mam córkę i żonę w Tarnowie, ale nie myślę o powrocie do nich. Za dużo czasu minęło.
Sylwester od początku lata koczuje w okolicach ul. Makuszyńskiego w namiocie rozłożonym na drewnianych podestach. Ma 44 lata i nie ma nóg. Obok namiotu wózek inwalidzki przykryty kocem - to cały jego dobytek. Przed rozmową prosi o papierosa. - Straciłem nogi, mieszkając zimą w pustostanie. Mieliśmy imprezę i zasnąłem, nie czując zimna - opowiada. - Obudziłem się i zobaczyłem, że mam czarne stopy. Znajomy wezwał karetkę, a potem to już amputacja. Proszę pani, jak ja wtedy płakałem! Pokazuje, że maść na gojenie, którą musi smarować nogi, kosztuje 490 zł. Czasem ma tak silne bóle, że przyjmuje morfinę. Zasiłku ma ok. 460 zł.
Sylwester też był zatrudniony w kombinacie i mieszkał w hotelu dla pracowników. Po zwolnieniu z huty jeździł jako kierowca MPK. Kiedyś spowodował wypadek samochodowy. Zawstydzony zwolnił się z pracy i wpadł w nałóg alkoholowy. - Mam z tym problem. Do "Makucha" (noclegownia przy ul. Makuszyńskiego - przyp. red.) mnie nie przyjmą. Od alkoholizmu nie ma ucieczki - dodaje. Gdzie się podzieje zimą? Jeszcze o tym nie myśli.
Tadeusz ma 62 lata i jest bezdomny od 15 lat. Siedzi zazwyczaj pod sklepem Biedronka na os. 2 Pułku Lotniczego. Nosi długą brodę, ale jest schludnie ubrany i czysty. Czeka, aż ktoś mu da złotówkę. Za to kupuje coś do jedzenia. Ma ukończone technikum i rok studiów elektronicznych. - W młodości zarabiałem jako murarz. Od kilku lat jestem w Krakowie, bo tu łatwiej przeżyć. Ale do pracy nie pójdę, bo mam problem alkoholowy. Poszedłem na "Makucha", ale byłem tam dwa dni. Trzeciego mnie nie wpuścili. Trzeba być trzeźwym - przyznaje. - Mieszkam na klatkach schodowych, wszyscy mnie tu znają. Ja ludzi lubię, więc oni mnie też lubią. Nigdy ze mną nie było problemów - mówi zadowolony. O rodzinie wie niewiele. Żona zmarła, córka wyszła za mąż gdzieś na Śląsku. Przyznaje, że jest samotnikiem z wyboru. - Lubię tak żyć. Mógłbym znaleźć córkę przez PCK, ale po co? - wzrusza ramionami
Nie dostaje żadnych zapomóg, ale nie narzeka. - Zbieram jakieś puszeczki, ludzi e czasem przynoszą jedzenie.
Strażnik miejski Jan Bacholnik ocenia, że bezdomnych w Nowej Hucie jest minimum 30. - 20 znamy z samych patroli, a to na pewno nie wszyscy żyjący tutaj. Bywalcy działek czy klatek schodowych zwykle nie zaburzają porządku. Strażnik przyznaje, że funkcjonariusze reagują jedynie w przypadkach zagrożenia życia lub zdrowia. - Na szczęście w ostatnich latach w naszym rejonie nie mieliśmy żadnych tragicznych wypadków z udziałem bezdomnych - dodaje naczelnik Straży Miejskiej w Nowej Hucie, Andrzej Dadał.
Latem nie ma wielu zgłoszeń dotyczących bezdomnych. - W lipcu dostaliśmy osiem zawiadomień. Zwykle ludzie narzekają, że ktoś im zanieczyszcza klatki schodowe, awanturuje się. Teraz wielu bezdomnych mieszka w ogródkach działkowych. Ale w zimie jest z nimi większy problem, bo rzeczywiście przesiadują w blokach - mówi naczelnik. Latem Straż Miejska przeprowadza wspólne z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej akcje, mające na celu kontrolę bezdomnych.
MOPS w Krakowie na stałe pomaga 1200 osobom bezdomnym. - Mamy trzech tzw. streetwalkerów - mówi Edyta Olawska z MOPS-u. - Wyszukują bezdomnych i zachęcają do ubiegania się o pomoc. Należy im się m.in. miejsce w noclegowniach, bilety, posiłki - dodaje.
Maria Srebnicka
[email protected]

Pomóż bezdomnym

Widzisz bezdomnego, któremu trzeba pomóc zadzwoń do Działu Pomocy Bezdomnym MOPS 012-425-78-09

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie