Oświęcim. W Marszach Śmierci zginęły tysiące więźniów KL...

Oświęcim. W Marszach Śmierci zginęły tysiące więźniów KL Auschwitz. Z obozu wyszli w mroźny styczniowy dzień

Zdjęcie autora materiału
Bogusław Kwiecień

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

W Wodzisławiu na więźniów czekały pociągi. W towarowych, otwartych wagonach byli transportowani do obozów w głębi Niemiec
1/5
przejdź do galerii

W Wodzisławiu na więźniów czekały pociągi. W towarowych, otwartych wagonach byli transportowani do obozów w głębi Niemiec ©Zbiory Muzeum Auschwitz-Birkenau

W ramach ewakuacji z KL Auschwitz i jego podobozów Niemcy wyprowadzili około 67 tys. więźniów. Mieli zostać przetransportowani w głąb Rzeszy
Zobacz galerię
17 stycznia 1945 r., na 10 dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Oświęcimia Niemcy po ostatnim apelu obozowym rozpoczęli ewakuację więźniów z KL Auschwitz i jego podobozów. Mieli zostać przetransportowani w głąb Rzeszy. Tak zaczęły się Marsze Śmierci, ostatni tragiczny rozdział historii tego obozu. Historycy oceniają, że zginęło w nich co najmniej 9 tys. ludzi, ale ofiar mogło być nawet do 15 tys.

Do ostatniego obozowego apelu wieczornego w Auschwitz stanęło ponad 67 tys. więźniów. Wśród nich Zofia Posmysz, która przeżyła Marsz Śmierci, ale długo nie chciała wracać do tamtych wydarzeń. Stało się to dopiero po ponad 70 latach.

Z jej relacji wynika, że 17 stycznia 1945 r. z samego rana esesmani oznajmili, że tego dnia rozpocznie się ewakuacja obozu i każdy na własną rękę ma zaopatrzyć się w ciepłe rzeczy i jedzenie. - Zrobiło się zamieszanie, więźniarki obległy magazyny z odzieżą, ruszyły także na magazyny z żywnością - wspomina Zofia Posmysz w książce „Królestwo za mgłą” napisanej wspólnie z Michałem Wójcikiem.

Jak dodaje, w tym czasie Niemcy zaczęli palić dokumenty obozowe, aby zatrzeć dowody popełnionych zbrodni. Pierwsze grupy z macierzystego obozu Auschwitz wyszły już w ciemnościach. Konwojowane były przez uzbrojonych esesmanów, którzy szli w odstępach kilkunastu metrów. - Ja tej skali, tego ogromu nie byłam w stanie ogarnąć - opowiada Zofia Posmysz.

Pierwsze kilometry i ofiary


Niemcy zaplanowali, że kolumny więźniów składać się będą wyłącznie ze zdrowych i silnych ludzi, które zniosą trudy wielokilometrowego marszu. W rzeczywistości znalazły się wśród nich także osoby chore i słabe, które obawiały się, że gdy pozostaną w obozie to czeka ich zagłada. Szybko okazało się, że dla wielu wyjście z obozu także oznaczało śmierć.
Pierwsi zginęli już po kilku kilometrach marszu. - Można przypuszczać, że powodem był mróz i ogólne wycieńczenie pobytem w obozie, ale część po prostu została zakatowana lub zabita przez esesmanów, bo spowalniała marsz - mówi Dagmar Kopijasz z Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w Brzeszczach.

W dniach od 17 do 21 stycznia główną drogę przez Brzeszcze przeszło około 25 tys. więźniów. W tej kolumnie znajdowali się również więźniowie z podobozów z naszej miejscowości KL Auschwitz-Bor/Budy i KL Auschwitz -Jawischowitz.

Dwa dni po przejściu kolumny ówczesny niemiecki burmistrz Brzeszcz nakazał zebranie ciał na odcinku od Rajska do Wisły. Było ich 18. Pochowane zostały na cmentarzu w Brzeszczach. Żydzi i katolicy razem w jednej mogile. Co roku przy pomniku, który tutaj stanął, Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci organizuje obchody upamiętniające ofiary Marszu Śmierci. Tegoroczne odbędą się 19 stycznia o godz. 10.

Niewyobrażalna gehenna


Kolejne miejsce, gdzie pochowano następną grupę więźniów jest niedaleko w Miedźnej. I tak co kilka - kilkanaście kilometrów. - Z relacji więźniów, którzy przeżyli wyłania się niewyobrażalna gehenna - podkreśla Dagmar Kopijasz.

Trzeba pamiętać, że to był bardzo mroźny styczeń. W nocy temperatura spadała do 20 stopni poniżej zera. Esesmani popędzili więźniów w lichych okryciach. Z więźniarskich koców zrobili sobie pledy, rękawice wykonywali z resztek szmat. - Na nogach mieli drewniane chodaki - Grzegorz Siuta także z Fundacji pokazuje w co ubrani byli więźniowie podczas Marszu Śmierci. - Dzisiaj aż trudno sobie to wyobrazić, co musieli przechodzić na tym potwornym mrozie - dodaje.

Część więźniów, wykorzystując zamieszanie podczas marszu podjęła próby ucieczki. Niektórym się udało. - Mieliśmy nadzieję, że Armia Czerwona zajdzie nam drogę i przerwie ten marsz - wspomina dalej Zofia Posmysz. Złudne były to nadzieje. Do Oświęcimia i okolic pierwsze oddziały czerwonoarmistów dotarły dopiero za 10 dni.

Po trzech dniach i przejściu ok. 70 km kolumny z KL Auschwitz dotarły do stacji w Wodzisławiu, wtedy Leslau, gdzie czekały pociągi, którymi więźniowie zostali przetransportowani w głąb Niemiec. - Wagony były otwarte, bez dachu, towarowe - podkreśla Zofia Posmysz. Bardzo wielu więźniów nie przeżyło tego ostatniego etapu podróży, umierając z wyziębienia i wycieńczenia. Zofia Posmysz trafiła do obozu Ravensbrück, gdzie trzy i pół miesiąca później doczekała wyzwolenia.

Operacja „Karla”


Decyzja o wyprowadzeniu więźniów z obozu Auschwitz i podobozów zapadła 21 grudnia 1944 roku. Niemcy postanowili, że w związku z bezpośrednim zagrożeniem ze strony wroga nastąpi ewakuacja cywilów, jeńców, robotników przymusowych i więźniów z tzw. prowincji górnośląskiej. Zgodnie z przyjętymi wytycznymi, ewakuowani powinni być przede wszystkim jeńcy i więźniowie. Akcja wyprowadzenia więźniów KL Auschwitz otrzymała kryptonim „Karla”.

17 stycznia 1945 roku wymaszerowały też grupy więźniów z podobozów Neu Dachs w Jaworznie i Sosnowitz. Ostatnia kolumna wyruszyła 21 stycznia z podobozu Blechhammer w Blachowni Śląskiej. Trasy wiodły z Oświęcimia przez Pszczynę do Wodzisławia oraz z Oświęcimia przez Tychy, Mikołów do Gliwic. Najdłuższą trasę, tj. ok. 250 km miało do pokonania ponad 3200 więźniów z podobozu w Jaworznie, którzy przeszli do obozu Gross Rosen.

Historycy szacują, że podczas ewakuacji obozu Auschwitz zginęło co najmniej 9 tys. więźniów, ale podawane są i wyższe liczby sięgające nawet 15 tys. Świadectwem zbrodni dokonywanych na ewakuowanych więźniach są liczne mogiły. Na Śląsku jest ich blisko 60. - Dodać trzeba, że Marsze Śmierci przeszły także terenami dzisiejszych Czech i Moraw - mówi Dagmar Kopijasz.
Śladami po nich jest kolejnych 50 mogił.

Świadkowie, którzy widzieli kolumny, po wojnie opowiadali o dantejskich scenach. W miejscowościach, przez które szli więźniowie ludność starała się ratować więźniów. Zbiegłych z kolumny marszowej ukrywano nawet po kilka tygodni.

Więźniów, którzy przetrwali marsze do Wodzisławia lub Gliwic, wywożono wagonami kolejowymi między innymi przez Czechy i Morawy do obozów w Rzeszy, tj. do Ravensbrück, Mauthausen i Buchenwaldu. Wielu spośród tych, którzy przeżyli Marsze Śmierci, zginęło w tamtych obozach.

W KL Auschwitz Niemcy pozostawili około 7 tys. skrajnie wyczerpanych i chorych więźniów, którzy 27 stycznia 1945 r. doczekali wyzwolenia, gdy na tereny obozowe wkroczyli żołnierze 60. Armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego.

Na cmentarzu w Brzeszczach pochowani zostali następujący więźniowie byłego kompleksu obozowego Auschwitz:


Alfred Kohn numer obozowy 174315 (więzień żydowski), Balthasar Sauer 190325 (więzień katolik), Richard Werner 190851 (więzień żydowski), Gerst 69959 (więzień żydowski), 16149 (mężczyzna brak danych), Anna Weiss (więźniarka żydowska), A22322 (kobieta brak danych - więźniarka żydowska), A26059 ( kobieta brak danych więźniarka żydowska)
A27174 ( kobieta brak danych więźniarka żydowska) oraz dwóch niezidentyfikowanych więźniów i siedem więźniarek.


WIADOMOŚCI OŚWIĘCIM - KONIECZNIE SPRAWDŹ:
























Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo