Niekończąca się walka o sprawiedliwość

Grzegorz Skowron
Jan Mleczko ma już stertę dokumentów, odszkodowania nie dostał
Jan Mleczko ma już stertę dokumentów, odszkodowania nie dostał FOT. ANNA KACZMARZ
Kraków. Przez kilkanaście lat Jan Mleczko udowadniał, że wywłaszczenie sprzed 45 lat było niezgodne z prawem. Udało się. Ale żeby dostać odszkodowanie, musi pozwać Urząd Miasta.

Jan Mleczko nie rozumie, dlaczego tak prosta sprawa trwa tyle lat. Jego teść został wywłaszczony w 1969 r. Miasto zabrało działki, by przeznaczyć je pod budowę motelu Krak. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w chwili wywłaszczenia teść Jana Mleczki już nie żył. Od czterech lat...

Droga przez mękę

W czasach PRL nikt się takimi drobiazgami, jak przestrzeganie prawa nie przejmował. Dlatego wszelkie próby podejmowania trudnego tematu ucinano.

Ale w wolnej Polsce, wzorem wielu innych osób, Jan Mleczko postanowił upomnieć się o rodzinną własność. Pretekstem było odebranie przez miasto motelu Krak dotychczasowemu użytkownikowi.

Jan Mleczko nie przypuszczał, że czeka go droga przez mękę. Przez wiele lat walczył z urzędnikami o to, kto ma zająć się jego sprawą. Nikt nie chciał się tego podjąć. W 2005 r. prezydent Krakowa przekazał ją wojewodzie małopolskiemu, a ten przesłał akta staroście krakowskiemu, czyli... prezydentowi Krakowa.

Później wojewoda skierował też sprawę do Ministerstwa Budownictwa. Kilka lat trwała wymiana korespondencji. Dopiero w lipcu 2012 r. wojewoda poprosił premiera, by ten wskazał organ, który zajmie się sprawą pana Jana.

– Stało się to po 12 latach, przez które urzędnicy nic nie zrobili – zwraca uwagę Jan Mleczko. A chodzić może nawet o 1 mln zł.

Premier już po trzech tygodniach nakazał, by zbadaniem, czy w przeszłości doszło do naruszenia prawa, zajął się minister budownictwa. Krakowianin wierzył, że jego starania zmierzają do szczęśliwego finału. W ub. roku minister stwierdził nieważność decyzji wywłaszczającej, bo została ona wydana z naruszeniem prawa. Droga do odszkodowania wydawała się prosta. Ale tu czekała kolejna niespodzianka – miasto odmówiło wypłacenia pieniędzy.

– Stronie, która poniosła szkodę na skutek wydania wadliwej decyzji administracyjnej, służy roszczenie o odszkodowanie w stosunku do organu, który taką decyzję wydał – przyznaje Filip Szatanik, wicedyrektor Wydziału Informacji, Turystyki i Promocji Miasta w krakowskim magistracie. Ale zaznacza, że aby uzyskać odszkodowanie, trzeba wystąpić z pozwem cywilnym przeciwko miastu.

Nie chcieli ugody

– Urząd popełnił błąd, co zostało potwierdzone, więc po co mam coś drugi raz udowadniać przed sądem? – pyta rozgoryczony Jan Mleczko. Według niego to gra na zwłokę. – Mam ponad 80 lat, jestem chory, moja żona też. Urzędnicy czekają, byśmy zmarli, zanim sąd przyzna nam należne pieniądze – mówi Mleczko.

Filip Szatanik tłumaczy, że taki sposób postępowania urzędu to nie zła wola, lecz skutek wyroku Sądu Najwyższego. W marcu 2011 r. stwierdził on bowiem, że o roszczeniach odszkodowawczych za decyzje wydane przed 2004 r. orzekają sądy, a nie urzędy administracji publicznej.

Pan Jan nie chce stracić kolejnych lat na sporach przed obliczem Temidy. W maju br. zaproponował więc miastu ugodę sądową. Urzędnicy odrzucili tę propozycję. Do tego zaskarżyli postanowienie ministra o nieważności decyzji wywłaszczeniowej. Pierwsza rozprawa przed sądem administracyjnym w Warszawie – w przyszłym miesiącu.

– Urzędnicy chyba wiedzą, że jestem stary i schorowany. Jak mam jechać do Warszawy i bronić swoich racji? Zostałem kiedyś okradziony przez państwo. I to państwo chyba chce, bym nie doczekał się odszkodowania – mówi Jan Mleczko.

ZIEMIA PO MOTELU KRAK
Kilka lat temu tereny przy ul. Radzikowskiego mogły być bardzo atrakcyjne dla inwestorów. Ale miasto musiało zakończyć spory z poprzednim użytkownikiem.

Gdy do tego doszło, okazało się, że nie można całego terenu (6,7 ha) wystawić pod młotek, bo wobec jego części trwają sprawy o zwrot dawnym właścicielom. Gmina chce sprzedać tylko 3,8 ha, ale ta ziemia nie jest już tak atrakcyjna. Powód? Sporny jest m.in. wąski pas dzielący cały obszar na dwie części. A to utrudnia jego zagospodarowanie.

grzegorz.skowron@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Taka sama sytuacja jest z Placem Centralnym. Sprawa toczy się na wszystkich możliwych szczeblach od kilkunastu lat. Po 4 latach od złożenia sprawy w ministerstwie, w roku 2005 Minister stwierdził, że decyzja wywłaszczeniowa została wydana z naruszeniem prawa. Potem Tusk w 2011 stwierdził, że Minister nie był instancją właściwą do rozpatrywania tej sprawy i uchylił decyzję ministra. Sprawa trafiła do wojewody i wojewoda przez 3 lata nie zdążył podjąć żadnej decyzji (!). Bezprawie totalne!

u
ubawiony igrzyskami

"W 2005 r. prezydent Krakowa przekazał ją wojewodzie małopolskiemu, a ten przesłał akta staroście krakowskiemu, czyli... prezydentowi Krakowa."
Zwracam uwagę, że te wszystkie urzędasy to opłacane są przecież z naszych pieniędzy..... A za sprawę motelu Krak to Machlojski powinien już dawno siedziec.

Dodaj ogłoszenie