Ochotnicze pułki w Niepołomicach

Redakcja
Wojacy w dawnym stylu i miłośnicy współczesnych mundurów zawitali do Niepołomic Fot. Łukasz Grzymalski
Wojacy w dawnym stylu i miłośnicy współczesnych mundurów zawitali do Niepołomic Fot. Łukasz Grzymalski
OBYCZAJE. Z ładowaniem enfielda czy springfielda jest trochę roboty. Jankesi i konfederaci rozgryzają papierowe tuleje z prochem, sypią ziarenka do luf. Pada komenda: - Strzelać!

Wojacy w dawnym stylu i miłośnicy współczesnych mundurów zawitali do Niepołomic Fot. Łukasz Grzymalski

Kapiszon inicjuje wybuch i replika starej broni pluje dymem. Jak twierdzą miłośnicy zabawy w wojnę secesyjną, karabiny z XIX w. były naprawdę groźnymi narzędziami do walki. Kaliber broni piechura był taki, jaki dziś spotyka się w najcięższych kaemach do montowania na pojazdach i śmigłowcach. - Przy trafieniu w kończynę amputacja była zwykle jedynym wyjściem. O innych postrzałach lepiej nawet nie myśleć - mówi o realiach amerykańskiej wojny domowej Paweł "Blue Savage" Greiner, mężczyzna w granatowym mundurze jankeskim. Współcześni miłośnicy konfliktu północ - - południe nie ryzykują życiem. Do lufy ładują tylko proch i kawałek papieru. Żadnych kul.

W imprezie "Pola Chwały" w podkrakowskich Niepołomicach wzięło udział, według danych organizatorów, ok. ćwierć tysiąca miłośników rekonstrukcji. Przebrali się za wojska bardzo historyczne (słowiańscy wojownicy, piechota starożytnego Rzymu), historyczne (rycerze), trochę historyczne (formacje z okresu II wojny światowej), takie z najnowszych dziejów (enerdowska warta z czasów podzielonego Berlina) i zupełnie dzisiejsze (spory "kontyngent" we współczesnych mundurach brytyjskich).

Stosunkowo nieliczni byli miłośnicy odtwarzania potyczek z okresu wojny secesyjnej. Zjawiła się jedyna w Polsce grupa, która rekonstruuje realia tamtego konfliktu. Po stronie Skonfederowanych Stanów Ameryki stanęło trzech facetów w szarych mundurach. Trzech było przeciwników, granatowych reprezentantów Unii. Grupa była mała, ale robiła dużo huku. Polskie prawo pozwala posiadać wierne repliki broni z pierwszej połowy XIX wieku, a taki karabin potrafi być głośny. Miłośnicy rekonstrukcji, którzy chcą bawić się w wojny nowsze i najnowsze, są w gorszej sytuacji. Nie narobią hałasu. Mają niestrzelające atrapy.

W uszach dzwoni od wystrzałów. - Zamocować bagnety! - komenderuje Piotr Narloch. Konfederaci ruszają w bój. Zaczyna się pozorowana walka wręcz. Po stronie Unii "walczy" Antoni "Old Savage" Greiner, 65-letni ojciec Pawła "Bule Savage". Jest żywym dowodem na to, że w rekonstrukcje mogą bawić się nawet siwe głowy.

Rekonstrukcje w stylu wojny secesyjnej to droga zabawa. Na karabin czarnoprochowy trzeba wydać od półtora do czterech tysięcy, koszt umundurowania to kolejne 2 tys. zł.

"Pola Chwały" urządzono w Niepołomicach po raz piąty. W przeszłości organizatorzy stawiali głównie na "wargaming" - strategiczne rozgrywki za pomocą plansz, kart, figurek, żetonów. Rekonstrukcje miały być tylko dodatkiem.

- To nie jest promowanie wojny i przemocy - zarzekał się Krzysztof Stawiarski, jeden z organizatorów. - Gry pozwalają poznać historię, a interesują się nimi także osoby o poglądach pacyfistycznych.

Łukasz Grzymalski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie