Nowalijki na gorąco

Redakcja
Nadchodzi czas nowalijek, chociaż, prawdę mówiąc, od pewnego czasu trwa on na okrągło, przez cały rok. Niegdyś z utęsknieniem czekało się na pierwsze rzodkiewki, pierwsze ogórki, pierwsze pomidory. Nowalijki, na przykład mizerię obficie zalaną śmietaną, jadło się z radością, a jedzeniu towarzyszył pewien ceremoniał - jedząc coś po raz pierwszy w roku, należało palnąć się łyżką w czoło.

Rzodkiewka duszona

   Niestety, jak śpiewano w pewnym kabarecie, co się polepszy, to się popieprzy. Sklepy jarzynowe przez dwanaście miesięcy pełne są pomidorów, ogórków, rzodkiewek, które nie smakują jak pomidory, ogórki, rzodkiewki. W najgorszym, szklarniowym wydaniu po przecięciu buchają chemiczną wonią, w najlepszym nie odznaczają się żadnym smakiem - ot, coś pośredniego pomiędzy brukwią a watą. Podobnie rzecz się ma z truskawkami, do listopada zalegającymi stragany na bliskowschodnich bazarach. Jednak kiedy przechodzi się obok czerwonej sterty dorodnych owoców, nie bije od nich żaden zapach. Natomiast u nas... Kiedy w czerwcu idziesz przez nasze targowisko, zanurzasz się w ciężką, słodką chmurę truskawkowej woni. Bo polskie truskawki - wierzcie mi, daleki jestem od durnowatego patriotyzmu, każącego chwalić wszystko, co nasze - pachną i smakują jak żadne.
   Przez całą zimę nie kupuję pomidorów, ot, czasami przyniosę do domu kilka, a później leżą, leżą, aż wreszcie spaskudnieją. Nikt nie ma na nie ochoty. Dlatego przez całą zimę i część wiosny, czekając na prawdziwe, gruntowe pomidorki, zajadam się włoskimi suszonymi pomidorami. Kupuję je u przemiłego Włocha, który prowadzi świetnie zaopatrzony sklepik na Grzegórzkach. Pomidory rzeczywiście są - jak mówi włoski kupiec - "piszne", produkowane gdzieś na prowincji, w małych kooperatywach (uczciwszy uszy, we włoskich spółdzielniach produkcyjnych). Pływają w oleju z domieszką winnego octu i przypraw.
   Z rzodkiewkami bywa podobnie. Egzotyczne, sprowadzone z dalekich ciepłych krajów, nigdy nie będą smakowały tak jak rodzime - z lekką goryczką, szczypiące w język. Goryczkę, jeżeli ktoś jej nie lubi, zlikwiduje sól, natomiast rzodkiewki lubią masło. Kiedy natniemy je na krzyż, w rozcięcie włożymy trochę masełka, trochę soli - będziemy mieli wspaniałą rzodkiewkową ucztę. Jednak rzodkieweczki jadało się także na gorąco, na przykład tak, jak radziła pani Maria Monatowa:
   Młodą niesłupiastą, okrągłą rzodkiewkę ostrugać z wierzchniej łupy i posolić, zalać szklanką wody lub rosołu z dodaniem łyżki masła. Gdy już miękka, a sos się wysadzi, obsypać ją cukrem i obrumienić, a potem oprószyć mąką, zasmażyć i rozprowadzić sos kilku łyżkami rosołu lub wody z dodaniem pół łyżeczki Maggi. Rzodkiewka duszona w smaku__przypomina kalarepkę, jest jednak o wiele delikatniejszą.
   Co racja, to racja, rzodkiewka potraktowana w ten sposób jest rzeczywiście i smaczna, i delikatna.
   Nie tylko rzodkiewkę można wykorzystywać w nietypowy sposób, na gorąco, ale także ogórki:

Ogórki faszerowane

   Wybrać średniej wielkości dość grube ogórki, przekroić na dwie połówki, wydrążyć z pestek, oblanżerować w słonej wodzie i napełnić farszem z surowej ryby lub cielęciny surowej, albo pieczonej, dodawszy namoczonej w mleku odciśniętej bułki, trochę pieprzu, soli, jedno całe jajo i pół drobno usiekanej i zasmażonej cebuli. Potem przykryć z wierzchu płatkami słoniny, ułożyć w rynce i dusić pod przykryciem w rosole lub buljonie. Gdy zupełnie miękkie, sos zapalić pół łyżką zrumienionej mąki, dodać pół łyżeczki Maggi i pół kieliszka madery.
   Znów wypada polecić przepis, potraktowane w ten sposób, ogórki są wyśmienite, radziłbym jednak wybrać farsz z cielęciny.
   Skoro mówimy dzisiaj o nowalijkach na gorąco, polecam jeszcze jeden przepis:

Pomidory faszerowane mięsem

   Wybrać kilkanaście równej wielkości pomidorów, oblanżerować je, ściąć im czubki, wydrążyć w środku z pestek, posolić i nadziać następującym farszem: pół funta czystego mięsa wieprzowego, baraniny lub wołowego z dodaniem szpiku, przepuścić przez maszynkę, wymieszać z połówką cebuli drobno usiekanej i zasmażonej na maśle, solą, pieprzem, trzema łyżkami tartej bułki, garścią siekanego kopru i szczypiórku i jednem całem jajem. Nafaszerowane pomidory posypać z wierzchu tartą bułką, ułożyć na patelni, polać masłem i wstawić do gorącego pieca na 30 - 40 minut.
   Też świetne! Polecam.
    ANDRZEJ KOZIOŁ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie